Oczko prezydenta Komorowskiego
Komentarz tygodnia
Była już głowa państwa, prezydent Bronisław Komorowski, stał się na koniec kadencji wyjątkowo pracowity. Jeśli ktoś myśli, że po przegranych wyborach zdecydował jak najwięcej spraw pozostawić swojemu następcy, to jest w błędzie.
21 - dokładnie tyle ustaw podpisał w ciągu pierwszych pięciu dni sierpnia odchodzący prezydent. Dla porównania w styczniu (całym!) podpisanych zostało ich 7. W lutym - 12.
Wzrost produktywności godny pochwały.
Ale w takich sytuacjach, gdy ktoś okazuje się superstachanowcem, zawsze kiełkują wątpliwości: czy dana osoba wcześniej nie dawała z siebie wszystkiego, czy też teraz działa na szkodę - albo swoją, albo dobra wspólnego? Bo jeżeli udaje się podpisać kilkadziesiąt ustaw w ciągu 5 dni, w tym 3 dni roboczych, to widzę dwie opcje. Albo prezydent nie dojadał i nie dosypiał, tylko stał niemal całodobowo na straży konstytucji, albo analiza aktów prawnych była pobieżna. Trzeba zaś pamiętać, że prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie jest wyłącznie operatorem pióra i atramentu. Jego zadaniem jest wzięcie odpowiedzialności za to, że uchwalona przez parlament ustawa jest zgodna z ustawą zasadniczą. Ma studzić zapędy parlamentarzystów w kreowaniu rzeczywistości, która może okazać się wykraczająca poza pewne ramy, w tym ramy konstytucji. Tak się mogło stać - jak twierdzi wielu ekspertów - chociażby przy uchwalaniu ustawy o kontroli niektórych inwestycji. Prezydent wątpliwości nie miał, ustawę podpisał.
Zadzwoniłem niedawno do pewnej pani poseł. Miała dużo czasu - akurat trwały obrady Sejmu. W pewnym momencie jednak bardzo się zdenerwowała. Gdy zapytałem o powód, rzekła: "tak mnie pan zagadał, że znowu źle zagłosowałam i będę musiała się tłumaczyć na klubie". Rozumiem jej problem: w jednej ręce telefon, w drugiej ściąga, jak głosować. A tu jeszcze wybrany przycisk trzeba nacisnąć, a ręce tylko dwie... Cóż, najwyżej przez pomyłkę przejdzie inny przepis - kto by się przejmował.
Wierzę jednak, że prezydent Bronisław Komorowski oraz jego współpracownicy nie korzystali z klubowych ściąg przy decydowaniu, czy ustawę należy podpisać, czy skierować do Trybunału Konstytucyjnego, lecz wszystko wnikliwie sprawdzili. Nawet kosztem obiadu.
@RY1@i02/2015/152/i02.2015.152.183000800.802.jpg@RY2@
Patryk Słowik
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu