Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Media jednym głosem przeciw ograniczeniom

20 grudnia 2016
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

WOLNOŚĆ SŁOWA Dziennikarze opowiadają się za utrzymaniem dotychczasowych zasad pracy w Sejmie. Mimo tego obóz rządzący zapowiada zmiany

Jeśli chcecie zmian, to je najpierw przedstawcie - apelowali do Stanisława Karczewskiego dziennikarze. Spotkania redaktorów naczelnych najważniejszych redakcji w Polsce z marszałkiem Senatu to pokłosie zapowiedzianych przez PiS zmian w organizacji pracy mediów w parlamencie oraz weekendowych protestów. W piątek większość mediów zorganizowała w ramach sprzeciwu wobec planowanych zmian regulaminu "Dzień bez polityków", a wielu dziennikarzy wyszło protestować na ulicę.

- Uważam, że odnieśliśmy sukces, bo wszystkie nasze postulaty zostały spełnione. Na razie sprowadzały się do dwóch kwestii: "Nic o nas bez nas", a do tego czasu żadnych zmian. Co dalej? Zobaczymy, jakie propozycje przedstawi marszałek i jak się odniesie do naszych merytorycznych uwag - mówi Jarosław Włodarczyk, prezes PressClub Polska. Pod listem tej organizacji do marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego, podpisali się redaktorzy naczelni 28 redakcji, w tym szef DGP Krzysztof Jedlak.

Karczewski obiecał na wczorajszym spotkaniu, że dziś dziennikarze zostaną wpuszczeni do parlamentu po kilkudniowej przerwie i do czasu wypracowania nowych reguł będą relacjonować prace parlamentarzystów na dotychczasowych zasadach. Ale zastrzegł równocześnie, że utrzymania status quo nie będzie.

Nowe zasady Karczewski obiecał przedstawić do 6 stycznia. Tłumaczył, że chodzi między innymi o stworzenie lepszych warunków pracy i wyliczał, że w parlamencie akredytowanych jest ponad 800 dziennikarzy.

- Jest bardzo dużo kamer telewizyjnych, które przeszkadzają sobie wzajemnie - przekonywał.

Tymczasem to właśnie konieczność pozostania przy dotychczasowych zasadach postulowali zgromadzeni w Sejmie dziennikarze. Gdy na sali padło pytanie, kto jest za wprowadzeniem zmian w dotychczasowym regulaminie, nikt nie podniósł ręki, nawet przedstawiciele Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich czy tygodnika "W Sieci", którzy odcięli się od protestów innych mediów w liście otwartym, sugerując, że to próba destabilizacji życia politycznego w Polsce.

- Nasza akcja nie miała politycznego szyldu, nie mieliśmy wpływu na to, jak wykorzystała ją opozycja. Nam chodziło o wolność słowa i nieskrępowany dostęp do informacji, a nie o ubeków. Nie stajemy ani po jednej, ani po drugiej stronie politycznego sporu. Nie robimy tego dla siebie, ale dla obywateli. W czasie tej akcji media wykazały niezwykłą solidarność ponad podziałami - tłumaczy Włodarski.

Według PiS w ramach nowych zasad pracy mediów w Sejmie tylko dwie osoby z redakcji mogłyby swobodnie poruszać się po głównym budynku parlamentu i tylko one miałyby wstęp na obrady. Reszta miała się zadowolić pracą w bocznym budynku, gdzie powstaje nowe centrum medialne. Jednocześnie nikt, oprócz mediów publicznych, nie mógłby rejestrować obrad żadnej z izb. Media i obywatele mieliby dostęp do zapisu obrad za pośrednictwem nagrań i stenogramów wypuszczonych przez parlament.

@RY1@i02/2016/245/i02.2016.245.000000200.801.jpg@RY2@

fot. Radek Pietruszka/PAP

Barbara Sowa

barbara.sowa@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.