Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Tusk nie będzie notariuszem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Jarosław Gowin: jeśli Donald Tusk zdecyduje się kandydować w wyborach, powinniśmy porozmawiać z PiS o wprowadzeniu w Polsce systemu prezydenckiego. Jeśli kandydatem zostanie Bronisław Komorowski, lepszy będzie system kanclerski

Nie mam wrażenia, żeby doszło do jakiegoś trzęsienia ziemi, po którym Platforma byłaby inną partią. Oczywiście, roszady personalne były znaczące. Z rządu odeszło paru bliskich współpracowników premiera - w tym wicepremier i osoba numer dwa w PO Grzegorz Schetyna. Ale problem polega na czym innym. Afera hazardowa nie może paraliżować naszych działań. Musimy uczciwie się z niej rozliczyć, ale powinniśmy wyjść z narożnika, wystąpić z ważnymi - i realistycznymi - inicjatywami. Mówiąc krótko, potrzebujemy silnego przywództwa.

Nie chodziło mi o potrzebę odwoływania kolejnych osób. Przeciwnie - można się zastanawiać, czy premier nie dokonał cięć zbyt radykalnych. Związek niektórych zdymisjonowanych ministrów z aferą hazardową był przecież bardzo luźny - na przykład minister Szejnfeld zajmował się pracą nad ustawą dokładnie w takim stopniu jak Beata Kempa. Nie o głowy mi chodziło. I nawet nie o samą aferę hazardową. Trzeba sprawdzić, czy nie ma innych tego typu sytuacji, zwłaszcza gdzieś na prowincji, gdzie nie docierają ani media, ani agenci CBA. A przede wszystkim trzeba zwalczać klimat załatwiactwa, które jest chorobą polskiej polityki.

To zadanie dla prokuratury. I dla komisji śledczej. Pierwsze tygodnie jej pracy głęboko mnie rozczarowały, jak zresztą większość społeczeństwa.

Moim zdaniem jej wykluczenie było bezzasadne. Jej rola w całej sprawie jest porównywalna właśnie z rolą ministra Szejnfelda - oboje opiniowali projekt ze względów proceduralnych, nie wnieśli merytorycznych poprawek. Do ministra Szejnfelda nikt nie ma o to pretensji. Nie widzę też żadnego powodu, by czepiać się minister Kempy.

Z całą pewnością, co pokazał zresztą ostatni tydzień, gdy komisja działała bez zarzutu. Choć całej prawdy o tym, co działo się wokół ustawy hazardowej od roku 2002, pewnie nie poznamy nigdy.

To zbyt prosta teza. Oczywiście, z ośrodka władzy wypadli Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski. Natomiast Schetyna, Nowak, Grupiński czy Graś tworzą nadal grono najważniejszych liderów PO.

...A także Bronisławem Komorowskim, Hanną Gronkiewicz-Waltz, Cezarym Grabarczykiem...

I chyba dobrze, że tak się stało. Rozsądniej jest rozgraniczyć przyjaźń i politykę. To nadaje relacjom wewnątrzpartyjnym charakter bardziej otwarty i merytoryczny. Mamy dalej wspólne cele, wartości i interesy, ale jednocześnie dzięki temu na tym zróżnicowanym forum, jakim jest Platforma, zwiększył się stopień pluralizmu politycznego. A pluralizm jest naszą szansą i siłą. Dzięki niemu utrzymujemy 45 proc. poparcia.

To zupełnie nieporównywalne sytuacje. W sprawie szefa NFZ przewodniczący klubu miał prawo do zdania odmiennego od premiera - wielu osobom w PO, w tym i mnie, bliższe jest tu stanowisko Schetyny niż Tuska. Natomiast rozmowa z Palikotem w najmniejszej mierze nie może być odczytywana jako działanie wymierzone w premiera. Przewodniczący klubu zareagował na wypowiedzi obelżywe i niemądre - i absolutnie powinien był to zrobić, ma tu poparcie całej PO.

Z perspektywy klubu parlamentarnego patrzy się na wiele spraw inaczej niż z perspektywy rządu. Napięcia są więc nieuchronne - w każdej partii i w każdej kadencji. Kiedy Schetyna obejmował fotel szefa klubu, zapowiedział, że klub będzie zajmował wobec rządu stanowisko partnerskie - a nie jak dotąd niemal wyłącznie usługowe. I bardzo dobrze. Jesteśmy politycznym zapleczem rządu i powinniśmy mieć własną podmiotowość, a nie ograniczać się do podnoszenia rąk i przyciskania odpowiednich guzików podczas głosowań.

Dlatego ja nie obawiam się konfliktów w PO. Jeżeli mi czegoś brakuje, to właśnie wewnętrznej debaty, a nawet sporów. Jesteśmy partią wewnętrznie zróżnicowaną i jak wspomniałem, uważam to za nasz atut. Nie jesteśmy armią wykonującą rozkazy, lecz różnorodną wspólnotą ludzi o rozmaitych poglądach i biografiach, połączonych generalnymi celami. Dwa najważniejsze z nich to stworzenie większej przestrzeni dla wolności gospodarczej w Polsce i przekazanie jak największej władzy obywatelom, czyli w praktyce - zwiększenie roli samorządów.

Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze nie wiemy, czy wygra akurat kandydat Platformy...

Owszem. Jeżeli nowym prezydentem zostałby Donald Tusk, to oczywiście stworzyłoby to wewnątrz partii zupełnie nową sytuację. Tusk jest liderem o niekwestionowanej pozycji. Nie ma nikogo w PO, kto mógłby w ciągu roku lub dwóch osiągnąć podobny wpływ. To oznacza, że nowe kierownictwo Platformy musiałoby być o wiele bardziej kolegialne niż dziś. Jeśli jednak Tusk postanowi pozostać premierem, to naszym kandydatem stanie się prawdopodobnie Bronisław Komorowski. Sądzę, że i on wygra wybory. Wtedy pojawiłoby się naturalne pytanie o kształt relacji między ośrodkiem rządowym a prezydenckim. Myślę, że nie byłoby aż tak wyraźnego podporządkowania prezydenta partii, jak jest w przypadku Lecha Kaczyńskiego, ale też szorstkiej przyjaźni z czasów Millera i Kwaśniewskiego.

Słuszna uwaga. Dlatego wybór kandydata na prezydenta powinien być w PO także wyborem kierunku zmian konstytucyjnych. Jeżeli kandydatem zostanie Donald Tusk, to może warto porozumieć się z PiS na temat zmian w konstytucji i pracować nad jakąś wersją systemu prezydenckiego. Z kolei jeśli kandydatem miałby zostać ktoś inny, np. Bronisław Komorowski, jego zwycięstwo ułatwiłoby realizację naszego postulatu, jakim jest wprowadzenie systemu kanclerskiego.

Ja też z zainteresowaniem czekam na projekt, który ma wyjść z kancelarii premiera. Jego podstawą jest znana już propozycja autorstwa byłych prezesów TK. Zakłada ona pewne osłabienie pozycji prezydenta, ale utrzymanie wyborów bezpośrednich. Boję się tej hybrydowości. Myślę, że powinniśmy pójść konsekwentnie albo w stronę systemu prezydenckiego, albo kanclerskiego. Fatalnie odbieram styl uprawiania polityki w ostatnich kilku latach. Mam poczucie jałowego klinczu między PiS a PO. W ciągu ostatnich dwu lat zdecydowanie za mało rozmawialiśmy z opozycją - zarówno tą z prawej, jak i z lewej strony. Dlatego bardzo się cieszę, że zaczyna się debata o konstytucji.

Nie obawiam się. Choćby dlatego, że szans na zmianę konstytucji przed wyborami po prostu nie ma.

Od dawna oceniam szanse pół na pół. Ale pytanie, kto będzie kandydatem PO, nie spędza mi snu z powiek. O wiele ważniejsze jest, byśmy skoncentrowali siły na realizacji naszego programu. I to nie po wyborach prezydenckich, ale od zaraz.

@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.0013.001.jpg@RY2@

Jarosław Gowin, poseł PO

Fot. Artur Chmielewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.