Związki grają w kasynie za cudze
CYKL "DGP" - Michał Romanowski, pełnomocnik prawny Jastrzębskiej Spółki Węglowej, o związkach zawodowych
Zmienia się postrzeganie działań związkowców. Do tej pory było przyzwolenie społeczne na ich poczynania - strajki kojarzyły się z walką z minionym systemem, co przekłada się także na sposób interpretacji prawa przez sądy. Teraz coraz częściej sądy rozpatrują kwestie finansowe akcji. A liderzy związkowi nadużywają uprawnień. Chodzi już nie tylko o wyrządzenie szkody majątkowej firmie, ale też o ograniczenie wolności prowadzenia działalności, co gwarantuje konstytucja. Współcześnie strajk to wyrządzenie szkody majątkowej. Tak zdefiniowany zmienia optykę jego postrzegania.
Związki mają bronić warunków pracy, płacy, świadczeń socjalnych lub praw i wolności związkowych. Obecnie coraz częściej słyszymy ich protesty przy okazji prywatyzacji, a przypominam, że nie mają wpływu na strukturę własności firmy. Początek dialogu ze związkowcami wygląda przeważnie tak samo. Chcemy 10 proc. podwyżki albo zrywamy rozmowy i zaczynamy protest. Często żądanie płacowe stanowi przykrywkę dla legalizacji strajku przeciwko prywatyzacji, a to nadużycie niezasługujące na ochronę.
W ekonomii nazywa się to hazard moralny - mam możliwość wpływania na decyzję zarządu bez ponoszenia odpowiedzialności. To prowadzi do eskalacji żądań. To tak jakby grać w kasynie za cudze pieniądze.
Rozwiązanie jest proste. Trzeba ucywilizować spory zbiorowe, aby związki nie zachowywały się jak rewolwerowiec, który najpierw strzela, a potem "rozmawia". Do ustawy należy wpisać obowiązek informowania przez związki pracodawcy o zamiarze przeprowadzenia akcji protestacyjnej z określonym wyprzedzeniem, nie krótszym niż 2 tygodnie. W tym terminie firma miałaby możliwość wystąpienia do sądu z wnioskiem o rozstrzygnięcie, czy akcja jest legalna, czy nie. Na tym etapie wystarczyłoby uprawdopodobnienie braku legalności akcji w trybie zabezpieczenia powództwa.
Określenie reprezentatywności na poziomie minimum 20 proc. załogi. Dzięki temu w zakładzie pracy działałyby 2 - 3 duże centrale, co daje szanse na porozumienie z pracodawcą. Kolejna kwestia dotyczy finansowania. Związki powinny utrzymywać się jedynie ze składek. Motywowałoby to liderów do zabiegania o członków. Jeżeli ludzie widzą sens w tym, by ktoś na terenie zakładu pracy ich reprezentował, to wtedy zapłacą na niego składki.
@RY1@i02/2011/111/i02.2011.111.000.005a.001.jpg@RY2@
Fot. Marek Matusiak
Michał Romanowski, profesor UW, kancelaria Romanowski i Wspólnicy
Rozm. Artur Grabek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu