Dziennik Gazeta Prawana logo

Studia zamawiane dla humanistów

27 czerwca 2018

PROFESOR LENA KOLARSKA-BOBIŃSKA Z rektorami uczelni publicznych i niepublicznych wypracujemy system finasowania szkolnicwa wyższego. Naukowcy będą też rzadziej musieli stosować przetargi

Czy będzie pani kontynuowała prace swojej poprzedniczki?

Nie zamierzam wywracać wszystkiego do góry nogami. Zawsze byłam przeciwna sytuacjom, gdy przychodzi nowy minister i wstrzymuje wszystkie zmiany, których dokonał poprzednik. Mamy w Polsce złą praktykę wycofywania zmian jeszcze przed porządną oceną skutków ich działania. Ministerstwo przez ostatnie lata zapoczątkowało wiele pozytywnych zmian. Teraz trzeba je monitorować, poprawiać to, co najbardziej uwiera środowisko naukowe. Mamy podwaliny, solidną podstawę, by ruszyć do przodu. Dlatego oprócz oceny zmian trzeba szybko przygotować nowe koncepcje funkcjonowania szkolnictwa wyższego.

Chciałaby pani wprowadzić coś, czego wcześniejszy minister nie uwzględnił w swoich planach?

Musimy włączyć naukę i szkolnictwo wyższe w budowę nowoczesnej Polski. Pracując nad takim szerszym, wieloletnim spojrzeniem, jednocześnie będziemy prowadzili cztery nowe ustawy w Sejmie.

W tym o zamówieniach publicznych?

To jest priorytet. Zmiana w prawie o zamówieniach publicznych ułatwi życie naukowcom. Rząd zaproponował, by nauka i kultura mogły korzystać ze specjalnych udogodnień. Dotychczasowe bariery w zamówieniach publicznych hamowały wiele przedsięwzięć. Próg, od którego obowiązywać będą procedury przetargowe, zostanie podniesiony w projektach naukowych do 200 tys. euro. To duże novum. Już udało się przyspieszyć prace legislacyjne nad tym projektem. Liczymy, że naukowcy skorzystają z tych ułatwień w pierwszym kwartale 2014 r.

Rektorzy uczelni niepublicznych są zawiedzeni, że resort chce usunąć z ustawy przepis gwarantujący im dotację.

To wymóg określony przez Trybunał Konstytucyjny. W wyroku orzekł, że przepis ustawy z 2005 r. był niezgodny z konstytucją. W naszych nowych propozycjach, przyjętych we wtorek przez rząd, uwagi Trybunału zostały już uwzględnione. Ale musimy wypracować z uczelniami publicznymi i niepublicznymi nowe propozycje. Teraz czas na nowe kroki.

TK wskazał też, że warunki dotowania uczelni niepublicznych mogą zostać wpisane do ustawy. Dlaczego resort się na to nie decyduje?

To nie takie proste. Mówimy o dysponowaniu środkami publicznymi, pieniędzmi podatników. Jeśli mamy zdecydować o przekazaniu części tych środków do niepublicznych szkół wyższych, musimy precyzyjnie określić, na jakich warunkach. I o tych warunkach muszą wspólnie rozmawiać ministerstwo, uczelnie publiczne i niepubliczne, organizacje rektorów. Potrzebny jest rządowy program rozwoju szkolnictwa wyższego do 2020 r., a system finansowania uczelni powinien być jego ważną częścią.

Co będzie pani brać pod uwagę w tym zakresie?

Uczelnie funkcjonują w trudnych warunkach, mamy niż demograficzny, określony budżet na szkolnictwo wyższe, ale i ważne cele rozwoju Polski, które chcemy realizować. Część uczelni niepublicznych domaga się, by państwo traktowało je na równi z publicznymi. Jednocześnie argumentują, że nie mogą być traktowane jednakowo, bo nie mogą konkurować z sektorem publicznym. Powstały one dopiero na początku lat 90. i ich potencjał jest znacząco mniejszy niż uczelni istniejących dziesiątki albo i setki lat. To trzeba wyważyć. Konstytucja mówi, że rząd ma obowiązek finansowania szkolnictwa publicznego i możliwość dofinansowania sektora niepublicznego. Wypełnia oba te zadania. Często myślimy, że uczelnie niepubliczne nie korzystają w ogóle ze środków budżetowych. To nie jest prawda. Ich studenci dostają stypendia socjalne i za wyniki w nauce na identycznych zasadach, jak w uczelniach publicznych. Te uczelnie niepubliczne, które prowadzą badania naukowe, dostają na to środki. Korzystają z dotacji projakościowej, na przykład na poprawę programów studiów. Na tych samych zasadach co uczelnie publiczne konkurują o fundusze unijne.Więcej pieniędzy dla uczelni niepublicznych oznacza ich ograniczenie dla publicznych. Dlatego musimy wynegocjować wspólne działania w okresie, gdy najważniejsza stanie się jakość studiów i badań, innowacyjność, kiedy twórczość zaczyna być kluczowa w rozwoju Polski.

Ta rozmowa toczy się już osiem lat, a uczelnie niepubliczne zaczynają się niecierpliwić. Twierdzą, że resort nauki umywa ręce w tej sprawie.

Ja nie chcę umywać rąk, choć wyrok TK pozwalałby na to. Jeszcze raz podkreślam: zaproszę do rozmów wszystkie zainteresowane strony, abyśmy wypracowali kompromis w sprawie przyszłego funkcjonowania systemu szkolnictwa wyższego. Finansowanie musi być jednym z jego elementów. W tym kontekście musimy przedyskutować zasadę limitowania przyjęć na studia stacjonarne - obecnie obowiązuje on tylko na uczelniach publicznych. Kolejna kwestia: zasady określania wysokości czesnego na uczelniach niepublicznych, gdyby państwo płaciło na ich studia stacjonarne. I dalej - jakie ustanowić proporcje studentów stacjonarnych do niestacjonarnych, jak uporządkować zatrudnianie naukowców na dwóch etatach.

A co z dotowaniem nauk podstawowych? Te stosowane, których celem jest wdrożenie wynalazków, mogą sobie poradzić. Nauki podstawowe bez wsparcia państwa nie mają szans.

Nauka jest jedna, nauki stosowane nie istniałyby bez podstawowych. Musi być harmonia między tymi obszarami. Ale też musimy budować pomiędzy nimi mosty. Niedługo wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju ogłosimy konkurs Innowacje Społeczne, finansować będziemy projekty, które są nastawione na aplikacje i wdrożenia, bazujące jednak także na dokonaniach nauk humanistycznych czy społecznych. Nie chodzi o to, by wynaleźć lepszy wózek inwalidzki, lecz by powstały nowe pomysły na formy zatrudnienia, system opieki nad starszymi osobami.

Czy to dla historyków i filologów będzie atrakcyjna propozycja?

Jeden z profesorów zarzucił mi niedawno, że nawet interpretacje utworów Beethovena chcemy traktować jak innowacyjne aplikacje. Nie chciałabym, byśmy doszli do takiego absurdu. W 2011 r. powstało Narodowe Centrum Nauki (NCN) finansujące badania podstawowe. Na pewno dało ogromną energię polskiej nauce, obudziło młode pokolenie badaczy, połowa grantów NCN trafia dziś do naukowców do 35 lat. Ale być może pracę NCN można usprawnić, być może i tam potrzebne są pewne zmiany. Na pewno pomyślę też o przeformułowaniu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki.

Ten program zostaje?

Tak, chcemy, by istniał. Być może uda się włączyć do niego również nauki społeczne.

To pociągnie też za sobą większą pulę pieniędzy na ten program?

Sprawdzamy takie możliwości.

A inne programy - takie jak Diamentowy Grant, Generacja Przyszłości? Będą wygaszane na rzecz innych projektów?

Być może pojawią się modyfikacje zasad. Diamentowy Grant może służyć przyciąganiu do polskich uczelni tych utalentowanych studentów, którzy wybrali studia poza Polską. Grant o wartości nawet 200 tys. zł i szansa pracy nad doktoratem już po trzecim roku studiów może być dla nich ważnym atutem.

Do tej pory były bardzo duże pieniądze nakierowane na nauki techniczne. Przykładem tego są kierunki zamawiane, które nie obejmowały nauk humanistycznych ani społecznych. Czy to się zmieni?

Trwa analiza efektów rządowego programu kierunków zamawianych. Na przełomie stycznia i lutego spodziewam się wyników. Wówczas rozpoczniemy prace nad nową ich listą. Jest idea, by niektóre kierunki humanistyczne czy społeczne zostały na tej liście uwzględnione. Ale nim zapadnie decyzja, musimy przyjrzeć się efektom dotychczasowych działań.

Co zatem, oprócz realizacji gotowej ustawy, będzie dla pani ważne?

Umiędzynarodowienie. Za mało nas, Polaków, w globalnej nauce i przełomowych projektach badawczych. Za mało też na polskich uczelniach zagranicznych studentów i wykładowców. Jeśli tego nie zmienimy, naukowy świat wyprzedzi nas o kilka długości. Już w pierwszym tygodniu urzędowania podpisałam dwie umowy o współpracy międzynarodowej. Jedną z rządem Włoch, drugą z państwami Grupy Wyszehradzkiej. Zależy nam nie tylko na wykorzystaniu środków unijnych, ale także właśnie współpracy z ośrodkami z innych państw. I na pewno mój resort będzie wspierał wszystkie ośrodki naukowe, które podejmują ważną międzynarodową współpracę.

Jakie będzie w tej kwestii konkretne wsparcie ministerstwa?

Komunikacyjne, logistyczne, koordynacyjne. Ale i finansowe - międzynarodowe projekty muszą mieć finansowy priorytet w konkurencji o granty. W algorytmie finansowania uczelni i instytutów także jest przewidziana premia za współpracę międzynarodową.

Nie tylko uczelnie walczą o swoje przywileje. Także studenci liczą, że niektóre rozwiązania zmienią się na ich korzyść. Walczą o to, by m.in. móc otrzymywać stypendia na drugim kierunku.

Trybunał Konstytucyjny potwierdził, że zasada przyznawania stypendiów za osiągnięcia w nauce na jednym kierunku jest zgodna z konstytucją. Tu zmian więc nie przewidujemy. Ale myślę o tym, jak lepiej wspierać najbardziej utalentowanych studentów. Jestem otwarta na dialog z organizacjami studenckimi.

Czy drugi kierunek nadal będzie płatny? Na co mogą liczyć studenci?

Żadne zasadnicze zmiany nie są tutaj planowane. Najpierw muszę uporządkować sprawy finansowania całego szkolnictwa wyższego na najbliższe 10 lat. Ale również szybko się spotkam ze studentami i wysłucham ich oczekiwań.

@RY1@i02/2013/245/i02.2013.245.18300050a.802.jpg@RY2@

Fot. Wiktor Dabkowski\MNiSW

Profesor Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego

Rozmawiały

Urszula Mirowska-Łoskot

 Klara Klinger

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.