Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Śnieg pozrywał kilometry linii energetycznych

2 lipca 2018

Przyczyna wszystkich wczorajszych awarii w południowo-wschodniej i centralnej Polsce była jedna - osiadający na drzewach mokry śnieg łamał gałęzie, które uszkodziły linie energetyczne.

Sytuacja zaczęła wracać do normy dopiero późnym popołudniem, jednak nie wszystkie awarie udało się wczoraj usunąć. Pierwsze oznaki zbliżającej się katastrofy zaobserwowali jeszcze przed świtem energetycy z Białegostoku i Zamościa. W tym samym momencie w wielu miejscach sieci przesyłowe zostały zerwane. - Wiał bardzo silny wiatr, przez cały czas sypał śnieg. Mokry i ciężki osadzał się na konarach drzew, które spadały na kable - opisuje Andrzej Piekarski z PGE Dystrybucja-Wschód.

Drzewa runęły na linie

Wiatr był tak silny, że niszczył nie tylko linie prowadzące do pojedynczych domów, ale również te potężne, zasilające całe miasta: linię o mocy 400 kilowoltów łączącą Białystok z elektrownią. Podobnie było w Zamościu, gdzie wiatr zerwał linię 110 kV. Firmy energetyczne natychmiast ogłosiły alarm i na nogi postawieni zostali wszyscy pracownicy oraz kooperujące firmy zewnętrzne. Ile dokładnie osób walczyło z awarią? Te informacje firmy utrzymują w tajemnicy.

Około 7 rano prądu nie było w Siemiatyczach, dużych częściach Białegostoku i Zamościa. Wszędzie przyczyna awarii była ta sama: pękające pod ciężarem śniegu gałęzie uderzające w linie energetyczne. Usuwanie awarii jest czasochłonne, gdyż najpierw energetycy musieli zlokalizować miejsce awarii. - Stacje potrafi dzielić nawet 10 kilometrów. Najpierw musimy znaleźć miejsce, gdzie spadł konar. Dopiero później wzywamy ekipę - tłumaczy jeden z pracowników PGE. Inny dodaje: - To nie jest skomplikowana praca, ale niebezpieczna. Gałęzie czy nawet całe drzewa mogą się w każdej chwili zawalić. Kable są dosłownie w strzępach.

Śnieg dotarł do centrum kraju

Wraz z pogarszaniem się pogody coraz liczniejsze awarie występowały na terenie woj. mazowieckiego. Rano prądu nie było w miastach w okolicy Warszawy: Wołominie, Otwocku, Sulejówku i Celestynowie. Podobnie było w większych miastach, takich jak Mińsk Mazowiecki, Siedlce czy Garwolin. - Sytuacja stale się pogarsza - relacjonowała wczesnym popołudniem Katarzyna Burda-Mazurek, rzecznik Zakładu Energetycznego Warszawa- -Wschód. Prawdopodobnie w szczytowym momencie - około godziny 13 - na samym Mazowszu prądu nie miało 600 tysięcy osób.

Słabsze uderzenie w miasta

Problemy z energią nie były bardzo odczuwalne w samej Warszawie, chwilowe przerwy miały miejsce jedynie w dzielnicach oddalonych od centrum. Podobnie awarii nie odczuli mieszkańcy innych wielkich polskich miast. - Przyczyna leży w specyfice sieci energetycznej w miastach i na prowincji. W aglomeracjach jej największa część znajduje się ukryta pod ziemią, dlatego warunki atmosferyczne nie mają na nią takiego wpływu - tłumaczy profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. - Narażone są za to sieci, które przecinają lasy. Dodatkowo sytuację pogarsza fakt, że na drzewach są jeszcze liście, które przytrzymują ciężkie warstwy śniegu - dodaje. Dopiero późnym popołudniem z terenu zaczęły napływać lepsze informacje: liczba zgłoszeń o lokalnych awariach zaczęła powoli maleć. Prąd udało się przywrócić np. mieszkańcom Siemiatycz. Podobnie było w okolicach Warszawy, gdzie powoli usuwano kolejne czarne plamy na energetycznej mapie.

- Sytuacja się poprawia, ale wszystko zależy od pogody - mówił późnym popołudniem Jacek Strzałkowski, rzecznik PGE.

Premier uspokaja

Jako "pozostającą pod kontrolą" sytuację określił premier Donald Tusk, który na konferencji prasowej o godzinie 15.40 mówił: - Sytuacja jest bardzo dramatyczna, przykra z punktu widzenia rodzin, które czasowo są pozbawione prądu. Nie ma jednak sytuacji określanej jako black-out, nie ma wielkiej awarii w centrum energetycznym czy elektrowni - tłumaczył. Premier nawiązał do sytuacji z kwietnia 2008 roku, gdy na kilkadziesiąt godzin mieszkańcy Szczecina przenieśli się w XIX wiek. Wtedy wszystkie linie energetyczne zasilające miasto zerwały się pod ciężarem mokrego śniegu. - To pogoda spowodowała awarię i tylko od niej zależy, jak szybko energetycy sobie z nią poradzą - tłumaczy profesor Mielczarski.

Robert Zieliński

robert.zielinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.