Dziennik Gazeta Prawana logo

Wszystkie ogródki w ręce działkowców

2 lipca 2018

PiS: uwłaszczmy dwa miliony działkowców. Będą mogli sprzedać ziemię za fortunę

Tak, jak to najbardziej możliwe, PiS chce, by wszyscy użytkownicy działek pracowniczych mogli je wykupić ze zniżką. Potem mogliby za grube pieniądze sprzedać je deweloperom i niemal z dnia na dzień stać się milionerami.

Jak dowiedziała się nasza gazeta, jeszcze w tym tygodniu klub parlamentarny PiS ma zakończyć prace nad projektem ustawy o uwłaszczeniu działek. Dokument jest już po wstępnej ocenie prawników i być może w połowie miesiąca trafi do laski marszałkowskiej.

Projekt oddaje działkowcom pełnię władzy nad ogródkami - dziś jedynie dzierżawią od Polskiego Związku Działkowców, organizacji założonej na początku lat 80. Użytkownicy płacą mu 14 gr rocznej składki za każdy metr kwadratowy. Jeśli przyjąć, że działka ma 300 mkw., roczna składka wynosi 42 zł.

PiS chce dać działkowcom wybór: mogą pozostać w strukturach PZD i dalej płacić składki albo wykupić ogródek. Dla tych, którzy użytkują swoje ogródki dłużej niż 20 lat albo są emerytami i rencistami, to nie lada gratka - przy wykupie dostaną 99-proc. zniżkę w porównaniu do ceny rynkowej. Ci, którzy mają działkę krócej, za każdy rok użytkowania dostaną 5 proc. bonifikaty. Z własnej kieszeni zapłaciliby tylko rzeczoznawcy i notariuszowi - to ok. 1-2 tys. zł.

W ubiegłej kadencji PiS proponował, że za rzeczoznawcę i notariusza zapłaci budżet, a zamiast Polskiego Związku Działkowców powstaną dobrowolne wspólnoty działkowców. To nie spodobało się posłom z pozostałych ugrupowań, którzy uznali pomysły PiS za niekonstytucyjne. Tym razem PiS usunął kontrowersyjne pomysły ze swego projektu.

- Jeśli ostateczny projekt PiS będzie odbiegał od poprzedniego, nie będziemy z zasady go skreślać - mówi Waldy Dzikowski, wiceszef klubu parlamentarnego PO.

W podobnym tonie wypowiadają się politycy PSL. - Co do zasady idea uwłaszczenia jest słuszna. Miejmy nadzieję, że PiS nauczył się na własnych błędach - uważa Jarosław Kalinowski, poseł PSL i wicemarszałek Sejmu.

Zdecydowanie przeciwko projektowi PiS jest dziś tylko lewica, która nie chce marginalizacji PZD, bo jego działacze to najczęściej lewicowy elektorat.

Dziś w Polsce jest 5 tys. ogródków podlegających temu związkowi o łącznej powierzchni 44 tys. ha, niekiedy w bardzo cennych częściach miast. Tylko w Warszawie jest 1,2 tys. ha działek, a cena metra kwadratowego w prestiżowych lokalizacjach, np. przy ul. Odyńca na Mokotowie, dochodzi do 2-3 tys. dol.

Deweloperzy już nieraz ostrzyli sobie zęby na stołeczne grunty - spółka Projekt S., powiązana z biznesmenem Michałem Sołowowem, walczy w sądzie z miastem o przejęcie 32 ha działek przy ul. Waszyngtona pod budowę osiedla - ogrodu z apartamentami. A jest o co walczyć, bo teren wart jest co najmniej 150 mln zł.

Teraz deweloperzy muszą dogadywać się z PZD, który może podjąć decyzję za działkowców o sprzedaży gruntów. Wedle projektu PiS deweloper musiałby dogadywać się oddzielnie z każdym użytkownikiem działki. Decydowałaby cena. - Nikt nie będzie nikogo zmuszał do uwłaszczenia, to wolny wybór - mówi jeden z autorów projektu Andrzej Dera, poseł PiS.

Według posłanki PO Lidii Staroń zainteresowanie uwłaszczeniem jest ogromne. Przyznaje ona, że dostawała listy od działkowców z Bydgoszczy, Torunia i Koszalina, którzy narzekali, że pozostają na smyczy PZD, który kontroluje, jak są uprawiane ogródki, i czasami bez powodu pozbawia ich prawa użytkowania.

- Własność to rzecz święta, będę obiema rękoma za uwłaszczeniem - cieszy się Kazimierz Morawski uprawiający 200-metrową działkę na obrzeżach Bydgoszczy.

Tomasz Ł. Rożek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.