Kampania, jakiej jeszcze nie było
N ie wiem, kto wygra wybory europejskie, ale wiem, że będzie to kampania, jakiej dotąd nie widzieliśmy. I to z co najmniej czterech powodów.
Na pewno frekwencja w maju będzie najwyższa w historii. Nie dlatego, że Polacy nagle zrozumieją mechanizmy wyboru i docenią wagę Parlamentu Europejskiego, ale dlatego, że coraz wyraźniej widać, że poszczególne ugrupowania traktują wiosenny pojedynek jako pierwszą turę jesiennych wyborów parlamentarnych. Pierwszy raz zdarza się bowiem tak, że od wyborów europejskich do parlamentarnych będzie nas dzieliło zaledwie pół roku. Mobilizacja będzie powszechna i każdy będzie starał się maksymalnie naciskać na swoich wyborców, by poszli do urn. PiS i PSL silne na prowincji będą próbowały udowodnić, że elekcja europejska nie musi być zdominowana przez elektorat miejski. A opozycja anty-PiS, silna w dużych miastach, zamierza przyciągnąć jak największe grono wyborców do urn, licząc, że tylko to może przynieść klęskę PiS (partia rządząca akurat tych wyborców będzie się starała uspokoić i zniechęcić do udziału w wyborach). Z kolei Robert Biedroń zadba o to, by skusić wyborców, którzy do urn się nie kwapili zniechęceni wojną PiS vs anty-PiS.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.