Zwolnienia w urzędach to fikcja
PROFESOR JÓZEFINA HRYNKIEWICZ - Szefowie urzędów, którzy zredukują zatrudnienie ze względu na liczbę zadań, będą łamać prawo i zatrudniać urzędników na podstawie umowy-zlecenia
Nie. O zwolnieniu musi decydować bezpośredni przełożony, który powinien wytypować osoby, które są słabo przygotowane do wykonywania pracy, mało wydajne lub zbędne na danym stanowisku. Od decyzji bezpośredniego przełożonego urzędnik zawsze może się odwołać do dyrektora generalnego. Nie można dopuścić do tego, że np. naczelnik pozbywa się dobrego pracownika ze względów ambicjonalnych, bo jest on po prostu merytorycznie od niego lepszy.
Nie. Każdy urząd jest w stanie udowodnić, że objęcie zatrudnienia redukcją uniemożliwi mu prawidłowe wykonanie zadań, a to zagrozi bezpieczeństwu państwa lub porządku publicznego. Jeżeli więc premier nie wyłączy ich z redukcji, to naraża obywateli na niebezpieczeństwo. A za to grozi nawet Trybunał Stanu. Dlatego premier, który zgodnie z projektem ustawy będzie miał możliwość wyłączenia z przeprowadzania redukcji w wybranych urzędach, dla świętego spokoju będzie z tego korzystał.
Jeśli część urzędów będzie wyłączona z redukcji, a inna nie, to może się okazać, że przepisy ustawy o racjonalizacji zatrudnienia są niekonstytucyjne.
Przed rokiem, gdy ustawa o racjonalizacji trafiła do kosza, we wszystkich urzędach miał być przeprowadzony audyt. Miał go zrobić resort finansów. Audytu jednak nie było i nie będzie. A dopiero jego rzetelne przeprowadzenie pozwoliłoby wskazać, w jakich wydziałach czy urzędach jest przerost zatrudnienia.
Tego chyba nikt nie wie, a już na pewno nie wie tego rząd. W administracji publicznej urzędnicy są zatrudniani na różnych podstawach - kodeks pracy, ustawa o służbie cywilnej, o pracownikach urzędów państwowych. Wiadomo, ile osób pracuje w służbie cywilnej, ale już takiej wiedzy nie ma o pracownikach urzędów państwowych. Przy okazji postulowania redukcji zatrudnienia w administracji może warto zastanowić się nad wyłączeniem wszystkich urzędników administracji centralnej do korpusu służby cywilnej. Ale na razie postępuje tylko demontaż służby cywilnej.
Nie. Zwalnianym urzędnikom trzeba wypłacić odprawy. Większość zwolnionych odwoła się do sądu pracy. Wielu z nich zostanie przywróconych lub otrzyma odszkodowanie za nieuzasadnione zwolnienie. A to wszystko kosztuje.
Zasady zwalniania określą kierownicy urzędów, a nie ustawa. Przed sądem łatwo można będzie wykazać, że kryteria były tworzone tak, aby chronić interesy niektórych grup osób (np. emerytów, młodych stażem pracowników lub znajomych kierownika). Gdyby kryteria zwolnień określiła ustawa, to trudniej byłoby kwestionować zasadność zwolnień.
Może przez rok utrzymają takie zatrudnienie. Jest jednak pewne niebezpieczeństwo. Urzędy zamiast zatrudniać na etat będą przyjmować do pracy na umowę zlecenie, umowę o dzieło itp., bo zadań im nie ubędzie. Wszystko więc po tym zamrożeniu wróci do normy i urzędy będą zatrudniać nowe osoby.
Nie wykluczam, że ta redukcja jest tylko po to, aby zwolnić miejsca nowym urzędnikom związanym z rządzącą partią. Wzrost zatrudnienia w administracji to skutek chaosu w procesie legislacyjnym. Cała ta operacja przypomina mi Lejzorka Rojtszwanca, który mówi: Zwalniają - znaczy się będą przyjmować. Szkoda, że rządzący tak mało czytają literatury pięknej.
@RY1@i02/2010/207/i02.2010.207.183.008c.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Józefina Hrykiewicz, profesor z Uniwersytetu Warszawskiego. Wcześniej pełniła funkcję dyrektora Krajowej Szkoły Administracji Publicznej
ROZMAWIAŁ ARTUR RADWAN
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu