Komorowski wyrusza szlakiem Napieralskiego
Sztabowcy kandydata PiS liczą, że to ostatnia debata rozstrzygnie o wyniku wyborów. A Platforma, że mobilizacja wyborców da przewagę Komorowskiemu. Wszyscy liczą, że wyborcy lewicy poprą właśnie ich.
Platforma przygotowała cały scenariusz, by los jej kandydata nie zależał od decyzji szefa SLD - poprze czy nie Komorowskiego - którą ma ogłosić dziś. Marszałek i tak będzie walczył o elektorat Sojuszu. Jego sztab na podstawie wyników wyborów ułożył precyzyjną marszrutę kandydata. Dziś pojedzie do Sosnowca, gdzie Napieralski dostał rekordowe 22-procentowe poparcie. W czwartek ma być na Pomorzu. W piątek, ostatniego dnia kampanii, czeka go tour po Kujawsko-Pomorskiem, a finał kampanii planowany jest w Inowrocławiu. Wszędzie tam lider SLD dostał po ok. 17 proc., a badania pokazują, że większość lewicowych wyborców zagłosuje na Komorowskiego. To nie jest zaskoczeniem. Ważniejszy wniosek jest taki, że wybierają się na drugą turę wyborów.
PiS tuż przed końcem kampanii ma dwa cele: wygraną w debacie i utrzymanie spokojnego tonu dyskusji, czyli nieodpowiadanie na prowokacje i ataki ze strony PO, takie jak wczorajsza, gdy Janusz Palikot wplótł w kampanię Jadwigę Kaczyńską. - Wszyscy wiemy, w jakich warunkach leżała matka Jarosława Kaczyńskiego, Jadwiga Kaczyńska - w VIP-owskiej jedynce - mówił wczoraj poseł PO, kwestionując prawo Jarosława Kaczyńskiego do wypowiadania się na temat służby zdrowia.
Platforma może podgrzewać emocje, by zwiększyć frekwencję - spodziewają się sztabowcy Kaczyńskiego. Ale lepiej będzie dla niego, jeśli poskromi temperament i nie da pretekstu, by traktować go jako człowieka groźnego i wojownika.
Adam Hoffman z PiS pociesza się, że kilkupunktowy dystans, jaki dzieli obu kandydatów, może zmaleć z powodu niższej frekwencji. Bo według ich szacunków frekwencja będzie dużo poniżej 50 procent, nawet bliżej 40. Platforma też zdaje sobie z tego sprawę, więc mobilizuje elektorat. Na razie Polacy pobrali 319 tys. zaświadczeń niezbędnych, by głosować poza miejscem zamieszkania. W pierwszej turze głosowało poza domem 297 tys. osób.
W partii obowiązuje zasada: wszystkie ręce na pokład. W skali dotychczas niespotykanej ministrowie Tuska uczestniczą w kampanii i ten tydzień rząd spędzi w terenie. Wczoraj minister Bogdan Klich był w Lubuskiem, Cezary Grabarczyk w Zachodniopomorskiem, Jacek Rostowski w Łódzkiem, Ewa Kopacz w Wielkopolsce, a Elżbieta Bieńkowka na Podlasiu. PO poprosiła o pomoc sympatyków marszałka, m.in. Daniela Olbrychskiego, Krzysztofa Maternę i Annę Nehrebecką. W kampanii uczestniczą też europarlamentarzyści, i to oni najwięcej za to płacą. Każdy dzień nieobecności w Parlamencie Europejskim kosztuje ich po 298 euro diety.
A kandydaci szykują się do środowej debaty. Sztabowcy kandydata PiS muszą zrobić wszystko, by ich kandydat wypoczął - w niedzielę i wczoraj było widać, że jest w słabej kondycji. I być może przemyśleć kwestie, które stały się w ostatnich dniach głównymi tematami kampanii.
Na przykład sprawę dopłat dla rolników albo sposobu prowadzenia polityki zagranicznej przez Polskę.
W tej chwili szczegóły środowej debaty są właśnie uzgadniane między sztabami. Z przecieków wynika, że tym razem kandydaci będą chcieli mieć więcej swobody w prowadzeniu rozmowy. - W niedzielę najciekawiej było, kiedy rywale wchodzili w bezpośredni spór - mówi polityk Platformy. A Kluzik-Rostkowska dodaje, że jej kandydat nie boi się walki. I że mają nadzieję, iż Platforma tym razem nie zmieni zdania w sprawie formy debaty.
Jedną z dziennikarek, które mają ją poprowadzić, jest Katarzyna Kolenda-Zaleska. Pozostali moderatorzy jeszcze nie są znani.
@RY1@i02/2010/124/i02.2010.124.000.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Ireneusz Sobieszczuk/TVP SA/East News
Podczas środowej debaty obaj rywale będą mieć więcej swobody w zadawaniu sobie nawzajem pytań
Grzegorz Osiecki
Mariusz Staniszewski
dziennik@infor.pl
Po pierwszej debacie było widać, że zagrać mogą dokumenty. Depesza PAP ze zmanipulowaną treścią wyprowadziła z równowagi Jarosława Kaczyńskiego. Zrobił błąd, że wziął od konkurenta kawałek papieru. To tak, jakby przyjął sprawę do wyjaśnienia. Dał się zaskoczyć.
Wszystko z tej kampanii to odgrzewane kotlety: podział na Polskę solidarną i liberalną, służba zdrowia.
Będzie się pewnie bał ocenić prezydenturę Lecha Kaczyńskiego. Może jednak wrócić do IV RP i zapytać, czy wrócą tacy ludzie jak Antoni Macierewicz, Mariusz Kamiński, Zbigniew Ziobro czy nawet agent Tomek. Można przypomnieć nadużycia CBA.
Wyroki sądowe w kampanii nie mają większego znaczenia. Ważniejsze jest nadawanie tonu kampanii. Przypomnienie postaci IV RP byłoby krokiem w tym kierunku.
Chyba już nikt nie bierze go poważnie.
Kabotyni nie decydują o losach kampanii wyborczej.
PiS nie może zejść na poziom Palikota, ponieważ na jego polu przegra. W swojej dyscyplinie Palikot jest mistrzem, gubi się, gdy musi grać według innych reguł.
@RY1@i02/2010/124/i02.2010.124.000.004a.002.jpg@RY2@
Giza/Agencja Gazeta
Wiesław Gałązka, ekspert od kreowania wizerunku
, ekspert od kreowania wizerunku
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu