Trzeba porozumienia ponad podziałami
Środa stała się nieformalnym dniem ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego w Sejmie. Najpierw wygłosił ponadgodzinne przemówienie, potem cierpliwie, doskonale przygotowany, odpowiadał na najbardziej kuriozalne nawet pytania posłów. Wreszcie podczas konferencji prasowej zaprezentował program Nowa Konstytucja Kultury.
Bogdan Zdrojewski swą aktywnością i pomysłami sprawia, że kultura musi wyjść z cienia i zaistnieć choćby na chwilę na salonach krajowej polityki. Podobnego benefisu nie miał na Wiejskiej żaden szef resortu kultury, przynajmniej w ostatniej dekadzie. Reprezentuje przy tym postawę, którą nazwałbym centrową. Wspierając muzea, dystansuje się od polityki historycznej PiS, gdy w cenie było przede wszystkim celebrowanie przeszłości. Nie znaczy to jednak, że wyznaje optykę Edka z "Tanga" Mrożka: "Przodem do przodu i tył też do przodu". Zdrojewski to polityk rozsądny. Rzadko formułuje generalne sądy, woli oceniać poszczególne projekty.
Mówi się, że kultura polska przeżywa dzisiaj wyjątkowo fortunny czas i jest w tym dużo prawdy. Minister jest rzecz jasna beneficjentem tego stanu rzeczy, bo to artyści, a nie urzędnicy tworzą sztukę. Zasługą Zdrojewskiego jest jednak to, że kultura przestała być sprawą wyłącznie tłumów fanów wypełniających szczelnie widownie podczas mniejszych i większych koncertów, spektakli, filmowych festiwali. Jest dziś elementem publicznej debaty o przyszłości państwa. Nawet wtedy, gdy przysłuchuje się jej garstka ludzi, jak było wczoraj w Sejmie. Posłowie zresztą nie pierwszy raz wystawili samym sobie świadectwo. Zaś wczorajsza frekwencja wystawia jednoznaczną ocenę całej klasie politycznej. Mam nadzieję, że wyborcy - przynajmniej ci inteligenccy - o tym nie zapomną.
Szczegółowe projekty resortu kultury opisujemy powyżej. Czas teraz, by za słowami poszły konkretne działania. Rozpoznanie wydaje się trafne - klucz do sukcesu leży we właściwym zarządzaniu pieniędzmi z Unii Europejskiej, bo to jest źródło nie do przecenienia. Z jednej więc strony ministerstwo powinno - tam gdzie to możliwe - zrzekać się swojej roli decydenta, rezygnując tym samym z centralistycznego modelu zarządzania. Z drugiej natomiast strony nie można zapominać, dlaczego tak powszechnie skrytykowano osławiony plan Hausnera dla sfery kultury. Rewolucje nie mają bowiem sensu, ludzie kultury powinni czuć się choć w minimalnym stopniu bezpieczni.
Z przedstawionymi wczoraj zamierzeniami polemizować trudno. Bo przecież wzmocnienie edukacji kulturalnej, digitalizacja oraz internet w każdej bibliotece to założenia, które spodobają się każdemu. Imponuje też ich zasięg, pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że przygotowano całościową propozycję w sferze kultury. Tyle że na razie są to głównie ogólniki. Aby udało się wszystko zrealizować, potrzebna jest systemowa zmiana. Kontrakty dyrektorskie na 3 - 7 lat to krok we właściwym kierunku. Zostaje jeszcze przejrzysty sposób obsadzania stanowisk i finansowania instytucji.
Asumptem do wczorajszego wystąpienia Zdrojewskiego był grudniowy Kongres Kultury Polskiej. Czy się udał? W niektórych punktach tak, w innych nie. Na pewno jednak nie przyniósł jednego zamierzonego skutku. Środowisko artystyczne wyszło z niego bardziej podzielone niż wcześniej. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Dobrze by było, gdyby twórcy dialogowali między sobą poprzez własne dzieła. W kwestiach organizacyjnych i systemowych mówili jednym głosem. Bez zasypania istniejących dziś podziałów, zawieszenia broni między zwalczającymi się grupami, znowu będziemy w konflikcie. Nie jest to dobra sytuacja do budowania czegokolwiek.
@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.008b.001.jpg@RY2@
Planu ministra Zdrojewskiego słuchały puste krzesła...
Fot. Andrzej Stawiński/Reporter
@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.008b.002.jpg@RY2@
Jacek Wakar, szef działu kultura
szef działu kultura
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu