Dziennik Gazeta Prawana logo

Komorowski jedzie do Londynu, Kaczyński będzie agitował w kraju

3 lipca 2018

Bronisław Komorowski ruszy na spotkania z Polonią w Belgii i Wielkiej Brytanii. Za granicę wybierają się też inni kandydaci: Grzegorz Napieralski do Wielkiej Brytanii i Andrzej Olechowski do Irlandii.

Za granicę nie wybiera się kandydat PiS. Jarosław Kaczyński codziennie odwiedza w szpitalu chorą matkę i, jak twierdzą sztabowcy PiS, nie ma żadnych szans, by wyjechał za granicę. A taki wyjazd był szykowany dla Lecha Kaczyńskiego, który miał pojechać do największego skupiska Polonii, Chicago. Niewykluczone, że pojedzie tam ktoś ze sztabu w imieniu Jarosława Kaczyńskiego, ale te decyzje mają dopiero zapaść.

Zresztą priorytetem dla PiS i innych partii jest Polska - to tu można zdobyć najwięcej głosów. Ale zagraniczne kampanie mogą w tym pomóc. - Wizyta w obcym kraju takiego czy innego kandydata to wydarzenie medialne, którego głównym adresatem są nie ci, którzy wyjechali, ale ci, którzy za nimi tęsknią - wyjaśnia politolog dr Jarosław Flis.

Kandydaci liczą, że prowadząc kampanię za granicą, pokażą się jako nowocześni i otwarci na świat, z drugiej strony jako tradycjonaliści niezapominający o rodakach na emigracji.

Realne znaczenie głosów z zagranicy na ogół jest niewielkie. Nawet gdyby powtórzył się rekordowy udział Polonii w głosowaniu z 2007 roku, to i tak kandydaci walczyliby o niewiele ponad jeden procent głosujących. Taka liczba głosów ma znaczenie w jednym przypadku: gdyby dwaj główni kandydaci szli łeb w łeb i o ostatecznym wyniku decydowały promile. - Tak się zdarzyło w Rumunii, gdy obecny prezydent Traian Basescu wygrał 70 tysiącami głosów, a 80 tysięcy otrzymał od rumuńskiej diaspory - mówi Krzysztof Lisek, europoseł Platformy Obywatelskiej.

Platforma zakłada dwa scenariusze. Jeden optymistyczny, z rozstrzygnięciem w pierwszej turze wyborów, i drugi, realistyczny, z drugą turą. Ale w obu potrzebuje maksymalnej mobilizacji elektoratu. Stąd walka o każdy głos. Dlatego na początku czerwca Bronisław Komorowski ma pojechać do Belgii i Wielkiej Brytanii. - Wybraliśmy dwa symboliczne miejsca: Bruksela to stolica Unii Europejskiej, a Londyn skupia zarówno starą emigrację wojenną, jak i dziesiątki tysięcy Polaków, którzy w ostatnich latach pojechali tam szukać życiowej szansy - wyjaśnia Lisek. Dla PO to kontynuacja działań z poprzedniej kampanii, kiedy Donald Tusk pojechał szukać poparcia na Wyspy Brytyjskie i odniósł tam sukces. Realny, bo emigranci zagłosowali na PO, i wizerunkowy, bo telewizje pokazywały olbrzymie kolejki Polaków czekających na oddanie głosu przed konsulatami.

Swojej szansy za granicą będą szukali także Grzegorz Napieralski i Andrzej Olechowski. Ten ostatni miał zresztą kampanię zagraniczną zainicjować. - Miała być Irlandia, ale plany popsuła Islandia i wybuch wulkanu - mówi Grzegorz Dziemidowicz, rzecznik Olechowskiego. Teraz sztab ustala kolejny termin. Natomiast Grzegorz Napieralski jedzie na Wyspy nie tylko promować swoją kandydaturę, ale też krytykować kandydata PO. - Chcemy przypomnieć cuda, które obiecywał emigrantom Donald Tusk, i ile z nich zostało - mówi rzecznik SLD Grzegorz Kalita.

Ludowcy natomiast uznali, że ich liderowi zagraniczne wojaże są niepotrzebne. Ich elektorat jest w kraju. - Trzeba objechać jak największą liczbę miejsc - mówi Stanisław Żelichowski.

Otwartość na nowinki Waldemar Pawlak demonstruje, prowadząc kampanię internetową.

@RY1@i02/2010/091/i02.2010.091.000.005a.001.jpg@RY2@

Jak głosowała Polonia

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.