Dziennik Gazeta Prawana logo

Mieszkaniowy Ford dla młodych

30 czerwca 2018

Henry Ford miał dla swoich klientów ofertę nie do odrzucenia. Jak mawiał: "Każdy może kupić forda w dowolnym kolorze, pod warunkiem że będzie to kolor czarny". Można powiedzieć, że rząd zamierza pójść w jego ślady, konstruując następcę programu "Rodzina na swoim". "Każdy może sobie kupić mieszkanie, pod warunkiem że wybudował je deweloper". Czyli niestety wypadają domy budowane własnym sumptem, choć nie wiadomo, czemu miałyby być gorsze od mieszkań. Wypadają też mieszkania na rynku wtórnym. Rozumiem, że rządowy program ma być czymś w rodzaju "wash and go", czyli wspomagać młodych w kupowaniu mieszkań, a jednocześnie rodzajem kroplówki dla branży mieszkaniowej. A ponieważ finansowa kołdra jest krótka, pojawia się pytanie, co wobec tego jest głównym celem tego programu - zwiększenie dostępu do mieszkań dla młodych czy pomoc branży? Rozumiem, że z powodu spowolnienia raczej to drugie. W końcu dofinansowanie sprzedaży na rynku wtórnym nie nakręci sprzedaży nowych mieszkań, a deweloperka - owszem. Jednak byłoby miło, gdyby rząd wziął pod uwagę, że spowolnienie potrwa kilka lat, a mieszkania czy domy będą używane co najmniej przez kilkadziesiąt. Byłoby więc pożądane, by taki program był maksymalnie neutralny, jeśli chodzi o skutki dla stylu życia. W końcu w mniejszych miastach i wsiach, gdzie nie zawitał i nie zawita deweloper, także toczy się życie. A nawet widzimy, jak ten model życia się zmienia, bo prowincja staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do mieszkania. Ludzie wyprowadzają się z miast do okolicznych wsi, gdzie powstają osiedla domów jednorodzinnych. Koszt budowy domu może się zamknąć w 150-200 tys. zł, do tego działka. A powietrze tam zdrowsze, ziemia tańsza, a ludzie... No, to akurat zależy od okolicy. Jedno jest pewne - większość osób, które marzą o własnym domu, nie będzie chciała się przeprowadzić do własnego M. Do tego rośnie liczba zawodów, w których praca faktycznie odbywa się zdalnie i miejsce zamieszkania nie odgrywa większej roli. Poza tym rząd lubi chwalić się siecią dróg i autostrad, a nawet zamierza ją dokończyć. Co oznacza, że przynajmniej w teorii łatwiej i szybciej można będzie dojechać do pracy. W końcu w takiej Francji zdarza się, że ludzie dojeżdżają do pracy np. z Orleanu do Paryża - to półtorej godziny autostradą. U nas kilka lat temu wiozłem pana, który dojeżdżał do pracy do Warszawy z Kutna, ale on jechał pięć godzin w jedną stronę, pracował jako ochroniarz i brał 48-godzinne dyżury, by mu się opłacało. Teraz powinno to się zmienić. No, ale jeśli rząd woli skupić młodych w miastach, to może nie wierzy we własne obietnice dokończenia sieci autostrad. A jeśli wierzy, to niech: "młodzi będą w całym kraju na swoim".

@RY1@i02/2012/242/i02.2012.242.00000020c.802.jpg@RY2@

Grzegorz Osiecki, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Grzegorz Osiecki

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.