Między polityką a politykiem
Rozsądek zamiast polityki". Takim hasłem reklamował się przed tegorocznymi wyborami samorządowymi kandydat na prezydenta jednego ze śląskich miast. Przegrał. Jego główny kandydat posługiwał się sloganem: "Skuteczny prezydent". Wygrał w pierwszej turze. Kilka lat temu, przed poprzednimi wyborami samorządowymi, partia będąca u władzy obwiesiła kraj billboardami, na których niczym mantra powtarzało się sformułowanie: "Nie róbmy polityki". Zamiast tego postulowała: "Budujmy mosty", "Budujmy Polskę", "Budujmy szkoły", "Budujmy drogi". Jedna z posłanek wyjaśniała wówczas, że główne hasło ugrupowania w wyborach samorządowych to: "z dala od polityki". Jej partyjny kolega dodawał: "Chcemy podkreślić, że samorządy kierują się inną specyfiką. Polityka ogólnokrajowa nie ma wpływu na relacje pomiędzy radnymi, na to, co robi samorząd".
Skąd te próby wmówienia wyborcom, że - przynajmniej na poziomie samorządowym - nie ma miejsca na politykę? Dlaczego także w niejednej kampanii wyborczej kandydatów do parlamentu aktualni lub potencjalni politycy usiłują wmówić społeczeństwu, że z polityką nie mają nic wspólnego? Czy polityka to samo zło i nawet zajmując się wyłącznie nią, trzeba udawać, że jest się od niej najdalej, jak tylko można?
Budując obraz świata nie tylko na podstawie mediów, ale i codziennych rozmów, można odnieść wrażenie, że przekonanie, iż polityka ma złą opinię, jest powszechne. Częściowo w efekcie tego przekonania polityka jest negatywnie postrzegana przez spory odsetek społeczeństwa. Działa to trochę na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Nawet jeśli ktoś nie jest do głębi przekonany, że polityka to wyłącznie brud, kłamstwa, oszustwa i ciemne interesy, niechętnie się do tego publicznie przyzna, w obawie przed podejrzliwymi spojrzeniami innych.
Według opublikowanego rok temu przez Centrum Badania Opinii Społecznej komunikatu na temat prestiżu zawodów trzy ostatnie pozycje zajmują (licząc od dołu) działacz partii politycznej, poseł na Sejm i radny gminny. Niewiele wyżej znaleźli się minister i burmistrz (swoją drogą warte poważnej refleksji jest również to, dlaczego ksiądz jest tylko o jedno oczko wyżej niż minister, a niżej niż burmistrz). Z danych porównawczych wynika, że niska ocena zawodów związanych z polityką utrzymuje się od prawie dwóch dekad.
W pochodzącym z 1992 r. opracowaniu sejmowego Biura Studiów i Ekspertyz zatytułowanym "Polacy wobec polityki i polityków" można już na wstępie przeczytać: "Dane przedstawione w tekście pokazują sceptyczny stosunek społeczeństwa do polityki, ‘antypartyjne’ poglądy społeczeństwa i raczej personalistyczne traktowanie polityki. Materiał pokazuje, że wizerunki poszczególnych polityków są dla społeczeństwa najbardziej czytelnym elementem sceny politycznej".
Co ciekawe, w opracowaniu sprzed ponad dwudziestu lat znalazło się następujące stwierdzenie: "Jest swoistym paradoksem, że nawet osoby działające na scenie politycznej dystansują się niekiedy od samej roli polityka - wolą występować jako społecznicy, akcentują, że działalnością polityczną zajęli się z konieczności raczej niż z własnego wyboru". Wytłuszczonym drukiem stwierdzono w dokumencie, że wizerunek społeczny polityków zyskuje, gdy ich działania i ich osoby nie są prezentowane w kontekście działań stricte politycznych. Dlaczego? Ponieważ istotne elementy nowoczesnego rozumienia roli polityka, takie jak powiązanie z partią polityczną, wysoka ocena własnych możliwości, aspiracje do rządzenia, mogą być społecznie "źle widziane".
Brzmi to zaskakująco aktualnie? Potwierdzeniem, że niewiele się pod tym względem w Polsce zmieniło, może być jeden z prezydentów dużych miast, który w tym roku, w wywiadzie udzielonym tuż po wygranych wyborach przekonywał, że nie zamierza "rządzić miastem, tylko zarządzać". Drobna, ale jak istotna dla wizerunku różnica!
Rokowania na przyszłość w sprawie postrzegania polityki na krajowym podwórku nie wyglądają zachęcająco. Dwa lata temu eksperci Instytutu Spraw Publicznych zaprezentowali raport Wyborca 2.0, w którym przeanalizowali badania odnoszące się do młodzieży, zarówno własne, jak i prowadzone przez inne ośrodki badawcze od 1994 r. Według raportu ponad trzy czwarte (77 proc.) badanych negatywnie oceniało klasę polityczną. Młodzi byli przekonani, że dla polityków najważniejsze są korzyści osobiste i walka o stołki. Tylko 13 proc. badanych uważało, że politycy "reprezentują wyborców lub określają kierunki rozwoju kraju". Autorzy raportu podkreślili, że zdaniem młodych Polaków scena polityczna jest zamknięta dla nowych ugrupowań, a politycy są "oderwani od rzeczywistości". W efekcie takiego przeświadczenia duże lub bardzo duże zainteresowanie polityką wykazywało tylko 14 proc. młodych Polaków w wieku 18-24 lata. Nikłe lub żadne zadeklarowało 44 proc. badanych, a 40 proc. przyznało, że interesuje się jedynie "ważnymi wydarzeniami".
Zdaniem ekspertów ISP negatywna ocena działalności polityków wpływa na stosunek młodych do demokracji. W 2010 r. za najlepszy ustrój uznawało ją poniżej 30 proc. młodych. Blisko jedna piąta badanych uważa, że rządy niedemokratyczne mogą być bardziej pożądane. Warto w tym miejscu zauważyć, że według opublikowanych przez IPSOS w 2005 r. badań 84 proc. Polaków negatywnie oceniało funkcjonowanie systemu politycznego w Polsce. Dwie trzecie badanych (67 proc.) opowiadało się za zmniejszeniem liczby działających partii. 94 proc. ankietowanych chciało bezwzględnie egzekwować odpowiedzialność polityków za podejmowane przez nich decyzje i karać za ich błędy. Według 82 proc. pytanych należałoby dożywotnio wyeliminować z życia publicznego polityków przyłapanych nawet na najmniejszym przestępstwie. Być może szukając odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zmienić podejście znaczącej części społeczeństwa do polityki jako dziedziny życia, warto się zastanowić nad tym, ile z tych oczekiwań sprzed prawie dziesięciu lat zostało spełnionych.
Na uwagę zasługuje fakt, że postrzeganiu polityki jako zjawiska negatywnego wielokrotnie przeciwstawiał się Kościół katolicki. Jan Paweł II starał się ją ukazywać nie jako bezwzględną walkę o władzę, zmierzającą do zabezpieczenia jedynie własnych partykularnych interesów, ale upowszechniał definicję polityki rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne. Świadom, że polityka jest postrzegana przede wszystkim przez pryzmat polityków, dawał im wskazówki, jak powinni działać i czym się w swej pracy kierować. Robił to m.in. w polskim Sejmie.
Benedykt XVI podczas przemówienia w Bundestagu w 2011 r. wskazywał postawę biblijnego króla Salomona, który przede wszystkim pragnął rozróżniać dobro i zło, jako wzór dla polityka, także w systemie demokratycznym. A Franciszek, przyznając, że w polityce trudno dzisiaj zachować uczciwość, bo ciągoty do moralnego dryfowania stają się w niej coraz silniejsze, bo się zdewaluowała, jest zniszczona przez korupcję i łapówkarstwo, nie pozostawia wątpliwości: "Dobry katolik miesza się do polityki". Papież podkreśla, że każdy jest odpowiedzialny za rządy i musi dołożyć starań, aby politycy rządzili dobrze, i powinien uczestniczyć w życiu politycznym. I przypomina: "Jak głosi nauka społeczna Kościoła, polityka jest jedną z najwznioślejszych form miłości, bo służy dobru wspólnemu".
Przezwyciężenie oceniania polityki jako formy ludzkiej aktywności wyłącznie w perspektywie nagłaśnianych przez media słabości, błędów, niedociągnięć, a czasem poważnych nadużyć i przestępstw popełnianych przez konkretnych polityków, jest bardzo trudne, ale możliwe. Obrona polityki przed przyprawianą jej coraz intensywniej (także przez samych polityków) gębą staje się naglącą koniecznością. Bo choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali - przed polityką nie uciekniemy. Nie tylko dlatego, że - jak zauważył Thomas Mann w "Czarodziejskiej górze" - wszystko jest polityką. Przede wszystkim dlatego, że po prostu dobrze rozumianej i uprawianej polityki potrzebujemy.
@RY1@i02/2014/241/i02.2014.241.000002700.802.jpg@RY2@
ks. Artur Stopka twórca serwisu Wiara.pl, w latach 1992-2008 redaktor "Gościa Niedzielnego"
ks. Artur Stopka
twórca serwisu Wiara.pl, w latach 1992-2008 redaktor "Gościa Niedzielnego"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu