Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Biznesplan dla polskiej szkoły

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Czy edukacja jest biznesem? Czy szkoła to przedsiębiorstwo? A matury opłacają się nam, podatnikom? A dotacja dla szkół wyższych - czy się nam zwraca?

Negatywne odpowiedzi na takie pytania stanowią nieraz tarczę dla jakiejkolwiek zewnętrznej, racjonalnej oceny działań edukacji. Szlachetnym wypowiedziom, że edukacja to coś więcej niż biznes, towarzyszy bowiem ukryty przekaz - wara postronnym od tego, co robię. Zwłaszcza że niczego innego robić nie potrafię.

Wykłady z niepotrzebnej dziedziny są potrzebne - wykładowcom. Przedmioty szkolne, których dalsze trwanie wymagałoby wyjaśnienia, nieraz by się po prostu nie obroniły. Podobnie jak tabelka "przywileje szlacheckie w XV wieku" oraz przedziwne diagramy więzi społecznych. Na wszelki wypadek nie dopuszczę zatem do jakiejkolwiek racjonalności w ocenie mojej pracy. A już zwłaszcza finansowej. Tak, edukacja, podobnie jak rodzina, służba zdrowia czy telewizja, to coś więcej niż biznes. Nawet - znacznie więcej. Paradoksalnie widać to jednak dopiero wtedy, kiedy przeprowadzić proste rozumowanie inwestycyjne: po co? na co? ile?

Nakłady na szkolnictwo są olbrzymie i ocena sensu ich ponoszenia jest więcej niż zasadna. Jak żyję, nie pamiętam, aby taka dyskusja została w Polsce przeprowadzona. Propozycje, by stosować ją w sektorze szkolnictwa wyższego, gdzie akurat relacja kosztów do zysków jest najłatwiejsza do przeprowadzenia, traktowana bywa przez środowisko akademickie niczym cios w cywilizację.

Co mogłaby nam pokazać analiza finansowa w stosunku do szkół niższego szczebla? Prawdopodobnie to, że w Polsce wydaje się pieniądze na uczenie przedmiotów szkolnych, nie na same szkoły. Jeżeli uda się gdzieś podnieść poziom uczniów na przykład z chemii - istnieje spora szansa, że ktoś z tzw. decydentów to zauważy. Przy odrobinie szczęścia zmiany pokażą nawet sławne pomiary edukacyjne PISA. Natomiast jeżeli zdarzy się, że dzieciaki zaczną lubić swoją szkołę, nie znajdzie to nigdzie odzwierciedlenia. Polska szkoła od poziomu gimnazjum pozostaje bowiem federacją przedmiotów.

Najtrudniej policzyć te nakłady, które są najważniejsze. A najważniejsze jest, aby szkoły polskie opuszczali absolwenci zaciekawieni światem (i to tym realnym, a nie tylko komputerowym), zmyślni, łatwo uczący się - i na dodatek chętnie. Dzieci przychodzące do pierwszych klas podstawówki są podekscytowane szkołą. Na ogół wcześniej czy później ktoś im jednak wbije do głów, że szkoła to fabryka stopni, a nie przygoda.

Być może naprawdę dobry "biznesplan" polskiej edukacji uwzględniłby, że entuzjazm, zborność i zdrowie psychiczne są bezcenne.

@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.186.002c.001.jpg@RY2@

Jan Wróbel

Jan Wróbel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.