Sprytna zagrywka Fedak i Rostowskiego
Minister pracy przyznaje, że sama podjęła decyzję o publikacji projektu o OFE
Przesłanie do konsultacji społecznych i międzyresortowych projektu ustawy dotyczącego OFE było sprytną zagrywką minister pracy Jolanty Fedak. W ten sposób niekończący się spór szefa doradców premiera Michała Boniego z popierającym Fedak ministrem finansów Jackiem Rostowskim wszedł w nową fazę.
Minister pracy nie czekała na finisz prac nad planem konsolidacji i rozwoju, którego częścią mają być rozwiązania dotyczące OFE. - Trzeba rozpocząć narodową dyskusję nad sprawą, która dotyczy 14 mln osób. Taka dyskusja nie może toczyć się tylko w gronie ekspertów - tłumaczyła wczoraj Fedak. Zapewniła, że publikacja projektu była jej samodzielną decyzją.
Potwierdza to Ministerstwo Finansów, które zapewnia, że nic nie wiedziało o ruchu pani minister. Jacek Rostowski od początku wspierał Fedak w sprawie pomysłów na OFE.
Zaproponowana przez resort pracy ustawa ma być dokończeniem reformy emerytalnej. Do tej pory nie została bowiem ostatecznie uregulowana kwestia wypłat emerytur z OFE. Propozycja Fedak zakłada jednak również zmniejszenie strumienia pieniędzy kierowanych do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. naszej składki. To ten pomysł od tygodni był obiektem gorącego sporu na linii Boni - Rostowski. Chodzi o blisko 13 mld zł rocznie, które OFE inwestują w obligacje, zwiększając w ten sposób dług publiczny. Rostowski i Fedak chcą pozostawiać tę kwotę na specjalnym rachunku w ZUS. I w ten sposób księgowo zmniejszyć zadłużenie państwa.
Czy opublikowanie projektu przez Fedak przesądza o tym, że Boni przegrał tę bitwę? Według rzecznika rządu Pawła Grasia na razie nic nie jest rozstrzygnięte. - Po to się projekt wysyła do konsultacji, by wszyscy zainteresowani mogli się do niego odnieść. Tak jest i w tym przypadku. Do finalnej wersji jeszcze długa droga - argumentuje Graś.
Kłopotem rządu jest to, że propozycja Fedak i Rostowskiego napotyka potężny sprzeciw OFE i części specjalistów od ubezpieczeń społecznych. Im bardziej podoba się pomysł Boniego, który proponował, by zmienić definicję długu publicznego tak, aby obligacje kupowane przez OFE nie były do niego wliczane. Jak wyliczył, taka operacja zmniejszyłaby oficjalny dług publiczny o prawie 100 mld zł. Czy dalej tak uważa? We wczorajszym wywiadzie dla Gazety Wyborczej Boni sam podkreśla, że państwo zadłuża się, refundując ZUS składki przekazywane do OFE. "Jeśli tego nie zmienimy, w 2060 r. z powodu samej reformy emerytalnej - przeniesienia części składek emerytalnych do prywatnych funduszy - dług wyniesie 100 proc. PKB! Podkreślam, sam dług emerytalny" - powiedział dziennikowi.
@RY1@i02/2010/007/i02.2010.007.000.002a.001.jpg@RY2@
Jolanta Fedak i Jacek Rostowski zawarli koalicję przeciwko pomysłom Michała Boniego
Fot. Piotr Kowalczyk
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
3 PYTANIA DO
A kiedy miałby być zgłoszony? Kiedy objęłam resort, miałam tylko rok, by doprowadzić do wejścia w życie ustawy o wypłacie emerytur z nowego systemu dla kobiet kończących 60 lat. I mimo ogromnego pośpiechu projekt wszedł w życie dziewięć dni po tym, jak przepisy powinny zacząć działać. Teraz zostały nam dwa lata, by rozstrzygnąć, jak ma ostatecznie wyglądać wpłata emerytur z OFE. To naprawdę nie jest dużo czasu.
Odnoszę wrażenie, że zmiana definicji długu, którą proponuje, niczego nie zmienia. Bo to, że dług nazwiemy inaczej, nie znaczy, że pozbawimy go atrybutów. Przecież faktyczne zadłużenie nadal będzie się zwiększać. Będą też rosły koszty obsługi długu. Zmiana definicji niewiele rozwiązuje. Jeśli ktoś ma lepszy projekt, który rozwiązuje takie problemy, jak droga obsługa systemu, bezpieczeństwo przyszłych emerytur oraz jak najlepsza i jak najwyższa wypłata tych emerytur, to ja jestem na taką dyskusję otwarta.
Postąpiłam zgodnie z procedurą. Wysłałam projekt do konsultacji międzyresortowych i społecznych. Teraz oczekuję na rzeczowe uwagi do tego projektu. Zresztą w planie prac rządu projekt tej ustawy jest umieszczony. To nie może być żadne zaskoczenie. Poza tym kwestia rządzenia polega na rozwiązywaniu sporów politycznych. Nie ma nic dziwnego w tym, że one są. Istotne, abyśmy potrafili je rozwiązywać. Proszę nie sprowadzać problemów merytorycznych do kwestii personalnych. Przedstawianie swojej koncepcji i jej obrony nie ma z tym nic wspólnego.
*, minister pracy i polityki społecznej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu