Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zewnętrzne kontrole ocenią szkoły

3 lipca 2018

Za dwa miesiące do polskich szkół wkroczą zupełnie nowe kontrole. Po raz pierwszy pracę szkół będą oceniać nie pracownicy kuratorium, a specjalnie przeszkoleni dyrektorzy placówek oświatowych. Szkolenia właśnie się rozpoczęły.

Do tej pory oceny dokonywał wizytator z kuratorium. Pod koniec marca do szkół wejdą na kilka dni dwie osoby z zewnątrz, które sprawdzą, jak są prowadzone lekcje, przejrzą dokumentację, ale także dowiedzą się, jak się w szkole czują uczniowie i jaki jest kontakt nauczycieli z rodzicami. Kontrolerzy będą rozmawiać z uczniami, robić grupy fokusowe lub dawać rodzicom ankiety do wypełnienia. Na końcu sporządzą raport, w którym szkoły otrzymają 16 ocen od A do E. - Skorzystają z tego nie tylko dyrektorzy, ale także uczniowie przy wyborze szkoły. Nie dla każdego jest precież najważniejszy wynik końcowych egzaminów - mówi współtwórczyni projektu Joanna Berdzik, prezeska Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Nowy pomysł resortu budzi jednak wiele obaw. - Będą nas oceniać osoby z zewnątrz, a przecież najgłębszą wiedzę mają ci, którzy szkołę znają od dawna - przekonuje Danuta Kozakiewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie. Pojawia się także zarzut, że każde nowe rozporządzenie to stosy papierów i kolejne absurdy biurokratyczne. Z kolei posłanka PiS Marzena Machałek, wiceszefowa podkomisji ds. edukacji, ostrzega, że ten sposób oceniania może prowadzić do stworzenia kolejnego wyścigu szkół w rankingach: tym razem od A do E.

Jeszcze bardziej surowo ocenia program znany łódzki nauczyciel Dariusz Chętkowski. "Do tej pory mieliśmy wizytatorów, teraz będą nosić nazwę ewaluatorów. Czy oprócz zmiany nazwy nastąpi jeszcze zmiana stylu pracy tych urzędników? Moim zdaniem wizytator ma się tak do ewaluatora jak ksiądz chodzący po kolędzie do inkwizytora" - napisał na swoim blogu polonista z XXI LO w Łodzi. I dodał: "Nic dziwnego, że dyrektorów trzeba do tego procesu przygotować, aby współpracowali z inkwizytorem, pardon, z ewaluatorem, i wskazywali, których nauczycieli należy wziąć na tortury, a potem spalić na stosie".

Nowej oceny broni Grzegorz Mazurkiewicz, koordynator projektu z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przyznaje, że rzeczywiście najpoważniejszy problem, z jakim się spotykał podczas programu pilotażowego, to właśnie nastawienie pedagogów. - Wielu nauczycieli i dyrektorów cały czas stara się odgadnąć, jakie oczekiwania ma system, tak aby je spełnić, otrzymać dobry wynik, a potem umyć ręce i uważać, że się ma spokój na kolejne pięć lat - ubolewa Mazurkiewicz. I dodaje, że nowy system nie jest kolejnym rankingiem. - Chodzi o pomoc dla szkół, które będą wiedziały, w których obszarach warto popracować. Tymczasem to sami pedagodzy mają urzędniczo-biurokratyczne nastawienie, choć tego się od nich nie wymaga - dodaje.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.