Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Egzamin dojrzałości nas wszystkich

Globalna Flotylla Sumud płynie z pomocą humanitarną do Strefy Gazy
Globalna Flotylla Sumud płynie z pomocą humanitarną do Strefy Gazy
6 października 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Gdy – za sprawą opublikowanego nagrania – sieć obiegła informacja o porwaniu Franciszka Sterczewskiego przez izraelską armię, polskie media przypomniały sobie o pośle z klubu Koalicji Obywatelskiej. Parę nagłówków: „Dramat na międzynarodowych wodach. Kim jest zatrzymany poseł KO Franciszek Sterczewski?” (Business Insider Polska), „Sterczewski jest drugą kadencję posłem. Ma skromny majątek” („Fakt”), „Sterczewski zatrzymany przez wojsko Izraela. Sikorski ostro to skomentował” (naTemat.pl).

Z tekstów można się dowiedzieć, że „sytuacja finansowa” polskiego parlamentarzysty jest „raczej skromna”, bo zgromadził tylko „nieco ponad 11,6 tys. zł oszczędności w złotówkach i nie posiada żadnych lokat w walutach obcych ani papierów wartościowych”, a ponadto jest obciążony kredytem hipotecznym na kwotę 600 tys. zł, z którego spłacił „niespełna” 2 tys. zł. Poza tym znany jest z „udziału w licznych protestach”, a w 2021 r. „media obiegło nagranie, na którym poseł na granicy z Białorusią próbował przekazać migrantom torbę z jedzeniem i lekami”.

To wszystko prawda. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Franciszek Sterczewski wciąż jest bardziej aktywistą niż politykiem. Mimo zasiadania w ławach sejmowych od dwóch kadencji i obecności w jednym z największych klubów parlamentarnych jest outsiderem bez zaplecza politycznego. W sejmowych statystykach również niczym się nie wyróżnia – pod względem złożonych interpelacji, zapytań, podpisanych projektów poselskich czy udziału w głosowaniach plasuje się w środku stawki. Zasiada w dwóch komisjach – infrastruktury oraz sprawiedliwości i praw człowieka. – To ten typ parlamentarzysty, który nie ma żadnego znaczenia. Przemknie, podpisze listę, pojawi się na komisji, usiądzie z tyłu sali. Ale tak naprawdę nikogo nie obchodzi, czy jest, czy go nie ma – słyszymy w KO, gdy pytamy o popularnego „Franka”. – W pierwszej kadencji był chyba bardziej zauważalny niż w drugiej – mówi inna z jego klubowych koleżanek. – Nikt go i tak nie traktuje poważnie – dodaje trzeci z naszych rozmówców.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.