Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Chlebowski: nigdy niczego nie załatwiałem Sobiesiakowi

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Zbigniew Chlebowski na spotkanie z komisją śledczą przyszedł znacznie lepiej przygotowany, niż był wtedy, gdy po wybuchu afery hazardowej pocił się na konferencji prasowej.

Ale i tym razem nie udało mu się przekonać słuchaczy do swojej wersji wydarzeń. Teorii, że jako szef klubu PO nigdy nie ingerował w proces legislacyjny dotyczący ustawy o grach i zakładach wzajemnych i nie pomagał branży hazardowej, w świetle innych dowodów nie da się obronić.

Chlebowski zeznawał przed komisją ponad dziesięć godzin. W trakcie jego zeznań kancelaria premiera przesłała do komisji propozycje terminów przesłuchania premiera. Donald Tusk mógłby stanąć przed sejmowymi śledczymi 4, 5 lub 10 lutego.

- Nigdy nie ukrywałem, że jestem przeciwnikiem takich dopłat - mówił. Jak tłumaczył, na rozmowę z Kapicą zdecydował się nie tylko ze względu na to, co usłyszał od Ryszarda Sobiesiaka, ale przede wszystkim dlatego, że jako szef komisji finansów dysponował wieloma analizami: Polskiej Akademii Nauk, Politechniki Warszawskiej czy Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Dla pomysłu wprowadzenia dopłat były one druzgocące. - Budżet państwa tylko by na tym stracił - zapewniał Chlebowski. Ale gdy Beata Kempa z PiS spytała go, skąd ma analizy, nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć. - Ja ich nie zamawiałem. Komisja finansów otrzymywała je z różnych instytucji - tłumaczył zdenerwowany. Gdy Kempa dopytywała, czy je weryfikował i czy są to te same analizy, którymi dysponowało Ministerstwo Finansów (komisja posiada negatywną opinię o stanowiskach wysyłanych przez te instytucje do resortu finansów), Chlebowski powtarzał jedynie, że ich nie zamawiał. I znowu podkreślał, że na nikogo nie naciskał, a dopłaty z projektu ustawy nawet na moment nie zniknęły.

Chlebowski określa Sobiesiaka jako swojego znajomego, którego poznał pięć lub sześć lat temu. Znajomość z nim ocenia jako bardzo luźną - "widzieliśmy się może trzy razy". Nie wyklucza jednak, że mógł z nim pójść na wódkę. Wie też, że Sobiesiak wrócił już do kraju i że chce stanąć przed komisją. Pytany, dlaczego zdecydował się interweniować w sprawie związanej z Sobiesiakiem spółki Golden Play (Ministerstwo Finansów odmówiło jej przedłużenia koncesji na prowadzenie salonu gier), tłumaczy, że rozmowa, którą odbył z ministrem Kapicą, była jedynie informacyjna.

- Było pewnie mało istotne - tłumaczy. Zapewnia, że rozmowa na pewno nie dotyczyła ustawy hazardowej, ale prawdopodobnie interesów Sobiesiaka związanych z jego inwestycją w Czorsztynie. Chlebowski podkreśla, że cmentarz w Marcinowicach nie jest dla niego miejscem przypadkowym - często odwiedza tam grób zmarłej siostry. Skąd wziął się tam Sobiesiak? - Umówiłem się z nim we Wrocławiu, ale zorientowałem się, że nie dojadę tam na czas. Więc poprosiłem naszego wspólnego znajomego o przełożenie tego spotkania właśnie do Marcinowic, przez które miałem przejeżdżać - wyjaśniał. Początkowo do spotkania miało dojść na stacji benzynowej. Chlebowski przyjechał jednak wcześniej i poszedł na cmentarz odwiedzić grób siostry. Gdy wracał, podszedł do niego Sobiesiak. Komisja nie była w stanie dowiedzieć się od Chlebowskiego, kto spotkanie zainicjował: on czy biznesmen.

Członkowie komisji cytowali Chlebowskiemu fragmenty jego rozmów z Sobiesiakiem, m.in. ten dotyczący dopłat. "To wyłącznie moja zasługa. Blokuję sprawę dopłat od roku" - mówił Chlebowski. Nie potrafił jednak wyjaśnić, o co mu wtedy chodziło. W końcu powiedział, że jeśli komisja chce, może uznać, że okłamał wtedy Sobiesiaka. Równie niewiele miał do powiedzenia na temat "wojny, którą stoczył w czwartek", a o której w lipcu rozmawiał z biznesmenem.

Jego zdaniem były szef CBA kłamał przed komisją, manipulował materiałami i ukrywał dowody świadczące na korzyść Chlebowskiego. Polityk PO zapewniał też, że wbrew zeznaniom Kamińskiego nigdy o sprawie nie rozmawiał z wiceministrem gospodarki Adamem Szejnfeldem i nigdy nie kazał mu blokować dopłat do automatów. Chlebowski nazwał Kamińskiego ochroniarzem zła, który chciał za wszelką cenę ukryć nieprawidłowości, do jakich doszło przy tworzeniu ustawy hazardowej za rządów PiS. - Chciano obniżyć podatek od wideoloterii dla jednego konkretnego podmiotu. Skarb Państwa straciłby miliardy złotych - argumentował Chlebowski.

@RY1@i02/2010/015/i02.2010.015.000.004a.101.jpg@RY2@

Fot. Artur Chmielewski

Chlebowski przyszedł na komisję w świetnym nastroju i choć był dobrze przygotowany, nikogo nie przekonał

Marcin Graczyk

marcin.graczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.