Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Posłowie piętnują nielegalny outsourcing pracowniczy

23 lipca 2015

Komisja ds. kontroli państwowej będzie żądać dalszych wyjaśnień od rządu w sprawie agencji zatrudnienia, które nie płaciły składek na ZUS

Zaniedbania w nadzorze, zaniechanie kontroli i brak ostrzeżenia firm korzystających z usług nieuczciwych agencji outsourcingowych - to najczęstsze zarzuty wobec instytucji publicznych, jakie przedstawiono w trakcie wczorajszego posiedzenia sejmowej komisji ds. kontroli państwowej. Posłowie odrzucili odpowiedź strony rządowej na dezyderat w sprawie outsourcingu pracowniczego. Upoważnili także przewodniczącego komisji Mariusza Błaszczaka, do kierowania kolejnych wniosków do premier Ewy Kopacz.

Sprawa dotyczy około 350 firm i 14 tys. zatrudnionych, którzy na mocy umowy z czterema agencjami outsourcingowymi (m.in. Royal i K.U.K.) zostali przez nie przejęci (najczęściej na podstawie art. 231, czyli przejścia części zakładu pracy). Te osoby, po formalnej zmianie pracodawcy, nadal świadczyły obowiązki w tym samym miejscu, ale już jako pracownicy wypożyczeni przedsiębiorcy przez agencje. Te ostatnie wypłacały im pensje ze środków przekazywanych przez firmy korzystające z ich usług. Ale - jak się okazało - nie uiszczały za nich składek na ubezpieczenie społeczne. Proceder - na różną skalę - trwał od 2006 do 2013 r.

- Łączna kwota zaległości składkowych wynosi 72 mln zł i może jeszcze wzrosnąć - wskazywał Marek Bucior, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Według samych przedsiębiorców agencje oszukały 500 firm i 25 tys. pracowników. Teraz boleśnie odczują skutki nielegalnej działalności agencji. ZUS uznaje bowiem, że skoro umowy z agencjami były nieważne, to przez cały czas zatrudnienia (również przez okres "wypożyczenia" zatrudnionych) byli oni pracodawcami wspomnianych osób i muszą zapłacić zaległe składki. Zwykle większość firm odwołuje się w takiej sytuacji do sądu. Te, które decydują się na spłatę długu, mogą liczyć na rozłożenie go na raty. W tym wypadku zawnioskowało o to dwóch pracodawców.

- Takie wsparcie to kpina. Już w 2010 r. Sąd Najwyższy orzekł, że do przejścia części zakładu pracy dochodzi tylko wtedy, gdy przemawia za tym rodzaj pracy, przejmowanie składników majątkowych i niemajątkowych przedsiębiorstwa oraz klientów i pracowników. Dlaczego ZUS i urzędy skarbowe zaczęły informować firmy o nielegalnych praktykach agencji dopiero w 2013 r.? - pytała Gabriela Masłowska, posłanka PiS.

- Urzędy wiedziały, że agencje zalegają z zapłatą obciążeń publicznych i nie informowały o tym przedsiębiorców, chociaż ZUS dysponuje systemem elektronicznym, który kosztował 3 mld zł. A teraz przerzucają na pracodawców odpowiedzialność za to, że same zaniedbały nadzór. Mam nadzieję, że za ten brak reakcji konsekwencje poniosą organy kontroli i rada nadzorcza ZUS - dodała Józefa Hrynkiewicz, posłanka PiS.

Głos zabrali także zaproszeni na posiedzenie przedstawiciele Porozumienia na rzecz przedsiębiorców poszkodowanych przez outsourcing pracowniczy. Podkreślali, że już w 2010 r. Państwowa Inspekcja Pracy informowała ZUS o zaległościach płacowych agencji (samej PIP zarzucili, że zbyt późno wyraziła wątpliwości co do legalności przejmowania pracowników). Wskazywali także m.in., że zakład nie ma kompetencji do ustalania, czy między firmami wypożyczającymi a przejmowanymi pracownikami zaistniał stosunek pracy. To domena sądów pracy. Zdaniem pracodawców są obecnie zmuszani do spłacania długów nieuczciwych agencji.

Przedstawiciele instytucji publicznych starali się odpierać zarzuty.

- ZUS nie ma wglądu do umów handlowych zawieranych przez podmioty gospodarcze. Nie posiada także informacji o tym, że takie kontrakty były podpisywane. Po zaprzestaniu opłacania składek skontrolowano agencje, prowadzono także postępowania egzekucyjne i złożono wnioski do prokuratury - tłumaczyła Agata Wiśniewska, dyrektor w Departamencie Realizacji Dochodów ZUS.

Dla wielu przedsiębiorców, którzy skorzystali z usług nieuczciwych firm, konieczność zapłacenia zaległości sięgających często kilkuset tysięcy złotych będzie równoznaczna z bankructwem. To przestroga dla tych przedsiębiorców, którzy chcą ograniczać koszty pracy dzięki stosowaniu rozwiązań na granicy prawa.

Łukasz Guza

 lukasz.guza@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.