Dziennik Gazeta Prawana logo

Premier uciekł z linii strzału

26 czerwca 2018

Wotum zaufania przeszło, i to mocną większością głosów. Jednak to nie kończy afery podsłuchowej. Opozycja będzie próbować nadal osłabiać rząd, ale ma coraz mniej argumentów

Wczorajszy wniosek premiera o udzielenie rządowi wotum zaufania zaskoczył zarówno opozycję, jak i koalicję. Mimo że dzień wcześniej spotkały się kierownictwa PO i PSL, to nie było tam mowy o takim scenariuszu. Szef koalicyjnego ugrupowania Janusz Piechociński dowiedział się o nim dopiero przed sejmowym wystąpieniem Donalda Tuska.

Podobnie część liderów PO. Choć i tak byli w lepszej sytuacji od szeregowych posłów, bo ci w większości dowiedzieli się o scenariuszu premiera dopiero, gdy ten wyjawił go na sali plenarnej. - Widocznie premier czekał, aż będzie miał pewność, że nie będzie kolejnych podsłuchów lub że nie będą publikowane - komentował jeden z prominentnych polityków PiS.

Donald Tusk zdecydował się na wybór najłatwiejszego politycznego wariantu wyjścia z kłopotów. I wygrał. Przegłosowanie wotum zaufania wymagało jedynie zwykłej większości. Wszyscy niezdecydowani w takim przypadku oddają faktycznie głos za pozostawieniem rządu przy władzy. Ale tym razem nikt się nie wstrzymał od głosu, a koalicja zebrała aż o 34 głosy więcej od opozycji.

Taki wariant wydarzeń sygnalizowaliśmy już w poniedziałek i do takiego wzywał rząd Leszek Miller. Ale gdy premier zgłosił swój wniosek, szef SLD też był nim zaskoczony. Nie spodziewał się takiego tempa. Podobnie zdziwiona sytuacją była partia Jarosława Kaczyńskiego, która miała zamiar ogłosić wczoraj lub dziś nazwisko kandydata na premiera technicznego. Teraz, po przegranym głosowaniu, nadal podtrzymuje chęć zgłoszenia wniosku o konstruktywne wotum nieufności dla rządu. Ale nie będzie on miał już dużego znaczenia, bo wniosek popierają tylko Solidarna Polska i Jarosław Gowin. - PiS może złożyć wniosek, ale przy głosowaniu wszyscy będą trzymali się za brzuchy ze śmiechu, koalicja za to się skonsolidowała - ocenia poseł niezależny Ludwik Dorn.

W jednym opozycja będzie konsekwentna. Wszyscy od Twojego Ruchu przez SLD po PiS będą teraz punktowali rząd za słowa, które padły w podsłuchanych rozmowach. Od stylu i niecenzuralnego języka po bardzo konkretne problemy. Już wczoraj padały pytania o to, czy gazoport w Świnoujściu będzie gotowy - tak jak zapowiadał premier - na początku przyszłego roku, czy może dopiero w 2017 r., jak w podsłuchanej rozmowie mówił wiceprezes PGNiG Andrzej Parafianowicz. Premier zapewnił, że techniczną gotowość gazoport osiągnie na początku 2015 r., za to - jak podkreślił - układ sił w polityce gazowej zmienił już dziś. Tusk był pytany także o swój rzekomy dowcip, że benzyna po wyborach może kosztować 7 zł. Premier zaprzeczył tej anegdocie.

Donald Tusk ma jednak wyraźnie świadomość stąpania po kruchym lodzie w kwestii treści podsłuchów. Dlatego, choć zaraz na początku wystąpienia przeprosił za bulwersujące stwierdzenia padające z ust członków jego rządu, w szczegóły sam nie wchodził. - Nikt z bohaterów nie może udawać, że nic się nie stało. Każdy z obywateli wyciągnie własne wnioski - powiedział tylko premier. Sam wyciągnąć wnioski z afery zamierza prawdopodobnie jesienią, gdy ma nastąpić rekonstrukcja w rządzie.

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.