Prezes nie odleciał. Zarządza elektoratem
W torkowe przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, w którym prezes wezwał członków PiS i sympatyków do obrony Kościoła, zostało odebrane jako wyraz oderwania od rzeczywistości. Słychać, że Kaczyński stracił słuch społeczny. Ale to nie musi być prawda. Co mógłby powiedzieć w telewizyjnym wystąpieniu szef PiS, by uspokoić nastroje? Jedyną ofertą, którą w tej chwili jest w stanie przyjąć ulica, jest dymisja rządu i zapowiedź daleko idącej liberalizacji prawa aborcyjnego. Żadne półśrodki nie zadowolą protestujących. Protestujących, którzy w przeważającej większości nigdy nie należeli i nie będą należeć do elektoratu Prawa i Sprawiedliwości.
W przeciwieństwie do wsi i małych miasteczek. Do tej pory to była bezpieczna strefa komfortu PiS. Demonstracje w obronie konstytucji, później wolnych sądów czy parady równości, w zasadzie nie istniały na prowincji. Poza pojedynczymi incydentami ludzie mieszkający np. w małych miasteczkach jechali po prostu protestować do większych ośrodków. Teraz sytuacja jest inna. Internet obiegają zdjęcia i filmy z Oleśnicy, Jasła, Warki, Miastka czy Olecka. Nie omijają nawet matecznika PiS w postaci Podkarpacia czy Podhala.
Dla zwyczajnych ludzi, mieszkających w miejscowościach, gdzie na rządzące ugrupowania głosowała większość populacji, karmionych na co dzień tępą propagandą z TVPInfo czy telewizyjnych wiadomości, odgłosy okrzyków na spokojnych dotąd ulicach są czymś niezrozumiałym. Nieśledzący na co dzień wydarzeń politycznych sympatyk rządzącej koalicji nie wie, skąd nagle wziął się ten tłum wykrzykujący wulgarne hasła nie tylko w stosunku do rządu, ale i przeciwko Kościołowi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.