Polskie piekiełko
Na razie jednak niewiele z tego wynika, poza być może wzrostem świadomości. To też jest ważne, ale nie tylko o to przecież chodzi, lecz to, żeby naprawić system ochrony zdrowia. Jego problemów nie można widzieć w oderwaniu od całego otoczenia, w którym funkcjonuje. Bo czy jest możliwe, aby w słabym, źle zorganizowanym państwie istniał jakiś dobrze i sprawnie działający system. Teoretycznie tak. Można sobie wyobrazić, że pojawia się jakaś enklawa dobrze zorganizowanego środowiska, które będzie zdolne pokonać wszystkie trudności i w bałaganiarskim otoczeniu zbuduje silną organizację. Ale to tylko teoria. Praktyka jest jednak bardziej brutalna.
Był taki krótki okres, kiedy wydawało się, że właśnie udaje się zbudować coś silnego i sprawnego. Wprowadzony w 1999 roku system kas chorych dawał taką nadzieję. Z perspektywy kilku lat widać, jak dobry to był pomysł, jak kreatywny był to czas, gdy w okresie niespełna trzech lat udało się powołać do życia sprawną organizację realizującą model, który mógł się stać przykładowym rozwiązaniem nie tylko dla Polski. Wszystkie istotne zmiany, które dokonały się w służbie zdrowia w ostatnim dziesięcioleciu, mają swoje korzenie i początek w tym właśnie niezwykle dynamicznym, kreatywnym i niestety krótkim okresie.
Ale cóż! Już po kilku latach rozpoczęła się demolka tego, co z takim trudem powstawało. Chciwość tych, którzy nie chcieli mozolnie budować systemu, ale czym prędzej dorwać się do koryta, słabość, niewiara we własne pomysły i niepewność polityków, wewnętrzne zawiści wewnątrz środowiska, które z niepokojem obserwowało, że co sprawniejsi, co odważniejsi zaczynają robić kariery, i wiele innych jeszcze przyczyn spowodowało, że skutecznie rozmontowaliśmy dopiero co zbudowane dzieło.
Ale czy może być inaczej w państwie, w którym od lat nie potrafimy zbudować autostrad, czy poradzić sobie z układami mafijnymi lub paramafijnymi. Czy może być inaczej w państwie, w którym sprawnie działające sitwy opanowują władze samorządowe, a skorumpowani prezydenci miast kpią sobie ze sprawiedliwości, bo chroni ich tzw. układ. Czy wreszcie może być inaczej w państwie, gdy obywatel próbuje sprzeciwiać się tym patologiom, ale w krótkim czasie odczuje siłę tego układu: różnych służb, sądów, urzędów skarbowych, banków itd.
Postawione pytania wydają się być retoryczne. Więc czy przyjdzie nam już tylko cieszyć się z tego, że to przecież i tak jakoś funkcjonuje? Zawsze przecież może być jeszcze gorzej?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.