Wybory samorządowe nie budzą emocji
NIE WIERZYMY W ZMIANY, nie potrafimy odróżnić kompetencji gminy od powiatu, nie znamy kandydatów, a oni sami fatalnie się prezentują - to główne powody, dla których w wyborach lokalnych bierzemy udział mniej chętnie niż w parlamentarnych czy prezydenckich
Według oficjalnych danych Państwowej Komisji Wyborczej o godzinie 19 frekwencja we wczorajszych wyborach wyniosła 43,23 proc. - Wynik nie jest najgorszy - twierdzą zgodnie eksperci. Jednocześnie zwracają jednak uwagę na to, że w wyborach lokalnych nie bierzemy udziału tak chętnie jak w parlamentarnych czy prezydenckich. - Po prostu obywatele nie uznają tego głosowania za szczególnie istotne. Zwykle za najważniejsze uważa się wybory angażujące emocje - uważa politolog Wojciech Jabłoński.
Potwierdzają to dane z lipcowych wyborów prezydenckich, w których frekwencja przekroczyła 55 proc. Z kolei podczas wyborów parlamentarnych w 2007 roku do urn poszło prawie 54 proc. uprawnionych. Tymczasem rok wcześniej, w wyborach samorządowych, głosowało już tylko 45,99 proc.
Okazuje się jednak, że na tle innych państw europejskich nie mamy się czego wstydzić. W tegorocznych wyborach lokalnych w Czechach głosowało 46 proc. uprawnionych, a we Francji 47 proc. Lepiej jest tylko w Niemczech, gdzie w wyborach do landów frekwencja wynosi ok. 70 proc.
Zdaniem politologów niższa frekwencja w wyborach samorządowych w przypadku Polski wynika także ze słabej wiary elektoratu w poważne zmiany. - W niewielkich miejscowościach często dominują silne lokalne układy, których wyborcy nie są w stanie naruszyć - twierdzi Przemysław Żurawski vel Grajewski z Uniwersytetu Łódzkiego.
To właśnie te duże partie polityczne ponoszą częściową odpowiedzialność za to, że nie ustawiliśmy się do urn w kolejkach. - To, co działo sie ostatnio na polskiej scenie politycznej, odciągnęło uwagę od tych wyborów, mimo że z punktu widzenia szarego obywatela są one najważniejsze - uważa dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Elektorat zniechęcić mogła także przytłaczająca liczba samych kandydatów. Często trudno było się zapoznać z ich programami, więc motywacja głosowania była mniejsza. W innych przypadkach obywatele założyli, że z góry wiadomo, kto wygra, więc nie poszli do urn.
Sami kandydaci także nie ułatwiali sytuacji. - Niektórzy pokazywali się na plakatach w niekompletnym stroju albo pozowali na wampirów. Przez to część ludzi przestała traktować wybory poważnie. Założyli oni, że kandydatom zależy tylko na pieniądzach - uważa Wojciech Jabłoński.
Możliwe jednak, że najważniejszym powodem tego, że frekwencja była słaba, jest niski poziom edukacji obywatelskiej. Zdaniem ekspertów system organizacji władz samorządowych w naszym kraju jest zbyt skomplikowany. Wyborcy nie potrafią określić, czym zajmuje się sejmik, a czym rada gminy. A skoro rzecz jest trudna do zrozumienia, to zniechęca do udziału w głosowaniu.
współpraca TŻ
Luiza Zalewska
luiza.zalewska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu