Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Jesteśmy ofiarami niszczenia kraju

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jeśli posłuchać polskich polityków, można dojść do wniosku, że istotą państwowych struktur są ręce, które je trzymają. Jeżeli - przykładowo - ABW, telewizja publiczna, prokuratura, CBA są zarządzane rękami "naszych", to mamy demokratyczne państwo prawa w działaniu. Jeżeli te same struktury pozostawione są w ich rękach, przemieniają się w gniazdo sił tak wrogich, że aż strach.

Palmę pierwszeństwa we wzburzeniu w kończącym się właśnie pierwszym tygodniu polskiej prezydencji w Unii Europejskiej dzierży Marek Siwiec. Eurodeputowany SLD przed zaciekawionymi posłami do europarlamentu kreślił obraz "zbrojnych band, które wpadały do mieszkań nad ranem" - rzecz jasna w czasach PiS. Spór o jakość rządów partii Jarosława Kaczyńskiego wydaje mi się dość ciekawy i wart prowadzenia, ale nazywanie agentów ABW, pracowników polskiego demokratycznego państwa, "zbrojną bandą" tylko dlatego, że ich ówczesnymi przełożonymi byli nie ci, co trzeba, ale ci, co nie trzeba, jest symptomem zaburzeń psychosomatycznych. Niestety wypowiedź Siwca nie stanowi jakiegoś nadzwyczajnego wyjątku. Zasada "złe, bo nie nasze" przyświeca wielu enuncjacjom przedstawicieli świata polityki.

Wbrew temu, co się czasem twierdzi, wojna polsko-polska (nie cierpię tego określenia, bo jest w nim ogromne nadużycie) nie stanowiła okresu najbardziej brutalnego w słowotwórstwie III RP. Tak zwana wojna na górze zainicjowana w 1990 roku była brutalniejsza, a atakowali się bez pardonu wszyscy solidarnościowi święci. Antoni Macierewicz, Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Jan Olszewski czy Lech Wałęsa znajdowali się wówczas na szczytach polityki dzięki temu, że przez tyle lat komunistycznych represji lśnili czystością, a nagle zaczęli się obrzucać wyzwiskami i pomówieniami. "Jak to jest możliwe, że człowiek niedawno jeszcze tak wspaniały wygaduje dzisiaj takie rzeczy" - gorączkował się w tamtych dniach młody dziennikarz wydawanego przez "Solidarność" "Tygodnika Gdańskiego", jeszcze przed chwilą uczestnik licealnej, potem studenckiej konspiracji (Jacek Kurski - jeśli to kogoś ciekawi). Władysław Frasyniuk, bity w więzieniu niezłomny z Wrocławia, był dla młodej konspiry bohaterem, "dzisiaj" stawał się żołdakiem sił ciemności. I nawzajem - tenże Frasyniuk porównywał propozycję zorganizowania wyborów parlamentarnych w maju 1991 roku do decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego. Myślenie, że nasi przeciwnicy stoją dzisiaj tam, gdzie kiedyś stało ZOMO, ma długą tradycję...

Jednak ofiarą starcia ówczesnych elit padli głównie jego uczestnicy, a wygrali outsiderzy z ugrupowań postkomunistycznych. Ofiarą obecnej "wojny" padają służby demokratyczngo państwa, a zatem my wszyscy. Bo partie są partyjne, a państwo jest wspólne.

@RY1@i02/2011/131/i02.2011.131.186.002c.001.jpg@RY2@

Jan Wróbel

Jan Wróbel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.