PO nie ma dla siebie planu B
Błędy, jakie popełnia Platforma, są zawinione wyłącznie przez nią. To nie jest tak, że partia znalazła się w jakiejś nadzwyczajnej sytuacji. Słabnąca PO wymaga wzmocnienia. Będą nim wybory prezydenckie - przekonuje Paweł Śpiewak
Donald Tusk doceniał i docenia siłę Grzegorza Schetyny. Ta siła wynika nie tylko z jego własnych talentów i umiejętności politycznych, ale także z funkcji, jakie sprawuje. Jest faktycznym szefem Platformy w tym sensie, że Tusk zajęty premierowaniem nie może poświęcić tyle samo uwagi zarządzaniu partii co Schetyna. Listy wyborcze do samorządu pewnie będzie układał bardziej Schetyna niż Tusk. Tak samo rzecz może dotyczyć ustawiania rozmaitych osób w radach nadzorczych i administracji samorządowej oraz państwowej. A to jest realna władza, całkiem potężna.
To bardzo poważna wypowiedź. Po pierwsze Tusk cały okres swojego rządzenia oparł na przekonaniu, że głównym jego celem jest prezydentura. Tłumaczył słabości swojego rządu złym prezydentem, jakim w jego mniemaniu jest Lech Kaczyński. Teraz byłoby mu bardzo trudno powiedzieć: OK, nie kandyduję. Takie wytłumaczenie byłoby niejasne, bo dlaczego już nie chce lepszego rządzenia w Polsce? Po drugie, jeśli Tusk nie będzie kandydował, może pojawić się jakiś żywy i mocny kontrkandydat - czyli Włodzimierz Cimoszewicz. Wtedy Platforma straciłaby bardzo istotną pozycję w trójkącie rząd - parlament - prezydent. I wreszcie po trzecie słabnąca Platforma wymaga wzmocnienia, sygnału, że jest silna. A takim wzmocnieniem stać się mogą wybory prezydenckie. A poza tym nie sądzę, by istniał jakiś zapasowy kandydat Platformy. Żaden ze zgłaszanych kandydatów nie jest przekonujący.
Tu nie chodziło o prezesa NFZ, bo to poważny urzędnik wynajęty na stanowisko. Istota dotyczy ministra zdrowia i przekonania, jak powinno załatwiać się takie sprawy. Bo jeśli zdymisjonowano Zbigniewa Ćwiąkalskiego za błąd wizerunkowy, który polegał na tym, że za jego kadencji więzień popełnił samobójstwo, to teraz pojawia się pytanie, czy minister zdrowia, który nic nie zrobił dla poprawienia systemu zdrowia i dopuszcza do tego typu zachowań wobec chorych, powinien zachować funkcję. Uwagę Schetyny zrozumiałem więc w poważniejszy sposób. Różnica zdań dotyczy spraw personalnych. A w polityce to rzecz kluczowa. Ważniejsza niż różnica programowa.
To jest charakterystyczne. Dlatego ta różnica zdań ze Schetyną jest tak istotna.
Nie sądzę. Gdyby Grzegorz Schetyna grał ostro przeciwko Donaldowi Tuskowi, a Tusk przeciwko Schetynie, to takiego konfliktu mogłaby nie przeżyć Platforma; nikomu na tym nie zależy. Poza tym górą jest premier. Konflikty, rozżalenia mogą się manifestować, ale nie sądzę, by miały doprowadzić do głębokiego podziału. Różne osoby, jak np. Sławomir Nowak, mogą działać pojednawczo.
Pewnie tak. Ale dopóki biją się za kulisami i my tego nie widzimy, to niech się leją. Czasami mężczyznom to dobrze robi. Kobiety, jak rzucają się na siebie pazurami, to nie jest to zbyt estetyczne, ale jak faceci rzucają się na siebie z pięściami, jest to jakaś dozwolona, może niezbyt wytworna, forma rozwiązywania różnic.
Od poprzednich wyborów w 2007 r. ośrodki sondażowe podają mało wiarygodne dane. Różnica danych jest nawet 12-proc. Przeliczam teraz pewne badania socjologiczne i okazuje się, że w jakimś miasteczku ludzie podają, że głosowali w 70 proc., podczas gdy w rzeczywistości poszło do wyborów zaledwie 40 proc. Kłamią czy nie chcą ujawniać poglądów? Tych licznych badań nie traktowałbym ze zbyt wielką powagą.
Ufam jednej stacji badawczej, CBOS. I z jego badań wynika wyraźnie, że notowania PO sięgające 50 proc. były i są zdecydowanie przesadzone. A poza tym istnieje pewien trend. Spadek notowań rządu i niezadowolenie z premiera musi się przełożyć na osłabienie PO.
To są sprawy kuchni, o których nie warto szczegółowo mówić. Generalnie wynika to z takiego, a nie innego doboru próby, jak i z liczby osób, które odmawiają udziału w badaniach. Czasem nawet ponad 30 proc. osób nie chce udzielać wywiadów.
Są trzy elementy. Pierwszy wynika z bieżącego rządzenia. Jest coś takiego, że władze i politycy się męczą. Zawsze pojawia się problem zawiedzionych oczekiwań. To dotyczy każdego rządu. A teraz jest szczególnie odczuwany z powodu perturbacji gospodarczych. I niezależnie od tego, jakim kolorem będzie się malowało Polskę na mapie Europy, to obroty handlowe spadają, ludzie pilnują pieniędzy, bezrobocie rośnie. Odczuwamy nie tyle lęk, ile niepokój.
Drugi element to aura wokół afery hazardowej. To bardzo poważna sprawa, tym bardziej że Polacy są bardzo wrażliwi na kwestię korupcji. A komisja hazardowa działa w taki sposób, by ukryć wszystkie ważne informacje. Działa w sposób skandaliczny!
I wreszcie trzeci element nazwałbym odklejaniem od rzeczywistości. Dotyczy to wszystkich rządów, począwszy od czasów AWS. Po dwóch latach rządy zaczynają tracić kontakt z rzeczywistością. Dlaczego tak się dzieje, to już inna sprawa, ale właśnie z takim zjawiskiem mamy teraz do czynienia. A trzeba pamiętać jedno: błędy, jakie popełnia Platforma, są zawinione wyłącznie przez nią. To nie jest tak, że znalazła się w jakiejś nadzwyczajnej sytuacji z winy opozycji.
Jeśli tak mówi, to jeszcze gorzej. Jest oczywiste, że komisja śledcza jest niezbędna. Natomiast propozycja marszałka Sejmu brzmi: nic nie mówmy. Przecież nie o to chodzi, by nic nie mówić, ale by w sposób uczciwy wyjaśnić tę sprawę i zachować pewne standardy polityczne, nawet gdyby miało się to odbyć kosztem własnych polityków. To jest główny problem Platformy i jeżeli PO tego nie zrobi, to będzie traktowana w sposób lekceważący, jak kolejna partia spryciarzy. Tak jak były traktowane AWS i SLD. Różniłaby się od innych jedynie szyldem, bo nawet nie programem. Jeśli taki jest wniosek z całej historii, to jest on dosyć ponury, trudny do zaakceptowania. A poza tym oznaczałoby to, że to całe wielkie zamieszanie, jakie miało miejsce w 2004 i 2005 r., i ten pomysł na pewną zmianę kultury politycznej, naprawę jakości rządzenia państwem i wyjście z tej pozornej demokracji się nie powiódł. A to by oznaczało, że model demokracji dekoracyjnej i fasadowej przetrwał i nastąpiło w istocie odebranie Sejmowi realnej władzy.
Nie wiem.
Platforma jest obecnie partią władzy. Taką chce być. A to jest najprostsza formuła rządzenia. Jest powszechna, wszyscy tak robili. Więc, mogą pytać, dlaczego Platforma miałaby czegoś więcej od siebie wymagać? Odpowiedź na to pytanie jest nagląca.
Nikt. PiS zasnęło. Jarosław Kaczyński boi się odkleić od prawej ściany, bo boi się, że wyrośnie mu tam jakaś partia. A to również oznacza, że PiS nie przesuwa się do środka w obawie, że tu niczego nie zyska, a może stracić na skrajnej prawicy. Tam obowiązuje taki typ myślenia. PiS zaległo z boku i jest ze swych notowań zadowolone. A poza tym nie ma dowodu, że jest jakikolwiek przepływ elektoratu między PiS a PO. Ewentualnie na tej sytuacji mogłyby coś ugrać tzw. trzecie partie, czyli Polska Plus i Stronnictwo Demokratyczne. Mogłyby żerować gdzieś między PiS a PO. Pomysł, gdzie szukać wyborców, istnieje, choć nie jestem pewien, czy te partie mają argumenty skłaniające wyborców do przerzucenia na nich swoich głosów.
Stopień dezintegracji tego środowiska jest tak daleko posunięty, że wiele osób może popierać SLD tylko z jednego powodu: strachu przed PiS. Lęk przed partią Kaczyńskiego jest tak nieprawdopodobnie duży w wielu środowiskach, że liczni wyborcy są gotowi głosować na każdego, byle nie na PiS.
Jarosław Kaczyński odniósł dwa wielkie sukcesy polityczne. Po pierwsze zniszczył dwie najbardziej niebezpieczne partie w Polsce, czyli Samoobronę i LPR. A po drugie jego formacja polityczna pokazała wszystkie słabości polskiej prawicy.
Nie ma. PiS przegrywa czas w opozycji. W 2007 r. odniosło spory sukces, miało niezły wynik wyborczy, ale teraz ciągle jest gorzej, ciągle jest poniżej tego rezultatu. Co więcej, możliwości wzrostu PiS są nieduże. Nie wierzę w to, by PiS było zdolne uzyskać w wyborach parlamentarnych taki wynik, by móc samodzielnie rządzić. Jak nie wierzę w to, by miało dużą zdolność koalicyjną. Bo niby jak miałoby to wyglądać? Wygra wybory i utworzy koalicję z SLD? Bez przesady.
Ale SLD wizerunkowo sporo na tym utracił. Wszyscy zresztą na ustawach medialnych mocno stracili na wiarygodności.
socjolog, historyk idei, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, były poseł PO
@RY1@i02/2010/009/i02.2010.009.000.0013.001.jpg@RY2@
Śpiewak: PO nie przeżyje ostrej gry Schetyny z Tuskiem
Fot. Marcin Łobaczewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu