Standardzik, czyli debata o prywatyzacji
Wczorajsza tzw. debata w Sejmie, która towarzyszyła wnioskowi o odwołanie ministra skarbu, była, mówiąc kolokwialnie, standardzikiem powtarzanym przy tego typu okazjach. Niewiele miała wspólnego z realną oceną poczynań Aleksandra Grada. Zresztą ministra do końca kadencji rządu czeka pewnie jeszcze kilka standardzików - np. jakaś demonstracja w stolicy, a po wyborach, jeżeli Grad, tak jak zapowiadał, odejdzie ze stanowiska, ciąganie po sądach i trybunałach. Powód? Kolejny standardzik - wyprzedaż za bezcen narodowego majątku.
Tymczasem Aleksander Grad nie prowadził polityki wyprzedaży narodowego majątku ani za bezcen, za co mu chwała, ani w ogóle, co już gorzej. Owszem, w porównaniu z poprzednikiem z PiS, który z bezczynności uczynił cnotę, jest prywatyzacyjnym herosem. Ale do historii przejdzie zapewne nie jako minister dobry, twardo przeprowadzający niektóre projekty, jak rozwiązanie konfliktu w PZU, ale jako minister, który nie wykorzystał do końca swoich szans.
A szkoda. Jego kadencja była dobrym momentem, by energetykę prywatyzować, a nie - upubliczniać. By nie szukać łatwych pieniędzy z emisji PKO i PZU. By konsekwentnie promować pomysł akcjonariatu obywatelskiego. Co się z nim dzieje, po początkowych sukcesach, widać np. po uzależnionych od łaski związkowców giełdowych planach dotyczących JSW. Oby ewentualna klęska tej prywatyzacji nie stała się niespodziewaną i bardzo złą puentą kadencji Aleksandra Grada.
@RY1@i02/2011/082/i02.2011.082.000.002f.001.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu