Kiedyś ludzie nie widzieli różnicy między mną a Kaczyńskim
ROZMOWA
KAMILA WRONOWSKA:
ANDRZEJ OLECHOWSKI*:
Rozmowa z Włodzimierzem Cimoszewiczem, który jest drugą osobą w Polsce zdolną do stworzenia oferty niezależnej prezydentury.
Ja poprosiłem o spotkanie.
Nie. Ponownie kategorycznie powtórzył, że nie będzie kandydować.
Nie tyle się wahałem, co zastanawiałem. Mnie się wydaje, że w Polsce panuje niezdrowe zacementowanie sceny politycznej i postępująca marginalizacja polityki, która została podporządkowana walce o władzę. Polityka przestaje się liczyć w życiu ludzi, wątki merytoryczne zostały wypchnięte z jej głównego nurtu. Wydaje mi się, że jest potrzebna zmiana tej sytuacji, przestawienie polityki na inne tory. Musiałem sprawdzić, czy ten pogląd podzielają też inni, oraz zbadać, czy to ja jestem tym, który powinien podjąć się dokonania potrzebnej zmiany.
Centrowym. Dlatego politycy prawicy twierdzą, że jestem lewicowy, a politycy lewicy, że jestem prawicowy.
Zawsze byłem człowiekiem centrum. Dzisiaj jest mi po drodze z socjaldemokratami, ponieważ oni mówią o człowieku i społeczeństwie. Natomiast prawica - o narodzie i państwie. Człowiekowi centrum też zależy, by w Polsce nie rządziła tylko prawica, dlatego jestem gotów poprzeć trzeciego. Ale nie może to być po prostu kandydat lewicowej partii, musi mieć szerszy plan dla Polski.
Nie moja sprawa, w jakich związkach ludzie żyją - każdy obywatel ma prawo do decydowania o swoim życiu osobistym. Związki inne niż małżeństwa są pozbawione uprawnień zastrzeżonych dla członków najbliższej rodziny, na przykład możliwości dowiedzenia się w szpitalu o stan zdrowia bliskiej im osoby. Dlatego proponuję rozważenie ustanowienia instytucji "przybrania osoby bliskiej", która dałaby niektóre z tych uprawnień związkom innym niż małżeństwa, w tym związkom homoseksualnym.
Nie.
Nie ma mowy o zakazie. Jest problem sposobu traktowania zarodków. Oczekuję kompromisowej propozycji etyków i medyków, która pozwoli jak najpełniej uszanować każde życie.
Jestem katolikiem. Obecność krzyża nie tylko mi nie przeszkadza, ale mnie cieszy. Również w przestrzeni publicznej. Ale nie ja jeden tam przebywam. Dlatego każde zastrzeżenie do krzyża w przestrzeni publicznej należy rozważyć poważnie. Kiedy ma ono mocne uzasadnienie, krzyż należy zdjąć.
Obie będą równie trudne. Bo obie kandydatury są z tej samej bajki, obu chodzi o pokonanie konkurencyjnego obozu. Do tego będą mobilizować wyborców. Mój zamysł jest inny. Ja nikogo nie chcę pokonać, ja chcę zmobilizować poparcie dla swojego modelu prezydentury.
Nie dostrzegam żadnych pozytywów dzisiejszej prezydentury, więc nie mogę nic mówić o plusach pana Kaczyńskiego. Co do Tuska - to podzielam kierunek, w którym prowadzi Polskę. Natomiast mam fundamentalne zastrzeżenia co do tempa oraz braku wizji przyszłości. Tusk jest skoncentrowany na tu i teraz.
Nie jestem biegły w sztuce zdobywania sympatii. To zaliczam do swoich minusów.
Do tych, do których odwołuję się od lat. Ja niezmiennie wierzę w demokrację, w wolny rynek, w równość wszystkich ludzi.
Jest on gotowy we wszystkich najistotniejszych częściach. Ale muszę jeszcze kilka spraw przedyskutować. Np. sprawy związane z obronnością.
Szacunku i pokory wobec wyborców. Głosowało na mnie ponad 3 mln ludzi. Niedługo po kampanii widziałem 3 mln ludzi - na jednej z mszy Ojca Świętego na krakowskich Błoniach. Ten widok mnie sparaliżował - tyle ludzi świadomie zagłosowało na mnie. To spowodowało u mnie silne przekonanie, że kampania to nie tylko telewizja i radio, ale przede wszystkim osobiste spotkanie tylu ludzi, jak to tylko możliwe. Dlatego w tej kampanii znacznie więcej będę spotykał się z ludźmi.
Nie miałem ani jednego spotkania, które by się skończyło chóralnym odśpiewaniem "Sto lat". Bo nie były to zdyscyplinowane spotkania partyjne. Na moje przychodzili nie tylko moi entuzjastyczni miłośnicy.
Jest jeden poważny zarzut, którego wcześniej nie doceniłem. Wielu ludzi w przeszłości zawiodłem. Oni liczyli, że zostanę szefem PO. A że stało się inaczej, poczuli się porzuceni.
Na szczęście nie. Kiedyś dostałem tortem. We Wrocławiu w czasie kampanii PO.
Nie pomyślałem. Zwłaszcza po wyborach prezydenckich. Warszawa natomiast była dla mnie szokiem. Bo po wielu latach działalności publicznej ludzie nie widzieli różnicy między mną a Lechem Kaczyńskim. Kiedy w końcówce wyglądało na to, że nie wygram, przerzucili swoje głosy ze mnie na niego. A przecież jesteśmy całkowicie różni! Powiedziałem wtedy, że już nigdy nie będę kandydować w wyborach. Teraz złamałem tę obietnicę. Uznałem, że siedem lat w polityce to tak jak "nigdy". To już inna Polska, inna polityka, inny Olechowski.
@RY1@i02/2009/251/i02.2009.251.000.0006.001.jpg@RY2@
Andrzej Olechowski: nie jestem biegły w sztuce zdobywania sympatii. To mój minus
Rafał Siderski
, współzałożyciel Platformy Obywatelskiej, kandydat na prezydenta popierany przez Stronnictwo Demokratyczne, szef rady programowej tej partii
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu