Prezydent dozuje napięcie
Prezydent pogratulował nowym ministrom rządu Donalda Tuska. Innego wyjścia specjalnie nie miał, choć politycy z otoczenia premiera bardzo poważnie obawiali się, że Lech Kaczyński wykorzysta okazję i złośliwie skrytykuje powody, dla których ministrów w ogóle trzeba było wymieniać. A tu nic. Dwa zdania, uścisk dłoni i do domu.
Ale pewnie na tym się jednak nie skończy. Rozpędza się przecież kampania prezydencka i Lech Kaczyński nie może pozostawić wszystkich afer bez podsumowania. Może doczekamy się kolejnego orędzia, specjalnej konferencji, wielkiego wywiadu telewizyjnego... Nie po to przecież stenogramy z podsłuchów CBA wyciekły do mediów, żeby o nich nie mówić.
Platforma o tym wie i dlatego obawia się prezydenta. A on stopniowo dozuje napięcie, zgodnie z regułami gatunku. Polityczny thriller trzeba przecież smakować. Paliwa musi wystarczyć na co najmniej najbliższe miesiące, tak żeby podciągnąć notowania na progu kampanii.
Jest też jednak pozytyw: politycy PO odważnie przyznają, że oni sami i ich koledzy dostarczyli argumentów konkurencji. Zrozumieli, co się stało. Wiedzą, że nie mogą zachowywać się jak Stefan Niesiołowski i iść w zaparte. Pewnie dlatego ten ostatni w sprawie afer nie występuje publicznie. Obrona przed prezydentem musi być chociaż zręczna. Bo łatwa już na pewno nie będzie.
@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.000.002c.001.jpg@RY2@
Zuzanna Dąbrowska
Zuzanna Dąbrowska
zuzanna.dabrowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu