Wojna pozycyjna o unijną kasę
Pierwsza wizyta nowego prezydenta zawsze jest symboliczna. I ryzykowna. Bronisław Komorowski pojechał do Brukseli dać wsparcie i szukać wsparcia w sprawie unijnego budżetu i polityki spójności. I wsparcie dostał, a nawet więcej, bo został skomplementowany przez szefa Komisji Europejskiej.
Kiedy obserwowałem na brukselskich salonach naszego prezydenta, widziałem na jego twarzy napięcie - zdawał sobie sprawę z doniosłości chwili. Ale stres zniknął, kiedy wyszedł ze spotkania z Jose Manuelem Barroso. Potem się dowiedziałem, że Bronisław Komorowski podczas długiej rozmowy w cztery oczy zyskał sojusznika i pewność, że w szefie Komisji Europejskiej mamy oparcie nie tylko w sprawie polityki spójności.
Od tej wizyty polskiego prezydenta zaczyna się mozolna kampania, której efekty poznamy dopiero w 2012 r. W przeciwieństwie do Portugali czy Hiszpanii, dla których oczywiste było, że z budżetu na budżet pieniądze się znajdowały, to na nasze drogi, tory czy maszty internetu każde euro trzeba będzie wyrywać. W tej wojnie nie będą się liczyły efektowne szarże, ale mozolne posuwanie się krok po kroku. A to jest to, czego często brakuje naszej dyplomacji - konsekwentnej polityki, której nie zmieni nawet ewentualna wymiana rządu po przyszłorocznych wyborach.
@RY1@i02/2010/171/i02.2010.171.000.002g.001.jpg@RY2@
Grzegorz Osiecki
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu