Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Tu postępowi edukatorzy, tam Ciemnogród. I szafa gra

1 września 2025
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

K iedy jeszcze do szkoły chodziły moje własne dzieci, nie byłem, jak mi się zdaje, rodzicem postępowym. Seks w szkole ograniczałbym do lekcji biologii, a lekcje, podczas których chłopaki nakładałyby sukienki, by mieć impuls do refleksji nad wyborem własnej drogi życiowej, ograniczałbym do zajęć bardzo pozaszkolnych. Tyle że dzisiaj świat dzieci i młodzieży wymknął się rodzicom. Spór o obowiązkowość edukacji „zdrowotnej” jest sporem z poprzednich sezonów. „Świństwa”, o których uczenie oskarżył resort były minister edukacji, Przemysław Czarnek, nawet gdyby były w szkole uczone, byłyby niczym w porównaniu ze świństwami, które przeciętny piątoklasista wnosi codziennie do szkoły – wraz ze swoim smartfonem, który najprawdopodobniej dostał na urodziny od kochających rodziców.

No właśnie. Jeżeli jest jakaś poruszająca nutka wokół „edukacji zdrowotnej”, to taka, że wprowadzenia tego przedmiotu nie żądali od ministerstwa rodzice. W konsekwencji to przedmiot na pół gwizdka, który przykryje szkolna rutyna. Bo program wielu przedmiotów jest przeładowany i przedmioty dziwne (wychowanie obywatelskie, przedsiębiorczość, plastyka, religia itd.) zawsze spadają do drugiej ligi. Nie pomoże w poważnym traktowaniu nowego przedmiotu to, że wskutek gromkich deklaracji PiS, może być on pierwszym do likwidacji po nowych wyborach – jak zdarzyło się to historii i teraźniejszości, jedynej może cennej innowacji w szkole przeprowadzonej przez PiS.

Tak, przedmiot będący oczkiem w głowie pani minister jest wprowadzany tak, jak zwykle wprowadza się w Polsce zmiany edukacyjne – odgórnie. Wielokrotnie wielu znawców ubolewało nad tym, że kolejni włodarze Ministerstwa Edukacji nie podejmują się roli liderów, lecz właścicieli firmy. Lider przede wszystkim dba o to, co już dzieje się dobrego w firmie i swoją aktywnością stara się nadać energii już istniejącemu, zmienionemu kursowi. Właściciel zbiera menedżerów, dyktuje im światłe pomysły, a ci mają wprowadzić je w życie. W tej pierwszej wizji nauczyciele są tym zarządzanym przedsiębiorstwem, w tej drugiej są jej robotnikami.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.