Świąteczna zemsta na Trzech Królach
Dość powszechnie i dość słusznie narzeka się, że święta ulęgają komercjalizacji. Nie tylko Boże Narodzenie. Szczytem jest chyba komercjalizacja Wszystkich Świętych, z plastikowymi gadżetami funeralnymi zalegającymi hipermarkety, te bajora polskiego handlu. Wciąż nie najlepiej udaje się wykorzystać w megasklepach tradycję Wielkiej Nocy, chociaż już zdarzające się w niektórych domach szukanie, czy czegoś nie zostawił zajączek (pod jajkiem?), świadczy o pewnych sukcesach komercyjnej potęgi. I tak dalej, i tym podobne, z zabawnym przecież, chociaż jakże uroczo głupim, Dniem Zakochanych.
Nasi ustawodawcy podarowali handlowi nową okazję do zwiększenia obrotów. Święto Trzech Króli, facetów z prezentami (!). To, warto pamiętać, bardzo ważne katolickie święto Objawienia Pańskiego - nie chodzi przecież o dary, które mieli przynieść ze sobą goście, ale o to, że wiedzieli, Komu je niosą. Dzięki temu, że przez tyle lat nie miało statusu święta państwowego, jakoś się broniło przed komercjalizacją. Osły i woły stojące u żłobu zdecydowały jednak, że od tego roku Melchior, Kacper i Baltazar będą przychodzić w dzień wolny od pracy. Handel jeszcze się nie zdążył przygotować do tej nowej radosnej okazji wmawiania ludziom, że powinni coś kupić na święta, ale to tylko kwestia czasu. Poczciwi królowie sprzedawani w zestawach z plastiku, sprzedawczynie w koronach jeżdżące na wrotkach, tony słodyczy dla dzieci (czy nikt nie zabroni wreszcie sprzedaży tych dopalaczy?), elektrobydlęta muczące kolędy i klękające, gdy klasnąć trzy razy. To łatwo przewidzieć, ale ciekawe, czym naprawdę zaskoczą nas sprzedawcy. Zestaw winko, piwko, wódeczka? Poradnik dla kobiet - zrób to z Trzema Królami? Nie wiem, czym podpadli posłom, że przegłosowali oni złośliwego psikusa pod ich adresem.
Przez lata elity polityczne tworzące bądź popierające PO przekonywały nas, że mnożenie dni wolnych od pracy jest niekorzystne dla gospodarki, czyli dla nas wszystkich. Kłamały? Przez lata słyszeliśmy również, że kłopotem Polski jest brak wystarczających oszczędności, a nie brak chęci do kupowania. Okłamywano nas? Wychodzi na to, że jak najbardziej. Kłamano, praktycznie bez specjalnego powodu, z nawyku. Skoro ołgano nas w sprawie euro, OFE, długu publicznego i podatków (w kolejności: euro szkodzi, OFE szkodzi, dług publiczny nie szkodzi, wysokie podatki nie szkodzą), to czemu nie łgać w każdej możliwej chwili? Ciekawe, czy nadejdzie kiedyś moment, że usłyszymy polską wersję sławnej kiedyś wypowiedzi węgierskiego premiera: "Kłamaliśmy rano, w dzień i pod wieczór, kłamaliśmy cały czas"? Jeżeli nadejdzie, to nieodpłatnie proponuję producentom zabawek, by wstawili do supermarketów sylwetki Tuska, Rostowskiego i Boniego w królewskich szatach powtarzających memento z Węgier: "Rano, w dzień...".
@RY1@i02/2011/004/i02.2011.004.186.002b.001.jpg@RY2@
Jan Wróbel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu