Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Piątek, zły dzień Komorowskiego

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Sondaże przedwyborcze tracą na wiarygodności. Nie biorą pod uwagę głosów powodzian, a duża grupa Polaków w ogóle odmawia w nich udziału. W dodatku mają różne wyniki, w zależności od dnia tygodnia.

Zarówno w TNS OBOP, instytucie Homo Homini, jak i SMG/KRC usłyszeliśmy, że osoby bezpośrednio dotknięte powodzią nie są uwzględniane w sondażach. - Przecież nikt nie będzie pływał pontonem, żeby dotrzeć do tej grupy - mówi "DGP" Urszula Krassowska z TNS OBOP. Przekonuje jednak, że mimo trudności mieszkańcy zagrożonych rejonów są odpytywani telefonicznie.

Pod warunkiem że uda się im gdzieś dodzwonić: nie zawsze jest to możliwe, bo w miejscowościach zalanych telefony stacjonarne nie działają. - Uważamy, że człowiek, który akurat stoi po kolana w wodzie i obserwuje swój zatopiony dom, na pewno nie ma ochoty rozmawiać z kimkolwiek, z ankieterami również - mówi Kuba Antoszewski, PR manager z instytutu SMG/KRC.

Ankieterzy na początku powodzi próbowali dzwonić na komórki powodzian. - Panie! Ja nie mam głowy do rozmów o polityce, mnie tu dom zalewa - słyszeli w odpowiedzi na pytania o preferencje wyborcze. Pracownik jednego z biur badania opinii publicznej przyznaje, że unikał dzwonienia pod numery pochodzące z terenów objętych powodzią. Choć próba ankietowanych dobierana jest losowo, zamienienie niechcianego numeru na inny jest możliwe.

Trudności z dotarciem do powodzian miał też instytut Homo Homini. Jego szef Marcin Duma przekonuje jednak, że brak tej grupy w sondażu wyborczym nie może wpłynąć na jego wiarygodność, gdyż osoby bezpośrednio dotknięte przez żywioł stanowią bardzo niewielki odsetek potencjalnych respondentów.

Eksperci twierdzą jednak, że powódź może wpłynąć na wyniki wyborów. - Informacje o tym, jak państwo radzi sobie z powodzią, wezmą pod uwagę wszyscy Polacy. Za chwilę tę ocenę będzie widać w sondażach - mówi socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis.

Powódź to niejedyny powód, dla którego dzisiejsze sondaże tracą na jakości. Okazuje się, że spora grupa Polaków w ogóle nie chce brać w nich udziału. Maciej Siejewicz z GfK Polonia bagatelizuje to, że od zawsze kilka procent Polaków proszonych o udział w sondażu wyborczym odmawia ankieterom. Jednak kilku pracowników sondażowni, z którymi rozmawialiśmy, powiedziało, że to nie kilka, ale kilkadziesiąt procent. I że w ciągu ostatniego roku, dwóch lat ich liczba znacznie wzrosła. - Nawet 6 na 10 zapytanych odmawia odpowiedzi - mówi w rozmowie z "DGP" (patrz obok) Janusz Czapiński.

Instytuty, które na co dzień przygotowują sondaże dla partii politycznych, ze zdziwieniem zauważyły jeszcze jedną nietypową prawidłowość. Okazuje się, że wyniki z początku tygodnia - poniedziałku i wtorku - są tydzień w tydzień zdecydowanie korzystniejsze dla Bronisława Komorowskiego niż te z piątku. - Nie wiemy, dlaczego tak się dzieje, ale to fakt. Jeśli ten trend się utrzyma w piątek przed wyborami, do ludzi może trafić taka informacja, że oto Kaczyński ma lepsze notowania niż marszałek Sejmu - mówi nam jeden ze specjalistów zajmujących się sondażami wyborczymi.

Dr Flis twierdzi wręcz, że do publikowanych dziś wyników sondaży nie ma sensu przywiązywać zbyt wielkiej wagi. Szczególnie w obliczu dwóch tak traumatycznych wydarzeń, jak katastrofa smoleńska i powódź, trudno dziś wyrokować, co się wydarzy 20 czerwca. Walka będzie trwała do końca.

@RY1@i02/2010/102/i02.2010.102.000.006a.001.jpg@RY2@

Wyborcze sondaże coraz mniej wiarygodne

Anna Monkos

Barbara Sowa

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.