Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Gowin rozbija uprzywilejowane grupy

26 czerwca 2018

Otwarcie zawodów reglamentowanych może oznaczać dla rządu wielką batalię na kilkudziesięciu frontach naraz. Politycy PO przyznają, że obawiają się protestów i strajków, które mogą nawet sparaliżować kraj

- Z jednej strony wydłużenie wieku emerytalnego i likwidacja przywilejów, z drugiej wściekli taksówkarze i inne grupy zawodowe. Strach się bać - komentuje jeden z prominentnych polityków PO. Inny dodaje: - Deregulacja - to będzie jeszcze trudniejsze niż przeforsowanie reformy emerytalnej.

Ustawa przygotowana przez ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina ma zostać ogłoszona w sobotę, ale posłowie PO już otrzymali wytyczne, jakich argumentów mają używać, kiedy mówią o zmianach - dowiedział się DGP. - Planowana reforma może spotkać się z oporem wielu grup, które do tej pory korzystały z przywilejów ograniczających dostęp do zawodu - czytamy w nich. Z instrukcji wynika m.in., że "otwarcie zawodów reglamentowanych to wyższa jakość i niższe ceny usług", a także szansa dla młodych ludzi. Informacje dla posłów przywołują także doświadczenia z europejskich rynków pracy, gdzie otwarcie zawodów oznaczało wzrost zatrudnienia w danej grupie zawodowej o ok. 15 proc. Zatem otwarcie 50 profesji ma przynieść 70 - 100 tysięcy nowych miejsc pracy w ciągu pierwszych dwóch lat. Posłowie PO mają też podkreślać, że Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby zawodów regulowanych (380, dla porównania we Francji jest 150, a w Niemczech 152).

Z nieoficjalnych informacji wynika, że kilka tygodni temu odbyło się wyjazdowe spotkanie ministra Jarosława Gowina z urzędnikami innych resortów. Omawiano strategię deregulacyjną. Wszystkie resorty miały dokonać przeglądu zawodów regulowanych będących w ich kompetencjach i zaproponować zmiany. Kryteria pozostawienia regulacji były dwa: wymogi prawa unijnego oraz ważne względy wynikające np. z polskiego prawa. Tak jest choćby w przypadku biegłego rewidenta, który musi pozostać zawodem regulowanym, ale do jego wykonywania nie jest niezbędne wyższe wykształcenie. Regulacje mają też pozostać np. w przypadku pracowników socjalnych czy inżynierów hydrotechnicznych. Ale to wyjątki.

Grupy zawodowe, w które ustawa uderza, szykują się do walki. Choć zmiany jeszcze nie zostały ogłoszone, poselskie skrzynki już są pełne e-maili w tej sprawie. Bardzo aktywni są m.in. pośrednicy i zarządcy nieruchomości. Ich zdaniem planowane zmiany będą destrukcyjne nie tylko dla nich, ale i dla całego rynku nieruchomości. Stowarzyszenia zarządców i pośredników nieruchomości już nawołują do protestów związanych z likwidacją licencji. - Napisała do mnie pani, która wydała 100 tys. zł na szkolenie w zakresie zarządzania nieruchomościami, teraz jej profesja ma być zderegulowana - mówi poseł PO. Polityk nie ma wątpliwości. - To na pewno będzie najcięższa batalia, bo uderzamy w środowiska wpływowe, zasobne i często do tej pory nas popierające - dodaje.

Deregulacja uderza w środowiska bogate, wpływowe, popierające PO

Anna Gielewska

Grzegorz Osiecki

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.