Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Premier z przesłuchania wyszedł obronną ręką

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

To od spotkania z Mariuszem Kamińskim 14 sierpnia 2009 r. zaczęła się dla premiera afera hazardowa. Jako pierwszy z polityków PO przed komisją przyznał, że nazywanie sprawy "aferą" nie przeszkadza mu. - Przez wiele tygodni wiele gorszących zachowań różnych ludzi, w tym urzędników państwowych, pozwala na używanie tego typu sformułowania - podkreślał. Co do samego spotkania z Kamińskim, Tusk zaznaczał: - Mariusz Kamiński nie poinformował mnie o przestępstwie, ale o złych zdarzeniach.

- "Co jako premier mogę zrobić?" - spytałem - relacjonował Tusk. I dodał: - Rekomendacja była czytelna, choć nieprecyzyjna: żebym podjął działania na własną rękę, które zabezpieczą proces legislacyjny. Przyjąłem ją z dobrą wiarą.

Jak podkreślał premier, działanie Kamińskiego uznał wtedy za niestandardowe i nietypowe. Dlaczego? Bo ten oświadczył, że jako szef CBA już nic nie może zrobić w tej sprawie i że nie zawiadomi prokuratury. Tusk mówił, że nie miał wtedy wrażenia, iż szef CBA zastawia na niego jakąś pułapkę.

Przeciek z akcji CBA to jeden z głównych wątków, jakie starali się wyjaśnić śledczy. Tusk konsekwentnie zaprzeczał, że to on jest jego źródłem. Podkreślał, że rozpoczynając rozmowy ze Zbigniewem Chlebowskim, i z Mirosławem Drzewieckim zdawał sobie sprawę z tego, iż podejmuje ryzyko, że jego rozmówcy mogą się domyśleć, że coś się dzieje. Ale, jak podkreślał, szef CBA nie pozostawił mu innego wyboru. - Każda rozmowa, którą przeprowadzałem, mogła zbudować przeświadczenie, że moje zachowanie jest ponadnormatywne. Każdy, kto ma nieczyste sumienie, może być zaniepokojony faktem, że z nim rozmawiam. Oczekiwano ode mnie podjęcia decyzji i działań, musiały być decyzje dramatyczne w odniesieniu personalnym co do niektórych osób - zaznaczał premier.

Kilka godzin później poseł Bartosz Arłukowicz, dopytując Tuska o jego spotkanie z Chlebowskim, stwierdził wprost, że właśnie wtedy doszło do przecieku. - To przeciek aksamitny, ale przeciek, panie premierze - powiedział. Tusk odparował bez zastanowienia: - Pan żartuje.

Sugestie łączące go z ostrzeżeniem hazardowych biznesmenów Tusk nazwał krótko i dobitnie: - To szpetne zachowanie. I powtórzył tezę polityków PO, że jedyny przeciek, do jakiego doszło w tej sprawie, to opublikowanie stenogramów CBA w Rzeczpospolitej.

Premier, opisując okoliczności powstania nowej ustawy hazardowej, przyznał, że tej sprawie poświęcona była część spotkania budżetowego z 30 lipca 2009 r. Ale, jak podkreślał, żadne wiążące decyzje tam nie zapadły, a spotkanie nie było związane z jakąś wiedzą dotyczącą nieprawidłowości wokół projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych. - Pojawia się często wątpliwość, także publicznie wyrażana, czy to nie jest zbieg okoliczności, i zastanawiające, że ja 30 lipca o tym rozmawiam, a dwa tygodnie później Mariusz Kamiński przychodzi z tą sprawą. Ja nie jestem profetykiem tak wybitnym, żebym mógł przewidzieć, z czym Mariusz Kamiński do mnie przyjdzie - zapewniał. Dodał, że w czasie tej rozmowy dyskutowano jedynie o tym, jak pieniędzmi z hazardu można dodatkowo zasilić budżet.

Marcin Graczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.