Dlaczego premier uderzył we własny najwierniejszy dwór
Lawinowa dynamika polityczna, jakiej nabrała afera hazardowa, nie jest ani wynikiem "zamachu na konstytucyjne instytucje państwa" ze strony CBA, ani jakiejś dziennikarskiej spirali histerii. Prawdziwym inscenizatorem nawały jest przecież sam premier.
Ta oczywista obserwacja umyka ostatnio analitykom i obserwatorom. Jeszcze parę dni temu opozycja marzyła - owszem - o rozciągnięciu odpowiedzialności za aferę na Drzewieckiego i Schetynę, ale jedyny pomysł, jaki na to miała, to wspólna presja PiS i SLD na powołanie komisji śledczej. Oczywiście przy sprzeciwie Tuska nie miała na to żadnych szans, a jedyna korzyść, na jaką mogła liczyć w realnej polityce, to długotrwałe i dość bezsilne antytuskowe gęganie w tej sprawie. Owszem, Mariuszowi Kamińskiemu marzyło się w duszy zdestabilizowanie ekipy, której z pewnością dobrze nie życzy. Ale gdzie mu tam było myśleć o zamachu na samego wicepremiera, skoro nie miał przeciwko niemu żadnych twardych policyjnych dowodów, a spodziewał się - jak my wszyscy - platformowego muru obronnego ochraniającego Schetynę. Nic też dziwnego, że na początku zachowywał ostrożność we wciąganiu Schetyny w aferę, a gdy zorientował się, że bynajmniej nie jego akcja wywołuje lawinę, a on sam i tak jest na skraju upadku - posunął się o krok dalej. Odkąd afera hazardowa nabrała wymiaru publicznego i wszyscy jej aktorzy zachowują się racjonalnie i reaktywnie. Wszyscy, poza jednym. Donald Tusk stał się już teraz samodzielnym reżyserem zdarzeń i postanowił rozbuchać żywioły. Dlaczego? To chyba najciekawsze pytanie dzisiejszej polskiej polityki.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.