Kasta rządzi
Nepotyzm: w budżetówce ograniczeń za mało, a u prywaciarzy dyskryminujące
Gdy słyszę od polityków "trzeba tępić nepotyzm w państwowych firmach i urzędach", myślę sobie - co za hipokryzja. Opozycja swoich grzechów nie pamięta. Klasyka gatunku, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdy rządziła koalicja PO-PSL, opozycja doliczyła się, że w latach 2008-2012 aż 23 z 81 członków kierownictwa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa miało w agencji członka rodziny lub bliską osobę. Wtedy Krzysztof Jurgiel (obecnie minister rolnictwa) zarzucił koalicji kumoterstwo i nepotyzm. A dziś za rządów PiS historia zawraca koło, bo media donoszą, że w agencjach rolniczych znaleźli zatrudnienie najbliżsi posłanki PiS, która przyjaźni się z ministrem Jurgielem. Takie bądź inne niechlubne przykłady (głośny ostatnio kazus Bartłomieja Misiewicza chociażby) można mnożyć, ale co istotne, trzeba przypisywać je różnym rządzącym. Dlatego może jednak ciszej nad tą trumną, co? Może przynajmniej do czasu, gdy zmienią się przepisy.
Dziś jednak hulaj dusza, piekła nie ma, bo ustawowego zakazu podejmowania pracy w instytucjach państwowych przez bliskich parlamentarzystów brak. Ograniczenia zatrudnienia członków rodziny znajdziemy m.in. w ustawach o pracownikach urzędów państwowych, o pracownikach samorządowych i o służbie cywilnej. Ale tu ciekawostka: pierwszą z nich uchwalono w 1982 r. i od tego czasu przepis ograniczający zatrudnienie członków rodziny nie był nowelizowany. Szerszy krąg osób wyłączonych od zatrudnienia został wprowadzony w ustawie o służbie cywilnej z 1996 r., ale przez 20 lat żaden z kolejnych rządów nie zaktualizował treści ustawy o pracownikach urzędów państwowych, by zapewnić ich wzajemną spójność. I co istotne, obecnie krąg krewnych, którzy nie mogą być zatrudnieni w urzędach, jest węższy niż w czasach II RP, gdyż nie obejmuje bratanków i siostrzeńców - piszą dziś specjaliści na łamach Kadr i Płac.
Problem nepotyzmu i kumoterstwa nie dotyczy jednak tylko podmiotów państwowych. Jeszcze gorzej może być w prywatnych, bo tu w prawie nie ma żadnych hamulców. Niektórzy pracodawcy próbują tworzyć je sami w kodeksach etyki czy dobrych praktyk, ale wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jak łatwo tu o zarzut dyskryminacji w zatrudnieniu. Mówiąc krótko - im dalej w las, tym więcej drzew, i tak sobie myślę, że gdyby zrobić eksperyment i w wybranych urzędach i firmach stworzyć drzewo genealogiczne rodów tam zatrudnionych, to efekty - czyli powiązania rodzinne - wyglądałyby jak kilkusetletni dąb.
@RY1@i02/2016/200/i02.2016.200.18300010a.801.jpg@RY2@
Marta Gadomska
redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu