Początek kampanii, początek chaosu
Z godnie z wczorajszą zapowiedzią marszałka Sejmu Szymona Hołowni I tura wyborów prezydenckich odbędzie się 18 maja. Do ewentualnej – lecz bardzo prawdopodobnej – II tury dojdzie dwa tygodnie później, tj. 1 czerwca.
Postanowienie w sprawie zarządzenia wyborów zostanie podpisane 15 stycznia. Wtedy oficjalnie ruszy kampania wyborcza. Przez najbliższe cztery miesiące zintensyfikują się konferencje prasowe kandydatów w najróżniejszych zakątkach Polski, odwiedzą oni niezliczone piekarnie, osiedlowe sklepiki i zakłady pracy. Każdego dnia rano politycy będą się pojawiać na dworcach i przystankach autobusowych, gdzie będą niestrudzenie częstować kawą i ciastem obywateli śpieszących się do pracy. Wszystkim tym wydarzeniom będą się przyglądać kamery stacji informacyjnych nadających na żywo. Brzmi zaskakująco? Ani trochę. Ot, takie uroki kampanii.
Jest jednak jedna rzecz, która będzie się wyróżniać na tle poprzednich. Myślę tu o instytucjonalnym kryzysie, którego przez rok rządów Koalicji 15 października nie udało się rozwiązać. Będzie on więc nam towarzyszyć również w procesie elekcji nowego prezydenta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.