Dziennik Gazeta Prawana logo

Uprzedził atak: użył broni opozycji

26 czerwca 2018

Koalicjant dowiedział się o planach Donalda Tuska kilka minut przed godz. 15. Opozycja w ogóle nie brała takiego scenariusza pod uwagę. Tymczasem szef rządu wybrał najłatwiejszy polityczny wariant wyjścia z kłopotów

Wniosek premiera o udzielenie rządowi wotum zaufania zaskoczył zarówno opozycję, jak i koalicję. Mimo że dzień wcześniej spotkały się kierownictwa PO i PSL, to nie było tam widać mowy o takim scenariuszu. Szef koalicyjnego ugrupowania Janusz Piechociński dowiedział się o nim dopiero przed sejmowym wystąpieniem Donalda Tuska. Choć od rana posłowie PO byli wzywani do stawienia się w komplecie, większość z nich o tym, co się stanie, dowiedziała się dopiero wtedy, gdy premier zjawił się na sali plenarnej. - Widocznie premier czekał, aż będzie miał pewność, że nie będzie kolejnych podsłuchów lub że nie będą publikowane - komentował ironicznie jeden z prominentnych polityków PiS.

Donald Tusk zdecydował się na wybór najłatwiejszego politycznego wariantu wyjścia z kłopotów. Bo przegłosowanie wotum zaufania wymaga jedynie zwykłej większości. To znaczy, że wystarczy, iż za rządem zagłosuje więcej posłów niż przeciw niemu. Wszyscy niezdecydowani w takim przypadku oddają faktycznie głos za pozostawieniem rządu przy władzy. Taki wariant sygnalizowaliśmy w poniedziałek i do takiego wzywał rząd Leszek Miller. Ale gdy premier zgłosił swój wniosek, również szef SLD był nim zaskoczony.

Podobnie zdziwiona sytuacją była partia Jarosława Kaczyńskiego, która miała zamiar ogłosić wczoraj lub dziś nazwisko kandydata na premiera technicznego. - Największym problemem Polski jest rząd Donalda Tuska - powtarzał wczoraj Jarosław Kaczyński. Ale choć nadal chce zgłosić wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu, to nie będzie on miał już takiego znaczenia. Bo PiS ma już bardzo ograniczone pole manewru. Jego wniosek popierają tylko Solidarna Polska i Jarosław Gowin. - PiS może złożyć wniosek, ale przy głosowaniu wszyscy będą trzymali się za brzuchy ze śmiechu, koalicja za to się skonsolidowała - ocenia poseł niezależny Ludwik Dorn.

W jednym opozycja będzie konsekwentna. Wszyscy od Twojego Ruchu przez SLD po PiS będą teraz punktowali rząd za słowa, które padły w podsłuchanych rozmowach. Od stylu i niecenzuralnego języka po bardzo konkretne problemy. Już wczoraj padały pytania do obecnych na sali ministrów o to, czy gazoport w Świnoujściu będzie gotowy - tak jak zapowiadał premier - na początku przyszłego roku, czy może dopiero w 2017 r., jak w podsłuchanej rozmowie mówił wiceprezes PGNiG Andrzej Parafianowicz. Posłowie pytali też o domniemany deal ministra spraw wewnętrznych z szefem NBP. Premier miał świadomość stąpania po kruchym lodzie w tej kwestii. Dlatego, choć zaraz na początku wystąpienia przeprosił za bulwersujące stwierdzenia padające z ust członków jego rządu, w szczegóły sam nie wchodził. - Nikt z bohaterów nie może udawać, że nic się nie stało. Każdy z obywateli wyciągnie własne wnioski - powiedział tylko Tusk. Sam wyciągnąć wnioski z afery zamierza prawdopodobnie jesienią, gdy ma nastąpić rekonstrukcja w rządzie

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.