Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Blisko 700 szkół do zamknięcia

28 czerwca 2018

Gminy likwidują placówki, bo subwencja oświatowa nie pokrywa nawet połowy wydatków na ich utrzymanie. Winny jest niż demograficzny

Co roku z mapy kraju znika średnio ponad 300 szkół. W tym roku może być jeszcze gorzej. Z danych zebranych przez DGP z 16 kuratoriów wynika, że do zamknięcia przeznaczonych jest 665 placówek. Ta liczba może być jeszcze wyższa.

- Liczenie będzie trwało nawet w pierwszym tygodniu marca, bo gminy podejmują takie decyzje w ostatnim tygodniu lutego, a nawet dniu - potwierdza Jacek Wojtas, kurator podkarpacki.

Powody zamykania szkół są zawsze te same - względy ekonomiczne i demograficzne. Gminy likwidują wszystkie typy placówek, począwszy od przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów, ponadgimnazjalnych, a na internatach kończąc.

Wszystko do likwidacji

Z sondy DGP wynika, że najwięcej placówek przeznaczonych do zamknięcia lub przekształcenia jest w woj. lubelskim, bo aż 90, w mazowieckim 82, a podkarpackim 60. W przypadku Mazowsza aż 10 z wytypowanych to szkoły podstawowe, w zachodniopomorskim - 8. Podobnie jest w województwie warmińsko-mazurskim. Do śląskiego kuratorium również wpłynęło dziewięć uchwał o zamiarze zamknięcia podstawówek, 10 w świętokrzyskim i aż 11 w Małopolsce.

Wśród zamykanych placówek są również takie, które nie prowadzą od lat naboru, ale formalnie istnieją, a także szkoły dla dorosłych, np. licea profilowane. Te ostatnie zgodnie z nowelizacją ustawy z 19 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. nr 205, poz. 1206) mają zostać wygaszone do 2015 r.

- W przypadku 54 szkół zamiar liwidacji związany jest z porządkowaniem sieci placówek, które już nie funkcjonują, oraz zmianami w strukturze szkolnictwa ponadgimnazjalnego - potwierdza Andrzej Kulmatycki, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Warszawie.

Niż i wysokie koszty

Główny powód, jaki podają samorządy, wyznaczając placówki do likwidacji, to niż demograficzny i wysokie koszty.

- Likwidujemy trzy szkoły podstawowe, bo nie zamierzamy finansować nauczania indywidualnego. W klasach I-III jednej ze szkół jest zaledwie 14 uczniów - wyjaśnia Ignacy Gierada, wójt gminy Pawłów (woj. świętokrzyskie).

Tłumaczy, że koszty dowożenia dzieci do innych placówek są znacznie niższe od utrzymywania pustych budynków i nauczycieli.

Podobnych argumentów używają inni samorządowcy.

- Co roku dopłacamy do oświaty dwa miliony. Zdecydowaliśmy, że w dwóch podstawówkach połączymy klasy. W jednej z nich będą klasy I-III, a w drugiej IV-VI - przedstawia Andrzej Zabłocki, burmistrz miasta i gminy Witnicy (woj. lubuskie).

Podkreśla, że dzięki temu zaoszczędzi rocznie pół miliona złotych, bo samorząd ograniczy liczbę nauczycieli.

- Likwidujemy jedną szkołę, bo uczy się w niej zaledwie 40 uczniów. W efekcie do jednej złotówki subwencji dokładamy drugie tyle. Uczeń kosztuje nas kilkanaście tysięcy złotych rocznie - wylicza Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda.

Dodaje, że po likwidacji koszty spadną nawet do 800 tys. zł rocznie.

Tydzień na decyzje

Zanim jednak gminy zaoszczędzą pieniądze, muszą zmierzyć się z procedurą. Do 28 lutego radni mają czas na podjęcie uchwał o zamiarze likwidacji placówek oświatowych. W tym samym dniu muszą je wysłać m.in. do kuratorium z prośbą o wydanie opinii.

- Nie jest ona wiążąca dla gminy, ale organ musi się do niej ustosunkować. W przeciwnym wypadku może zostać zakwestionowana przez wojewodę lub sąd administracyjny - argumentuje Jacek Wojtas.

Wskazuje, że najważniejsze jest prawidłowe powiadomienie rodziców co do przyszłości placówki. Część gmin organizuje zebrania dla mieszkańców, a inne decydują się na pisemne powiadamianie każdego z osobna.

- Jeśli jednak okaże się, że np. na pół tysiąca rodziców nie udało się powiadomić kilku, to trudno taką uchwałę zakwestionować - wyjaśnia Mirosław Chrapusta z wydziału prawa i nadzoru Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Wskazuje również, że częstym błędem, jaki popełniają gminy jest brak konsultacji uchwał o zamiarze lub likwidacji ze związkami zawodowymi.

- Gmina powinny też pamiętać, że jeśli w piśmie o zamiarze zamknięcia placówki wskazała, że np. w jej miejsce powstanie filia, a w ostatecznej uchwale nie będzie wzmianki o tym przekształceniu, to cała procedura, w tym konsultacje, trzeba powtórzyć od nowa - ostrzega Mirosław Chrapusta.

Związki kontra wójt

Na przeszkodzie w podejmowaniu decyzji o zmniejszeniu liczby placówek stają m.in. lokalna społeczność, nauczyciele, a także oświatowe związki.

- Wykorzystujemy procedury przepisów administracyjnych. Interweniujemy u wojewody i uczestniczymy w postępowaniach przed sądem. Również one kwestionują zapisy uchwał i uzasadnienia do nich - wskazuje Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury Forum Związków Zawodowych.

Związek Nauczycielstwa Polskiego idzie dalej i blokuje nawet te decyzje, które są uzasadnione (bo np. w szkołach jest zaledwie kilku uczniów). Również kuratoria starają się utrudniać likwidacje placówek przez samorządy.

- Sprawdzamy, czy po likwidacji zostanie uczniom zapewniony dowóz do innych placówek i czy gmina opracowała nową sieć szkół - argumentuje Jan Wojtas.

Podkreśla, że jeśli radni zapomną o tym przy procedurze zamykania szkół, ich plany mogą ulec przesunięciu.

@RY1@i02/2013/037/i02.2013.037.18300060e.802.jpg@RY2@

Działania samorządów w zakresie placówek oświatowych

Artur Radwan

artur.radwan@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.