Politycy rzadko słuchają ekspertów
Mamy się zająć udzielaniem premierowi porad zwłaszcza w tych sprawach, w których w grę wchodzą jakieś nowe pomysły dotyczące legislacji gospodarczej, oraz tam, gdzie mogą się pojawić jakiegoś rodzaju zagrożenia dla naszej gospodarki. Na razie trzeba zrobić listę tych rzeczy, które są gotowe i wymagają przedyskutowania.
W pierwszej kolejności trzeba oczywiście zacząć od sytuacji gospodarczej i kształtowania polityki gospodarczej. To rzecz, którą właściwie już zaczęliśmy się zajmować podczas naszego pierwszego spotkania. W kolejce jest też cały szereg dziedzin, w których trzeba będzie szybko podejmować decyzje.
Chodzi między innymi o finansowanie służby zdrowia czy OFE. Toczy się wokół tego dyskusja, która musi zakończyć się jakąś konkluzją. Również bardzo pilną rzeczą jest to, co dzieje się z ładem korporacyjnym w spółkach Skarbu Państwa i możliwością zwiększenia przejrzystości działania tych spółek, a także tym, co dotyczy kompetencji w zarządzaniu spółkami Skarbu Państwa. To są takie rzeczy, które natychmiast przychodzą mi do głowy, ale oczywiście tematów, w których premier będzie oczekiwać szybkiej porady, jest znacznie więcej. To oczywiście nie znaczy, że będziemy podejmować decyzje w sprawie docelowego kształtu prawa. Chodzi o wypracowanie rady dla Donalda Tuska.
Prawdopodobnie co dwa tygodnie będzie rodzaj stałego spotkania, ale w miarę potrzeby rada może się zbierać częściej.
Nie jesteśmy sędziami, którzy są powołani do tego, by recenzować pracę resortów. Natomiast trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. A mianowicie ministerstwa przygotowują pewne plany, ale o tym, czy wejdą one w życie, ostatecznie decyduje premier. Z tego punktu widzenia wydaje się dość ważne, że szef rządu chce mieć dodatkową ekspercką opinię rady, do której - mam nadzieję - będzie miał zaufanie. Ta opinia ma mu pomóc wyrobić sobie stanowisko. Nie można oczekiwać, że przy całym szacunku dla tego, co się przygotowuje się w resortach, premier będzie miał do tego bezwzględne zaufanie i za każdym razem będzie musiał się podpisywać pod każdym pomysłem resortowym. Szef rządu bierze na siebie odpowiedzialność, zatem ma prawo, a nawet obowiązek, zastanowić się nad tym, jak te pomysły będą ostatecznie wyglądały. Tak więc rada nie będzie recenzować pracy ministerstw, natomiast - na prośbę premiera - będzie dokonywać oceny pomysłów, które są zgłaszane.
Generalnie słuchają niechętnie. Natomiast ja do tej pory miałem przyjemność współpracy z politykami, którzy wykazywali zainteresowanie tym, co do powiedzenia ma ekonomista. Tak było zarówno w przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego, jak i Lecha Kaczyńskiego. To były dwie różne formuły współpracy. Bo prezydent Kwaśniewski potrzebował mnie jako doradcy. Zaś rada powołana przez prezydenta Kaczyńskiego to tylko rodzaj rady konsultacyjnej, gdzie z definicji mają być przedstawiane bardzo różne poglądy na różnego typu problemy. Ma to pomóc prezydentowi w ukształtowaniu swojej opinii. Jeśli zaś chodzi o Radę Gospodarczą powołaną przez premiera Tuska, to jest tu potrzeba konkretnej porady w konkretnych sprawach. Jeśli chodzi o moje doświadczenie we współpracy z politykami, to za każdym razem miałem przekonanie, że ten, kto prosił o poradę, był rzeczywiście zainteresowany tym, co usłyszy. Ale nie ukrywam, że uczestniczyłem również w wielu radach i widziałem wiele, które właściwie nie odgrywały żadnej roli. Z czasem taki organ zmieniał się w ciało fasadowe. Mam nadzieję, że nie stanie się tak z radą powołaną przez premiera Tuska.
W radzie znalazło się dziewięcioro ludzi o dość silnych poglądach, wyrobionych zdaniach. Ale to nie jest grono o jakiejś strasznie różnej percepcji gospodarki. Nie jesteśmy ludźmi, którzy mają całkowicie odmienne podjęcie o tym, jak generalnie ma wyglądać polska gospodarka. Tu jest pewna bliskość poglądów. Może każdy z nas ma inne doświadczenia, inną specjalizację, w inny sposób ukształtował swoje poglądy, ale to atut tej rady, a nie jej ułomność.
Jest oczywiście oczekiwanie, że rada będzie w stanie dojść do czegoś, co będzie można nazwać wspólną poradą. To jest ciekawe, bo wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku rady powołanej przez prezydenta Kaczyńskiego, gdzie świadomie rada składa się z ludzi o bardzo różnych poglądach i nie ma tam nawet potrzeby, by dochodziło do jakiejkolwiek zgody w poszczególnych sprawach. Rada ma wręcz przedstawiać prezydentowi różne stanowiska. Natomiast w przypadku rządowej Rady Gospodarczej jest oczekiwanie, że będzie w stanie przedstawiać premierowi jakiegoś typu rekomendację czy sugestię. Oczywiście może się zdarzyć, że rada nie będzie w stanie dojść do jednogłośnie popieranej opinii, wtedy premier powinien być o tym poinformowany. Ale to również jest jakąś podpowiedzią, bo mówi, jak skomplikowana jest dana sprawa.
@RY1@i02/2010/052/i02.2010.052.000.013a.001.jpg@RY2@
Fot. Rafał Siderski
Witold Orłowski, profesor ekonomii, członek rad gospodarczych przy prezydencie i premierze
, profesor ekonomii, członek rad gospodarczych przy prezydencie i premierze
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu