Dziennik Gazeta Prawana logo

Zybertowicz: niezreformowana prokuratura pozbawiona kontroli nie rozwiąże żadnej sprawy

29 czerwca 2018

ROZMOWA

MARCELI SOMMER:

ANDRZEJ ZYBERTOWICZ*:

Niepokoją serie zdarzeń. W III RP nie wyjaśniono przyczyn śmierci m.in. byłego premiera PRL, b. szefa policji, urzędującego szefa NIK, b. szefa Głównego Urzędu Celnego, a wcześniej wicepremiera rządu PRL (Ireneusza Sekuły). Nie wyjaśniono śmierci Marka Karpa, b. dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich. W sprawie b. ministra sportu Jacka Dębskiego znamy bezpośredniego sprawcę, ale okoliczności nie są jasne. I tak dalej. Od spekulacji o zgonach Zirajewskiego czy porywaczy Olewnika ważniejsza jest diagnoza kondycji naszego państwa. Co to za państwo, które nie potrafi wyjaśniać okoliczności nagłych śmierci swoich wysokich urzędników?

Punkt ciężkości leży w braku woli wyjaśniania w instytucjach posiadających instrumenty. Pamiętam słowa doświadczonego urzędnika NIK: gdy prokuratura wyznacza żółtodzioba do prowadzenia złożonej sprawy, jaką zgłosiliśmy, wiemy, że sprawa nie zostanie uczciwie potraktowana.

To słabość rdzeniowych ogniw państwa. Niezależnie od tego, jak duża jest realna siła nieformalnych przestępczo-biznesowych układów - społeczne znaczenie ma samo przekonanie o ich sile. Ongiś zgłosili się do mnie biznesmeni ze Śląska i opowiedzieli, jak dotarli do ówczesnego komendanta wojewódzkiego. Miał im powiedzieć: wasza sprawa wygląda poważnie, ale nie chcę skończyć jak Papała. Tego typu sygnał odbierają funkcjonariusze publiczni w Polsce, słysząc o kolejnych dziwnych zgonach. Sporo osób, podobnie jak ów komendant, jest święcie przekonanych o istnieniu w Polsce sił, wobec których państwo jest bezradne.

Częściowo tak. Są publicyści twierdzący, że dynamika gospodarki zepchnęła układ postnomenklaturowy lat 90. na boczny tor. Że dzisiaj ów układ to tylko jedna z kilku potężnych grup interesu. Ale nie lekceważę też znaczenia społecznej czujności, jaką przyniosła afera Rywina, oraz efektów likwidacji WSI i powołania CBA.

Jeśli przez układ będziemy rozumieli nieformalne powiązania mogące paraliżować państwo, to wiele wskazuje, że ostatnio się umocnił. Znamienna jest nominacja byłego pracownika firm jednego z oligarchów na szefa największej tajnej służby. Służby mają dostarczać kierownictwu państwa mapę zjawisk z zakresu bezpieczeństwa, w tym dotyczących tych grup interesu, które mają coś do ukrycia. Tymczasem premier na szefa ABW wyznacza osobę związaną z grupami biznesowymi uwikłanymi w bardzo wątpliwe przedsięwzięcia - np. przejęcie przez firmy związane z Solorzem kontroli nad operatorem GSM. Człowiek oligarchy ma dostarczać premierowi mapę ukrytych powiązań i zagrożeń! Jak w takiej sytuacji premier może mieć pewność, że to on właśnie jest głównym odbiorcą informacji przygotowywanych przez służbę? Ale premier pozostawia szefa ABW na stanowisku, chociaż wiadomo, że ten jest w konflikcie interesów.

Dlaczego tak doświadczony polityk, premier i lider partii o wysokim poparciu społecznym, rzędu 50 proc., przez dwa lata nie potrafi zreformować prokuratury, tak by umiała wyjaśniać takie sprawy? Odwrotnie: zrzeka się kontroli nad prokuraturą. Równie zadziwiający jest brak reformy służb tajnych. W lutym 2008 r. premier mówi w wywiadzie dla Polityki: "Stwierdzam, że zasób informacji dostarczanych przez służby, niezbędnych dla premiera i prezydenta, jest po prostu bardzo ubogi. Mógłbym natomiast już dziś napisać książkę, jakie klany walczą ze sobą wewnątrz poszczególnych służb. Odnoszę przygnębiające wrażenie, że bardzo wielu oficerów służb specjalnych to są prywatne armie byłego szefa, aktualnego szefa czy przyszłego szefa i zajmują się głównie intrygami". Ale w efekcie premier osłabia, a nie wzmacnia kontrolę nad służbami.

Dociekałem, dlaczego podczas swoich rządów PiS nie doprowadziło do ujawnienia i skazania głównych rozgrywających tzw. układu. Odpowiadano mi: by prokuratura prowadziła aktywnie tak trudne i niewygodne sprawy, trzeba było ciągle naciskać na zespoły prokuratorskie. Nie wystarczyło czasu i, być może, doświadczenia, by rzecz doprowadzić do końca.

Tylko wtedy, gdy naciski są niezgodne z prawem. Gdy skradziono napis w Oświęcimiu, to policję naciskano! Czy działając w swoim zwykłym trybie, tak szybko odnalazłaby napis? W biurokratycznych instytucjach państwa jest sporo kompetentnych osób. Ale na co dzień nie mają pola do działania, bo jest im wpajana logika minimalizacji wysiłku.

Raczej nie. Problem nie polega na samym uniezależnieniu prokuratury od rządu, ale na tym, że uniezależniono chory organizm.

@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.013b.001.jpg@RY2@

Andrzej Zybertowicz

Fot. Piotr Gęsicki

, socjolog

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.