Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Gesty w sosie globalnej polityki i wojny polsko-polskiej

Joe Biden wchodzi w etap ostrej kampanii, w której jego rywalem będzie Donald Trump
Joe Biden wchodzi w etap ostrej kampanii, w której jego rywalem będzie Donald Trumpfot. Shawn Thew/EPA/PAP
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

A ndrzej Duda w amerykańsko-brukselskie tournée jedzie z ambitnym przesłaniem. Tak przynajmniej mówił w kontekście wczorajszego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Według polskiego prezydenta trzeba dążyć do podwyższenia minimalnego limitu wydatków państw sojuszniczych na zbrojenia z obecnych 2 do 3 proc. PKB.

Trzeba przyznać, że cel równie ambitny, co – na dziś – nierealny. Chyba że chodzi o pogorszenie i tak już kiepskich statystyk natowskich dotyczących wydatków na obronność. Bo skoro w 2023 r., a więc już dawno po agresji Rosji na Ukrainę, tylko 11 na 31 państw Sojuszu (jeszcze bez Szwecji, która dołączyła do NATO dopiero teraz) przekraczało 2-proc. pułap, to podwyższenie tego limitu o połowę – jak chce Andrzej Duda – spowodowałoby, że w zeszłorocznych warunkach ten cel osiągnęłyby raptem trzy kraje: Grecja, Stany Zjednoczone i Polska. Pytanie, czy jest sens wychodzić dziś z takim postulatem. Czy może lepiej byłoby motywować maruderów do osiągnięcia pułapu, na który wszyscy w 2014 r. się umówili, że osiągną w ciągu dekady. A jeśli to drugie, to oczywiście pytanie, jak to zrobić – czy prośbą (poprzez apele, czemu zapewne przysłuży się wizyta Tuska i Dudy w Białym Domu), czy groźbą (jak to zrobił ostatnio Donald Trump). Ewentualnie za nas wszystkich może zdecydować Putin, ale tego wolelibyśmy uniknąć. Choć oczywiście rosyjska groźba powoduje, że przynajmniej przez kilka lat wszystkie kraje Paktu powinny, jeśli chodzi o wydatki zbrojeniowe, wrzucić wyższy bieg.

Tak wysoko zawieszona przez prezydenta poprzeczka rodzi także pytanie o to, jaki będzie realny uzysk z amerykańskiej wyprawy dwóch czołowych polskich polityków. Jak dotąd ani z kancelarii premiera, ani z Pałacu Prezydenckiego nie było słychać o konkretach, z którymi głowa państwa czy szef rządu planują wrócić do Polski – czy to w postaci deklaracji amerykańskiej administracji o zwiększeniu obecności jej żołnierzy, dostaw sprzętu, czy umów gospodarczych. Niczego nie można przesądzić, bo często takie „dobre nowiny” trzyma się do ostatniej chwili w tajemnicy, niemniej na razie można się spodziewać przede wszystkim gestów i sporej dawki waszyngtońskiej celebry.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.