Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Poniedziałek zaczyna się w sobotę

18 kwietnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

P ojawiające się tu i ówdzie mrzonki o polsko-ukraińskiej federacji spełniły się w jednym aspekcie: umiejętności zaskakiwania partnera niespełnianiem poczynionych uzgodnień. Najnowsza historia rozmów Warszawy z Kijowem obfituje w takie przykłady, które jednak, co wypada podkreślić, nie rzutują na ogólnie dobry stan ani strategiczne znaczenie naszych stosunków.

Przedstawmy krótką chronologię rozwiązywania kryzysu zbożowego. 6 kwietnia w Warszawie gości Wołodymyr Zełenski. Ukraiński prezydent jest przyjmowany z największymi honorami. Goście i gospodarze prześcigają się w podkreślaniu, jak dobre i pełne zaufania są dwustronne relacje. Obie strony ostrożnie dobierają słowa, gdy mowa o sprawach trudniejszych, jak historia czy zboże, ale zapewniają, że zręby ugody w sprawie ziarna zostały dograne. Teraz trzeba je tylko uszczegółowić i przelać na papier.

Zajmują się tym ministrowie rolnictwa Polski Robert Telus i polityki agrarnej Ukrainy Mykoła Solski. 7 kwietnia politycy spotykają się w Dorohusku. Założenie jest proste: zboże nie może zalewać polskiego rynku, ale też Ukraina nie może stracić okna na świat. Porozumienie ma zakładać wzmocnioną kontrolę tranzytu. Solski powie nawet później, że Warszawa ze zrozumieniem odnosiła się do postulatu zwiększenia tranzytu przez nasz kraj do portów bałtyckich, holenderskich i niemieckich. Kijów chciał powalczyć o zachowanie kontrahentów z Afryki i Azji, a Polska miała mu w tym nadal pomagać. 14 kwietnia Solski i Telus przez telefon potwierdzili te założenia i umówili się na spotkanie w Warszawie – w poniedziałek, 17 kwietnia, gdzie układ miał zostać podpisany.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.