Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Dlaczego premier uderzył we własny najwierniejszy dwór

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Lawinowa dynamika polityczna, jakiej nabrała afera hazardowa, nie jest ani wynikiem "zamachu na konstytucyjne instytucje państwa" ze strony CBA, ani jakiejś dziennikarskiej spirali histerii. Prawdziwym inscenizatorem nawały jest przecież sam premier.

Ta oczywista obserwacja umyka ostatnio analitykom i obserwatorom. Jeszcze parę dni temu opozycja marzyła - owszem - o rozciągnięciu odpowiedzialności za aferę na Drzewieckiego i Schetynę, ale jedyny pomysł, jaki na to miała, to wspólna presja PiS i SLD na powołanie komisji śledczej. Oczywiście przy sprzeciwie Tuska nie miała na to żadnych szans, a jedyna korzyść, na jaką mogła liczyć w realnej polityce, to długotrwałe i dość bezsilne antytuskowe gęganie w tej sprawie. Owszem, Mariuszowi Kamińskiemu marzyło się w duszy zdestabilizowanie ekipy, której z pewnością dobrze nie życzy. Ale gdzie mu tam było myśleć o zamachu na samego wicepremiera, skoro nie miał przeciwko niemu żadnych twardych policyjnych dowodów, a spodziewał się - jak my wszyscy - platformowego muru obronnego ochraniającego Schetynę. Nic też dziwnego, że na początku zachowywał ostrożność we wciąganiu Schetyny w aferę, a gdy zorientował się, że bynajmniej nie jego akcja wywołuje lawinę, a on sam i tak jest na skraju upadku - posunął się o krok dalej. Odkąd afera hazardowa nabrała wymiaru publicznego i wszyscy jej aktorzy zachowują się racjonalnie i reaktywnie. Wszyscy, poza jednym. Donald Tusk stał się już teraz samodzielnym reżyserem zdarzeń i postanowił rozbuchać żywioły. Dlaczego? To chyba najciekawsze pytanie dzisiejszej polskiej polityki.

Są wytłumaczenia proste tego zaskakującego fenomenu. Najpowszechniejsze, powtarzane do znudzenia przez dziennikarzy i polityków, odwołuje się do sfery propagandy. Tusk walczy o popularność i w obliczu wyborów prezydenckich dla tego celu poświęci wszystko i wszystkich. Tak sugerują nawet politycy PO: Dolniak pytany o intencje premiera używa jedynie słówek "wizerunek" i "opinia", a sam Schetyna uważa, że pada ofiarą "politycznego planu, choć brak formalnych podstaw do dymisji".

Obóz antytuskowy twierdzi w gruncie rzeczy to samo, tylko w dużo bardziej oskarżycielskim tonie. Tyle tylko, że dla PR-owskich celów Tusk nie potrzebował pozbawiać realnej władzy Schetyny, tego przecież po nim nikt się ani nie spodziewał. Inne wyjaśnienie odwołuje się do sfery etyki politycznej: Tusk doskonale wie, że na jego zapleczu zainstalowała się dolnośląska koteria polityków milionerów z pryncypialnych powodów korzysta z okazji, aby ją rozbić. Tylko że Tusk to wie od dawna, a co najmniej od sierpniowej wizyty szefa CBA. I nie wykazywał dotąd z tego powodu nadmiaru woli oczyszczania.

Mało kto zdaje się natomiast zauważać długofalową logikę i konsekwencję politycznego stylu Tuska. W walce o hegemonię Tusk ma fenomenalny talent do wysysania potencjału innych ludzi, po to, by przy nadarzającej się okazji rozprawiać się z nimi bez skrupułów i pardonu. Najlepiej - tak jak teraz wobec Schetyny - machając zarazem publicznie do nich załzawioną z żalu chusteczką. Rozprawa z Gilowską także odbyła się niegdyś pod hasłami standardów i zaufania. A powtarzany przez premiera jak zaklęcie motyw, że Schetyna, który w aferze hazardowej "zachował się wzorowo", jest potrzebny w Sejmie, wygląda na świadome tworzenie legendy dla prawdziwych motywów.

W ubezwłasnowolnionym wspólnie przez Tuska i Kaczyńskiego parlamencie nie ma dziś ani władzy, ani splendoru. Uderzenie we własny najwierniejszy dwór okazuje się po prostu nieuchronnym i końcowym aktem historii tryumfującego tuskowego darwinizmu. Teraz premier Tusk pozostaje na absolutnych szczytach władzy w absolutnej samotności. Czy więc - paradoksalnie z pomocą CBA - osiągnął w końcu to, czego od zawsze pragnął?

@RY1@i02/2009/197/i02.2009.197.000.014b.001.jpg@RY2@

Piotr Gęsicki

Jan Rokita

Jan Rokita

jan.rokita@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.