Dziennik Gazeta Prawana logo

Finansowanie nauki wymaga reformy

30 czerwca 2018

MICHAŁ KLEIBER Przepisy, które powinny zachęcać do innowacyjnych działań, często je uniemożliwiają. Bezpieczniejsze jest przygotowanie małych publikacji niż ambitnych projektów

Pracowników Polskiej Akademii Nauk (PAN) ominęły podwyżki, które zostały przyznane pracownikom na uczelniach. Czemu PAN o nie nie zabiegała?

Akademia konsekwentnie czyni starania, aby poprawić sytuację finansową całego sektora badań i szkolnictwa wyższego, w tym uposażeń pracowników. Prawdą jest, że pensje niektórych profesorów w instytutach PAN, zwłaszcza w naukach humanistycznych, są żenująco niskie. Zarobki profesorów na poziomie 3,5 tys. zł brutto nie należą do rzadkości, co właściwie przesądza o chęci podejmowania drugiego zatrudnienia, czasami ze szkodą dla prowadzonych badań. Z drugiej strony sumaryczne wynagrodzenia naukowców, którzy zajmują się naukami ścisłymi czy technicznymi, bywają często 3-4 razy wyższe. Sytuacja pracowników instytutów akademii jest więc bardzo zróżnicowana, co utrudnia podejmowanie jednolitych działań. Problemem jest także, że wobec wielkiej i merytorycznie zasadnej potrzeby zatrudniania młodych, zdolnych osób przyznanie instytutowi dodatkowych pieniędzy niekoniecznie przełożyłoby się na wzrost uposażeń już zatrudnionych naukowców.

Dlaczego?

Bo dyrektorzy mogliby przeznaczyć te środki na zatrudnienie kolejnych doktorantów, a nie na podwyżki. I trudno byłoby krytykować taką politykę. Trzeba pamiętać, że inny jest system finansowania wynagrodzeń na uczelniach i w jednostkach naukowych. Pieniądze na płace dla pracowników naukowych PAN są przekazywane w ramach dotacji statutowej. I dyrekcja instytutu ma dylemat, ile z tych środków, których wysokość od kilku lat się nie zwiększa, przeznaczyć na pensje, a ile na prowadzenie badań, utrzymanie infrastruktury badawczej czy współpracę naukową.

W tym roku rząd obciął środki na finansowanie projakościowe, czyli fundusze, które przeznaczone są na poprawę jakości kształcenia i badań naukowych. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) twierdzi jednak, że to nie odbije się faktycznie na budżecie.

Takie tłumaczenie jest nieprzekonujące. Obcięcie funduszy na jakiś cel zawsze wiąże się z tym, że do kogoś te pieniądze nie trafią. W tym przypadku chodzi zaś w znacznym stopniu o ograniczenie finansowania projakościowych działań resortu, w naszej sytuacji niezwykle ważnych, choć widocznych dopiero po latach.

Co oprócz finansów blokuje rozwój badań naukowych?

Regulacje prawne. Ustawy i rozporządzenia, które powinny zachęcać do innowacyjnych działań, a często to wręcz uniemożliwiają.

Na przykład?

Tak napisane są np. ustawy o zamówieniach publicznych, partnerstwie publiczno-prywatnym czy o offsecie przy zakupach uzbrojenia. Czytając te ustawy, ma się wrażenie, że ich jedynym celem jest zabezpieczenie się przed nieuczciwością realizatorów projektów. A przecież naszym głównym celem powinno być stymulowanie innowacyjnych działań przedsiębiorców.

Dlaczego tak się dzieje?

Oczywiście z obawy przed oszustwami. Nasz niski kapitał społeczny to nie slogan - na każdym kroku widać u nas brak wzajemnego zaufania. Innym powodem jest niedoskonałość naszego systemu stanowienia prawa. Uwzględnienie na poziomie ustawowym wszystkich możliwych do wystąpienia sytuacji jest nie tylko niemożliwe, lecz także blokuje inwencję realizatorów działań gospodarczych czy badawczych. Mam wrażenie, że dotyczy to też najnowszej wersji projektu nowelizacji ustawy o zasadach finansowania nauki.

W jakim zakresie?

Zasadnicza część środków na przyszłe badania, dotacja statutowa, wyliczana jest na podstawie bardzo skomplikowanego algorytmu, ujmującego ściśle wszystkie znane elementy dotychczasowej działalności badawczej zainteresowanej instytucji. A co zrobić z oceną planów na przyszłość, nie mniej przecież ważną dla oceny zasadności finansowania? Przecież tego nie da się opisać nieznanym z definicji wykazem przyszłych osiągnięć! W dodatku resort ogranicza prawo do odwoływania się od podjętych decyzji, co uniemożliwi naprawę możliwych niedoskonałości algorytmu.

Resort nauki twierdzi, że będzie można się odwoływać.

Tak, może od błędów w rachunkach. A przecież nie o to tylko chodzi. Jednostki naukowe powinny mieć według mnie możliwość odwoływania się np. od nieuwzględnienia przez MNiSW działań, które pomija algorytm. Doświadczenie uczy, że takie przypadki się zdarzają i bywają naprawdę uzasadnione. Mam wieloletnie doświadczenie zagraniczne i nigdzie nie spotkałem tak sformalizowanego systemu finansowania instytucji naukowych, jak u nas. Znowu kłania się nasz niski kapitał społeczny - lepiej mieć liczbowe uzasadnienie dla podejmowanych decyzji, niż narazić się na ewentualną krytykę zazdrośników.

Jakie to przyniesie konsekwencje?

Mimo podjętych w ustawie w tym zakresie prób ogólny algorytm nigdy nie będzie w stanie uwzględnić dostatecznie dobrze specyfiki danej dziedziny naukowej. Zdarza się np., że naukowiec całe lata pracuje nad określonym odkryciem bądź wynalazkiem, a w międzyczasie nie dokumentuje swojej twórczości w wymagany sposób (np. ma mało publikacji). A jeśli na końcu okaże się jeszcze, że przedsięwzięcie się nie powiodło, co jest niekiedy nieuniknione przy bardzo nowatorskich badaniach? Powraca tu kwestia zaufania - istotą nauki jest podejmowanie ryzyka, w prawdziwie oryginalnych projektach nigdy nie ma gwarancji sukcesu. W dodatku nasz system finansowania badań jest szalenie zatomizowany - mamy bardzo dużo relatywnie małych projektów badawczych, które z trudnością składają się na jakiś przełomowy synergiczny efekt. W obecnej sytuacji bezpieczniej jest częste publikowanie naukowych przyczynków w wąskich obszarach badawczych, niż podejmowanie ambitnych projektów z pogranicza różnych naukowych dyscyplin. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy twardo oceniać talentu i pracowitości uczonych - tyle że system bazujący na danych naukometrycznych (publikacje, cytowania itp.) powinien być uzupełniany oceną ekspertów, także zagranicznych.

Pod koniec września zakończy się ocena wszystkich jednostek naukowych. Czy w środowisku są obawy, że placówki mogą dostać niskie kategorie?

Nie wchodząc w zawiłości algorytmu, który na przykład niefortunnie rozłącza w pierwszej fazie wydziały uczelni od instytutów naukowych, aby potem je oceniać wspólnie, problemem budzącym emocje jest nierozstrzygnięta do końca, według mojej wiedzy, niezwykle ważna sprawa przyznawania placówkom naukowym najwyższej, bardzo prestiżowej kategorii naukowej A+. To w przypadku instytutów PAN jest bardzo istotne, także ze względu na szczególnie atrakcyjne warunki finansowania takich jednostek. Trzymam kciuki, aby cały proces obecnej ewaluacji zakończył się bez wywoływania wielkich kontrowersji, ale trudno mi sobie wyobrazić kontynuowanie obecnego systemu w przyszłości w niezmienionej postaci.

@RY1@i02/2013/177/i02.2013.177.18300100a.802.jpg@RY2@

Fot. Marcin Kaliński

Profesor Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk

Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.