DSS: na specjalnych prawach, bez specjalnego nadzoru
Bankrut, Dolnośląskie Surowce Skalne, dostał kontrakt na autostradę między Łodzią a Warszawą
Warszawski sąd bankructwo giełdowego DSS ogłosił 17 kwietnia i zaraz wyznaczył syndyków. To wstrząsnęło całą branżą budowlaną. Choć decyzja jest prawomocna, to zarząd kierowany przez prezes Małgorzatę Then się nie poddaje. Zamierza walczyć o przetrwanie spółki. - Sytuacja wymknęła się spod kontroli jesienią, po śmierci prezesa Jana Łuczaka. Tylko on panował nad skomplikowaną inżynierią finansową tej firmy - mówi DGP osoba z branży budowlanej.
A wtedy DSS przejęły kontrakt na dokończenie odcinka autostrady po rezygnacji chińskiego COVEC. Jednak kondycja spółki była zła, o czym administracja państwowa powinna wiedzieć. - Jak to możliwe, że nikt nie wyciąga konsekwencji wobec firmy, która przez dwa lata nie płaci za sprywatyzowane kopalnie w Złotoryi. Domagam się szczegółowych wyjaśnień od ministrów skarbu państwa i transportu - mówi poseł i były minister infrastruktury Jerzy Polaczek (PiS).
Faktycznie - jeszcze na miesiąc przed upadłością minister transportu Sławomir Nowak zapewniał, że sytuacja DSS była i jest na bieżąco weryfikowana i nie budzi wątpliwości. A wczoraj w Sejmie wiceminister skarbu Tomasz Lenkiewicz zapewniał, że spółka była "ponadstandardowo sprawdzana".
- Siła DSS tkwiła w znajomościach prezesa Łuczaka - mówi menedżer obecny w branży budowlanej od wielu lat. Przyznaje, że w 2011 r. do niego też dzwonił Kazimierz Marcinkiewicz, namawiając na spotkanie z prezesem Łuczakiem. - To traf losu, że nie ma mnie na tych fakturach. Chodziło o wciągnięcie nas w konsorcjum, które przejmie odcinek po Chińczykach, ale nie byłem zainteresowany - wyjaśnia.
Oficjalnie o wyborze wykonawcy zdecydowano w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w lipcu 2011 r. - Wykonawcy kontynuacji budowy dwóch odcinków autostrady A2 pomiędzy Łodzią i Warszawą zostali wyłonieni w trybie z wolnej ręki - wyjaśnia DGP Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA.
Z tej możliwości drogowcy korzystają bardzo rzadko. Nigdy dotąd w przypadku kontraktów o wartości kilkuset milionów złotych. Ale oddanie kierowcom na Euro trasy łączącej Warszawę z Europą Zachodnią obiecał premier Tusk. Zdecydowano się pójść na skróty.
- Tryb wyboru wykonawców został uzgodniony z ministrem infrastruktury - tłumaczy Urszula Nelken. Za obronę interesów DSS w tym resorcie pieniądze pobierał Marcinkiewicz, o czym świadczą faktury będące w posiadaniu DGP.
Nelken zastrzega jednak, że GDDKiA w sprawie przyspieszonego przetargu zasięgała opinii prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Żeby dostać się do negocjacyjnego stołu, firmy budowlane musiały najpierw zaakceptować ostre warunki postawione przez drogowców - zgodzić się na objęcie gwarancjami robót wykonanych przez Chińczyków oraz przejąć projekty budowlane i wykonawcze COVEC.
Kontrakt na drugi odcinek dostały właśnie DSS, które nigdy dróg nie budowały, a jedynie dostarczało kruszec. Zlecenie otrzymały dzięki namówieniu do udziału w konsorcjum niemiecko-czeskiej spółki Boegl & Krysl. Obaj wykonawcy wynegocjowali stawki łącznie o blisko 500 mln zł wyższe od tych, za które trasę gotowi byli wcześniej zbudować Chińczycy, ale zgodzili się na stawiane warunki. Choć branża była zbulwersowana.
Maciej Szczepaniuk
Robert Zieliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu