Antyprezydencka kampania Donalda Tuska
Od czasu ogłoszenia przez Donalda Tuska, że nie kandyduje na prezydenta, bo nie jest zainteresowany żyrandolami w pałacu, sprawy się skomplikowały. Szanse Lecha Kaczyńskiego zaczęły rosnąć, a premier rozpoczął kampanię. Antyprezydencką.
Po co rozsądny, zadowolony z życia polityk miałby się spinać i dążyć do stanowiska, które nie daje władzy? Po nic. Ale jak wytłumaczyć, dlaczego, skoro samemu się nie startuje, namawia się do tego kolegów pełniących tak ważne funkcje w państwie jak marszałek Sejmu i minister spraw zagranicznych? Że oni mogą, bo nie są tacy ważni? Ale przecież to by znaczyło, że Donald Tusk jakichś nieważnych kolegów wystawia w najważniejszych wyborach w kraju! Co robić?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.