Po dwóch stronach sznura
Dyrekcja PKP zajmowała się usprawnianiem tego co jest, czyli makijażem nieboszczyka
Zaczęli w czwartek, 10 maja i było ich wtedy dziewięciu, zaczęli głodówkę, zdesperowani po - jak mówią - 1598 poważnym ostrzeżeniu. Byli cierpliwi przez co najmniej ostatnich 9 lat, bo już w 1981 r. młoda kolejowa "Solidarność" złożyła w Warszawie projekt naprawy PKP. Wówczas wszyscy strajkowali, a my nie - mówią - dlatego teraz nic nie mamy.
W budynku dyrekcji rejonu PKP, przy al. Wojska Polskiego w Słupsku, gdzie 23 maja po 15 dniach zawiesiły głodówkę 42 osoby - na schodach, na tablicy ogłoszeń wisi plakat: "Kolejarze dla Rzeczpospolitej. Dochód z akcji - uruchomienie socjalnych pociągów turystycznych, reklamowanie firm na dworcach i w pociągach - ... na fundusz premiera Tadeusza Mazowieckiego".
Na I piętrze - siedziba krajowego komitetu protestującego kolejarzy polskich. Dziennikarzom informacji się nie udziela. Dlaczego? A dlatego, że prasa kłamie. Na przykład zamieszczono w prasie wypowiedź pani senator Skowrońskiej, że strajk ma charakter polityczny. Komitet strajkowy zażądał wyjaśnień. - No i pani senator musiała to odszczekać następnego dnia w telewizji.
- Jeśli już, to kto tutaj skłamał? - Nie ma żadnych rozmów - włącza się kategorycznie krępy kolejarz z tatuażem na przedramieniu - nie informować, sio!
Głodowanie
W czwartek, w przeddzień zawieszenia głodówki, brało w niej udział 37 osób. Sześć osób było w szpitalu - cztery z zapaleniem nerek, jedna chora na żółtaczkę i jeden przeziębiony pacjent. W sześciu pokojach biurowych urządzono sypialnie; głodujący od początku akcji protestacyjnej spali na łóżkach, ci, którzy dołączyli później - na materacach, na podłodze. Koców i śpiworów nie brakowało. Było jednak ciasno, a warunki higieniczne nieodpowiednie.
Głodujący dużo piją - wody mineralne, soki, zażywają witaminy. Napoje dostarczały zakłady kolejowe, a także kupowało się je za pieniądze ofiarowywane przez różne zakłady pracy i organizacje. np. 250 tys. zł przekazała Ochotnicza Straż Pożarna.
Stan zdrowia głodujących się pogarsza - mówił w czwartek dr Bogdan Klimczewski z kolejowej służby zdrowia, pełniący tutaj stałe dyżury - następuje zagęszczenie krwi, wzrasta w niej stężenie produktów przemiany materii, zakwaszenie. Nerki nie są w stanie wydalić wszystkiego, wyczerpują się zapasy energetyczne. W moczu pojawia się tzw. aceton głodowy.
W biurze zarządu przewozów pełnili całodobowe dyżury lekarz i pielęgniarka. Głodujący byli dwa razy dziennie badani - ciśnienie, temperatura, tętno i codziennie - ważeni. Najbardziej schudł 32-letni kolejarz - 17 maja ważył 89,8 kg, 23 maja - 85 kg, a więc o 4.9 kg. Większość straciła na wadzie po kilkadziesiąt dekagramów. Codziennie też badano ich krew i mocz. Stan psychiczny zależał od przebiegu rozmów ze stroną rządową i tego, co mówiło się i pisało o strajku w środkach przekazu - raz była to apatia, czasem podniecenie, rzadziej nadzieja.
Przygotowano dla nich roztwory glukozy, sól fizjologiczną, aminokwasy, ale większość bała się kroplówek, więc przyjmowali doustnie preparaty wzmacniające, m.in. Feltam, środek dla chorych w stanie wyniszczenia.
Najtrudniejsze będzie jednak zakończenie głodówki - mówił w czwartek dr Klimczewski. W piątek 23 maja, gdy ją zawieszono, kolejarze pojechali na badania do szpitala, po czym wrócili do siedziby krajowego komitetu protestacyjnego. Przygotowano dla nich specjalną, niskokaloryczną dietę; skromne posiłki, głównie kleiki podawane 6 razy na dobę. Wszyscy zostali pouczeni, aby się nie objadać, bo to groziłoby śmiercią.
Tajemnice kolejowe
Najważniejszymi postulatami kolejarzy były zmiany struktury PKP oraz sprawy płacowe. Jeszcze w ub.r., 20 października Franciszek Wielądek, nowy minister transportu wraz z przedstawicielem Ministerstwa Finansów podpisali z kolejarzami porozumienie, że będą oni zarabiać 110 proc średniej z 5 podstawowych działów gospodarki, z czego 90 proc. ma stanowić płaca zasadnicza. Miesiące mijały i w maju do tej średniej brakowało 103 tysięcy. Gdy średnia w 5 działach wynosiła 754 tys. zł, na kolei - 651.
Ponieważ zwykle tzw. średnie niewiele mówią, chciałem dowiedzieć się, ile NAPRAWDĘ zarabiają kolejarze. Okazało się jednak, że informacje na temat wysokości wynagrodzenia są na kolei poufne i że ewentualnie może ich udzielić rzecznik prasowy dyrektora pomorskiej DOKP w Szczecinie. P. Romuald Głód, naczelnik biura zatrudnienia i płacy, stwierdził, że już właściwie przestały to być informacje poufne. Powiedział, że średnia płaca planowa w I kwartale 1990 r. wyniosła w okręgu 707 233 zł, łącznie z wypłatą ekwiwalentu za umundurowanie.
Ze "Sprawozdania wynagrodzeń ZP-2" w Słupsku wynika, że w marcu np. konduktor rewizyjny zarabiał średnio 546 955 zł, zaś kierownik pociągu pasażerskiego - 743 671 zł. Zarobek tego ostatniego to:
● wynagrodzenie zasadnicze - 327 179 zł
● dodatek transportowy (rodzaj premii ) - 59 599
● premie za obsługę podróżnych (np. sprzedaż biletów w pociągu) - 95 230
● godziny nadliczbowe - 99783
● dodatek za pracę w nocy - 29 372
● dodatek za pracę w dni wolne 17 559
● inne, jazda 1/0 (kierownik sam obsługuje pociąg) - 24 604
● dodatek za wysługę lat - 80 945.
Do tego dzisiaj należałoby dodać 57 900 zł za węgiel (od 1 kwietnia) o 29 500 zł (w przeliczeniu miesięcznym) za umundurowanie (płatne 1 kwietnia i 1 października), czyli razem 83 8071 zł. Jest to średnia zarobków 35 kierowników pociągów zatrudnionych w Słupsku.
Wynagrodzenie zasadnicze waha się tam od 120 tys. do 1237 tys. zł. Nadgodziny - można ich mieć do 60 miesięcznie - są płatne od 675 do 2956 zł. Dodatki funkcyjne od 16,9 do 360 tys zł. Np. zwiadowca stacji II klasy, a więc większej, może dostać maksimum 120 tys. zł dodatku, małej stacji - do 36 tys.; mniej niż dyżurny za jedną nocną służbę.
Ze "Sprawozdania" wynika jednak, że ponad 60 proc. zarobków stanowią najróżniejsze dodatki. Ponieważ w ostatnim czasie odnotowano 30-procentowy spadek przewozów, spadły też i dodatki, głównie nadgodziny. Wielu kolejarzy odebrało więc w kwietniu mniej niż w marcu, a jednocześnie płace w 5 działach - wolno, ale rosły.
Miodowicz nie chce gonić z siekierą
W środę 23 maja przyjechali do Słupska Alfred Miodowicz i Marian Jurczyk. Poparli protest i żądania pracowników PKP.
Nie przybył Lech Wałęsa. Przywódca "Solidarności" odpisał strajkującym kolejarzom: "Dziękuję za zaproszenie. Uważam, że wasz strajk jest uzasadniony. Nie mogę jednak odmówić racji argumentom rządu. Zaprosiliście trzech związkowców, reprezentujących trzy różne orientacje, Sami jednak protestujecie z pominięciem wszelkich struktur związkowych, ta droga wiedzie w złym kierunku. Macie rację, ale dla realizacji swych celów obraliście nieodpowiednie, zbyt drastyczne środki. Proszę Was o zakończenie strajku w drodze mediacji i porozumienia takiego, które nie naruszy waszej godności i poczucia dumy".
Całą noc debatuje prezydium zarządu regionu słupskiego "S" i wydaje oświadczenie: strajk jest wymierzony przeciwko młodej demokracji, kto go popiera, ten jest za przewróceniem systemu komunistycznego.
23 maja Komisja Krajowa "Solidarności" przyjęła jednogłośnie uchwałę, w której stwierdzono m.in.: "że strajkowi patronują m.in. Federacje Związków Zawodowych Pracowników PKP zrzeszone w OPZZ i osobiście Alfred Miodowicz. Zasiadając w ostatnich latach w Biurze Politycznym PZPR ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za stan rzeczy w całej polskiej gospodarce.
(...) Uważamy, że obecna aktywność OPZZ jest kolejną próbą obrony pozycji nomenklatury, dla której niedzielne wybory do samorządu terytorialnego stanowią istotne zagrożenie.
Do Alfreda Miodowicza dołączył Marian Jurczyk. Traktujemy ten fakt jako zdradę ideałów "Solidarności".
Dziś apelujemy do strajkujących kolejarzy, zrzeszonych w naszym związku o zaniechanie strajku. Nie pozwolimy, aby wasz protest stał się narzędziem walki o odzyskanie władzy przez zorganizowane siły starego systemu, który jest odpowiedzialny za nasze obecne trudne życie (...).
Także w piątek, 25 maja przyjechał do Słupska senator Henryk Stokłosa. Niewiele brakowało, aby 15 minut po północy komitet strajkowy ogłosił strajk generalny. Następnego dnia rano delegacja ze Słupska wraz z senatorem Stokłosą udała się na rozmowy do Warszawy. Kolejne negocjacje z min. Kuroniem zakończyły się fiaskiem.
Rząd utrzymał zdecydowane stanowisko wobec żądań płacowych strajkujących kolejarzy. Premier T. Mazowiecki stwierdził: będziemy rozmawiać o płacach, gdy skończą się strajki. Z kolei w Gdańsku - jak poinformował "Teleexpress" - "robotnik Piotr Leszczuk głoduje w obronie rządu i planu Balcerowicza, a przeciw głodówce i strajkowi kolejarzy".
Alfred Miodowicz zaś oświadczył, że nie prowadzi żadnej gry politycznej, że niedopuszczalne jest upolitycznianie strajku i że "to nie Miodowicz chce gonić z siekierą".
Umiejętnie kłamią
Wejście na dworzec kolejowy w Słupsku zagradzał gruby sznur, do którego przypięto transparent "Strajk PKP" i kartki: "Pociągi pasażerskie odwołane na czas nieokreślony". Ze sznura zwisały biało-czerwone wstążki. Za sznurem stoły, na stołach kwiaty oraz orzeł w koronie z napisem "Bóg, honor, ojczyzna". Za stołami siedzieli umundurowani kolejarze, z opaskami. Do sznura przypięto telegramy służbowe: "Decyzja o zatrzymaniu pociągów wynika z konieczności zainteresowania losem głodujących opinii publicznej, skierowania jej uwagi na niezałatwione od dawna sprawy kolejnictwa (...). Po raz kolejny wzywamy do rzeczowych rozmów". Obok kartka: "Polskie radio, telewizja i prasa umiejętnie kłamią".
- Co żeśmy nakłamali? - pytała młoda dziennikarka kolejarzy za sznurem.
- Była informacja, że tu jest pociąg rozbity przez pasażerów. A to nieprawda, tylko dwie szyby poszły.
Przed sznurami tłumek. Młody mężczyzna w białych skarpetkach i dżinsowym ubraniu pomstuje na ministra Kuronia. Drugi, ze skórzaną kurtką w ręku - na Lecha Wałęsę: - Ja go znam, sk....syna. Nie przyjechał, bo się boi. Ja go znam. - No, niech pani to napisze - mówi kolejarz zza sznura do młodej dziennikarki - niech pani to wydrukuje, to co mówią ludzie.
- Nie słuchajcie ich - krzyczy starsza kobieta - to prowokatorzy. Oni za komuną mówią.
- Ja ci dam prowokatora. Ja znam Wałęsę. Po świecie jeździ i tylko dolary sobie zbiera. A taki ma dom, ilu goryli go pilnuje. Jakby kolejarze zarabiali tyle co on, to by nie strajkowali, nie głodowali.
- Wystarczy, żeby zarabiali tyle, co Mazowiecki.
- No, ale nie każdy zna trzy języki, potrafi wygłosić przemówienie w Kongresie. Pan tu by chciał, żeby wszyscy mieli po równo, bo wszyscy mają takie same żołądki. Kapitalizmu, ale socjalistycznego.
- Po równo to nie, ale nie może tak być, że jeden zarabia półtora miliona, a drugi 600 tysięcy. Sto, dwieście tysięcy różnicy może być.
W nocy z soboty na niedzielę Lech Wałęsa przyjechał jednak do Słupska. Zaapelował, by zawiesić strajk na 2 tygodnie. Gdy wydawało się, że blisko jest do zakończenia strajku, jeden z kolejarzy stwierdził, że gdyby tak się stało, to "pan Czesław (jeden z głodujących - przyp. W.M.) popełni samobójstwo". Drugi z dyskutantów powiedział, że "w Słupsku i tak strajk będzie". Przewodniczący wrócił więc od Gdańska, mówiąc na odchodne: "Mnie tutaj nie było".
Lech Wałęsa jeszcze raz przyjechał do Słupska późnym wieczorem, 27 maja. O 1.20 w poniedziałek, 28 maja, podpisano porozumienie o zawieszeniu pierwszego za rządów T. Mazowieckiego strajku. Część kolejarzy była usatysfakcjonowana, inni byli rozgoryczeni i czuli się oszukani. L. Wałęsa powiedział: Zmieniamy system, musimy się uczyć demokracji.
Oby tylko znowu postulaty kolejarzy nie trafiły do szufla ministerialnych biurek. Na razie pociągi ruszyły (....)
Wojciech Markiewicz
© Polityka sp. z o.o. S.K.A. 1991-2014
(skróty pochodzą od redakcji)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu