Po co nam prawo, mamy władzę
Gdy spytać polityka, tego z opozycji, albo jego rywala dzierżącego aktualnie berło władzy, jakie szanse musi zapewnić obywatelowi wolne i demokratyczne państwo prawa, bez wahania odpowie: równe. Ale teoria od praktyki w naszym kraju oddzielona jest grubym murem.
Ustawy o samorządach, zasady przejrzystości konkursów na ważne stanowiska państwowe... Po co nam to? Pójdziemy na skróty - myślą sobie prominenci i omijają literę prawa, tworząc oferty pracy sformatowane pod swoich znajomych czy zaufanych podwładnych. Inni, naginając przepisy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, jedną decyzją skracają swoim zausznikom drogę do wielkiej kariery. W niektórych, szczególnie drastycznych wypadkach rok karencji - pomiędzy stołkiem w resorcie a tym w spółce z udziałem Skarbu Państwa - cudownie zmienia się w krótkie dwa tygodnie.
Co z tego, że czasem ci zausznicy czy znajomi to wysoce kompetentni fachowcy? Faworyzując ich, politycy czy urzędnicy wyższego szczebla niszczą podstawy demokracji. Pozbawiają innych potencjalnych kandydatów na te stanowiska równych szans. Moim zdaniem takie postępowanie raz na zawsze przekreśla wszystko, co zatrudniony w nieuczciwy sposób urzędnik czy manager zrobi w przyszłości - choćby czynił tylko dobro.
Łukasz Klekowski
redaktor Dziennika
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu