Pierwszy dzień bez bukmacherów
Na skutek wejścia w życie 1 stycznia ustawy hazardowej internetowe strony sportowe uciekają na Wyspy Marshalla. Kluby liczą straty w milionach złotych i zastanawiają się, skąd pozyskać utracone pieniądze na załatanie dziur w budżetach
Wczorajszy dzień przeszedł do historii. Po raz pierwszy od wielu lat w żadnym wielkim, koncernowym medium nie było ani jednej reklamy bukmachersko-hazardowej. W internecie strony o tematyce piłkarskiej przenoszą działalność gospodarczą do innych krajów. Nasz sport traci wielkie pieniądze, ale rząd i tak w żaden sposób nie powstrzyma reklamy hazardu. W globalnej wiosce, jaką stał się świat, jest to po prostu niemożliwe.
Pierwszymi ofiarami zakazu reklamy hazardu stały się małe, półamatorskie strony interenetowe. Bukmacherzy byli często ich jedynymi reklamodawcami, dzięki którym stać ich było na opłacenie serwera. Teraz setki małych stron planuje przeniesienie działalności gospodarczej do innych krajów. Tam też trafią ich podatki. Najpopularniejszym kierunkiem są Wyspy Marshalla, gdzie swoją działalność przeniosła np. strona Sportowefakty.pl. Także nieoficjalne strony o polskich klubach planują ucieczkę za granicę.
- To dla nas duży problem, ponieważ wpływy z reklam firm bukmacherskich stanowiły do tej pory nawet 90 procent budżetu serwisu - mówi nam Wojciech Dobrzyński, właściciel strony Legialive.pl, którą codziennie odwiedza 25 - 30 tysięcy użytkowników. - W tej chwili pozostaje nam szukać reklamodawców w innych branżach i jakoś sobie radzić. Już w tej chwili posłowie pracują nad nowelizacją ustawy hazardowej, co pokazuje, że od początku nie była ona dobrze opracowana. Światełka w tunelu raczej nie widać, skoro największe firmy zrezygnowały z tego typu reklamy. Wiem jednak, że bukmacherzy pracują nad rozwiązaniami, które nie będą naruszały obowiązującego w Polsce prawa. Na razie nie wiadomo, jak miałoby się to odbywać i czy będzie skuteczne. W innych krajach Unii Europejskiej reklamy na stronach sportowych są legalne, może się również okazać, że wprowadzone prawo nie jest zgodne z prawem unijnym - tłumaczy.
Jakie pieniądze straciły serwisy? W dużej mierze zależało to od odwiedzalności stron. Ich właściciele mogli zarobić na reklamach firm bukmacherskich od kilkunastu do kilkuset tysięcy złotych. Serwisy o największych polskich klubach mogły liczyć na ok. 3 tys. zł brutto. Od tego płaciły normalny, 20-procentowy, podatek od dochodu.
W największym serwisie o polskiej piłce, www.90minut.pl pieniądze z reklam firm bukmacherskich stanowiły do tej pory 50 procent przychodu. Druga połowa to reklamy firm z innych branż. Oczywiście im większy i częściej odwiedzany serwis, tym łatwiej mu będzie wypełnić lukę po branży bukmacherskiej. Polskie serwisy piłkarskie odczują skutki ustawy już w marcu, kiedy rozgrywki rozpoczną piłkarze ekstraklasy. W zimę i tak ruch reklamowy, jeśli chodzi o bukmacherkę, był dużo mniejszy.
We wtorek rząd będzie pracować nad drugim projektem ustawy hazardowej, zakładającym dużą cenzurę internetu. Później zajmie się nim Komisja Europejska i wtedy do akcji zamierzają wkroczyć bukmacherzy. EGBA (European Gaming and Betting Association) - licencjonowany, znany w Europie hazardowy lobbista - wystawi negatywną opinię prawną na temat naszego projektu ustawy. Komisja może ją uznać lub nie, ale w zeszłym roku dwie podobnie restrykcyjne ustawy, belgijska i duńska, zostały zablokowane.
W środowisku wszyscy są w szoku. Nikt nie spodziewał się, że rząd PO, który uchodził za liberalny i lubiący sport, tak w niego uderzy - mówi nam menedżer jednej z wielkich firm bukmacherskich, działających w Polsce. - Rząd włoski uregulował swoje prawo w zupełnie drugą stronę - pozwala na reklamę hazardu niemal bez organiczeń - i zarabia na podatkach od bukmacherów najwięcej ze wszystkich państw Unii. To dlatego Zbigniew Boniek nadal pokazuje swoją twarz na reklamach Expekt.com. Ma włoskie obywatelstwo, podatki płaci w Rzymie, więc nie ma się czego obawiać. Efekt tej ustawy będzie taki, że firmy bukmacherskie i tak będą się reklamować w polskich mediach, ale pieniądze zarobią inne kraje. Tak więc zamiast Puchar Świata w skokach narciarskich w Zakopanem, będziemy sponsorować zawody w czeskim Harrachovie, które i tak zwykle oglądają tysiące kibiców z Polski. Jeśli nasz klub piłkarski będzie grać w europejskich pucharach, to reklamy na bandy sprzedamy na mecz wyjazdowy i zarobi zagraniczny klub, a nie nasz. Zdjęć Realu Madryt czy innych zagranicznych klubów reklamujących firmy bukmacherskie i tak nikt z prasy ani telewizji nie zdejmie. Świat jest globalną wioską, a sport jest globalną rozrywką i nikt tego nie zdoła skontrolować - mówi nasz informator.
Polskie kluby już tracą na zakazie reklamy firm bukmacherskich. Wisła Kraków rocznie dostawała od bet at home 3 mln zł. Do tego dochodziły pieniądze dodatkowe, np. premia za mistrzostwo Polski w wysokości 2 mln zł. Te pieniądze do piłkarzy już nie trafią. Tak samo jak 4 mln, które Lech Poznań zarabiał za raklamę firmy Betclick. Lechia Gdańsk włożyła wielkie pieniądze w uruchomienie własnego bukmachera PartyLechia. Projekt zaczęli promować w grudniu... W innych dyscyplinach jest podobnie. Siatkarze Delecty Bydgoszcz stracą 10 proc. swojego budżetu, bo nie będą mogli reklamować firmy Betsafe. Dużo więcej straci Polska Liga Koszykówki, która miała pozyskać Bwin jako sponsora tytularnego całej ligi.
Skąd więc polski sport ma wziąć pieniądze, których nie wyłoży na niego bukmacher? Oczywiście z naszej kieszeni. Państwowy gigant PGNiG właśnie został sponsorem piłkarzy ręcznych.
płacił Lechowi Poznań za reklamę Betclick
za mistrzostwo Polski miał zapłacić Wiśle Kraków Bet-at-home
@RY1@i02/2010/010/i02.2010.010.000.0016.101.jpg@RY2@
Fot. Łukasz Grochala/Newspix.pl
Wisła Kraków i Lech Poznań w rundzie wiosennej już nie zagrają w koszulkach z takimi reklamami
Artur Szczepanik
artur.szczepanik@infor.pl
współpraca mch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu